czwartek, 28 lutego 2008
Cóż może być smutniejszego niż poranny mail informujący o "pożegnaniu Stefana"?
Chyba tylko mail o "pożegnaniu Stefana i Eugenii".
Ale bywają jeszcze gorsze, np. "pożegnanie Stefana i Eugenii odwołane".
To już jakiś zupełny horror. Brzmi, jakby wkurzony proboszcz odmówił małżonkom pochówku w poświęconej ziemi, więc nie przychodźcie, bo zamiast stosownej uroczystości wrzucimy ich do dołu z wapnem na tyłach posesji.
Szczęśliwie maile te, przychodzące ostatnio dość często i z różnymi imionami w nagłówku, to tylko info kolejnych kolegach żegnających się z Korporacją. "Odwołanie pożegnania" następuje, kiedy żegnant odpuszcza sobie ostatni goździk i pozbawia koleżeństwo chwili rozrywki.
Wysyp takich maili podkopał najwyraźniej morale Iniemaboya, czyli kolegi inżyniera z Górnego Śląska. Przestraszył się biedak, że jego też pożegnają i chyba wykoncypował, że ma większe szanse na przetrwanie, jeśli pozbędzie się mnie.
Operując z dala od centrali ma dokładnie takie same możliwości zwolnienia mnie, jak ja - jego, czyli niewielkie.
Poszedł więc po rozum... nie za bardzo wiem gdzie.. i niby "przy okazji" podsyła mi oferty pracy. "Wiesz, przeglądam dla siebie, to i Tobie podeślę coś ciekawego, nie dziękuj".
Ale jak tu nie dziękować, kiedy za darmochę mam cykliczny, inteligentnie wyselekcjonowany serwis z ofertami skrojonymi na miarę. Google, IBM itp.
Więc niniejszym, Iniemaboy'u, dziękuję. Ale postoję.
09:40, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 lutego 2008
Dziecko moje nie wymawia polskiego "r" ani "s" co, mam nadzieję, uczyni je w przyszłości mistrzem wymowy angielskiej. Nie będzie musiało wzorem spikerek z "Misia" wtykać sobie w twarz gorącego zimioka, by zabełkotać do mikrofonu: "paszszendżeł Shtanishuaf Pauuch szbłgł ua bua fęnkju". Swoją drogą ci sami Amerykanie, którzy są mistrzami w mamrotaniu, serwują reszcie świata takie słówka, że się język zwija precelek. Pyta się mnie na przykład Zygmunt, jak skopiować to na owo. Otwierasz, Zygmunt - nabieram powietrza w płuca - Eksploratora plików... -Ale to nie to samo - nabiera powietrza w płuca Zygmunt - co Internet Eksplorer? -Nie - odpowiadam i minutą ciszy celebrujemy naszą nienawiść do nazewnictwa Microsoftu.
Jak raz u Zygmunta i Eksplorer i Eksplorator działają na procesorze Intela o nazwie Dual Core. Intel sprzedaje też procesory Core Duo, a cały dział marketingu ma szatańską frajdę podglądając ukrytą kamerą miny klientów, którzy próbują wyczaić różnicę między Dual Core, a Core Duo.
Dobrej rozrywki nigdy za wiele, toteż wypuścili jeszcze procek Core 2 Duo. Core Podwójne Duo? Że niby tych Corów jest cztery? Chcielibyście. Cztery Cory są w zupełnie innym procku - Quad Core.
I tak to się kręci.
Wszystkiego poczwórnego.
22:32, leniuch102 , z bagien
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lutego 2008
Użytkownicy drogi Wrocław - Poznań doskonale znają odcinek tuż przed Lesznem, gdzie dość wąska i kręta droga nr 5 rozszerza się nagle w wygodną, dwupasmową arterię. Tajemnicą poliszynela jest, że ten kilkukilometrowy prosty odcinek został zbudowany jako zapasowe lotnisko polowe. Gdyby pokopać w przylegającym doń lasku, szpadel rychło zgrzytnąłby o podziemny zbiornik z naftą lotniczą.
Jakby tam nie było, ów niespodziewany na tej trasie kawałek drogowej Europy od przynajmniej 30 lat opatrzony jest jedyną w swoim rodzaju tabliczką: "Odcinek Eksperymentalny".
Ile razy ją mijam coś w środku mnie krzyczy: "Eksperymentalny?! Halo, tu Ziemia do eksperymentatorów, wasz eksperyment się powiódł! Wyższość prostej dwupasmówki nad krętą jezdnią pojedynczą została udowodniona.Od 30 lat kierowcy są zachwyceni tym kawałkiem i możecie przedłużyć go co najmniej do Poznania i Wrocławia."

Pomarzyć. Podobne odczucia mam od kiedy przerzuciłem się z comiesięcznych pitów i watów na kwartalne. Halo, ministerstwo finansów? Zaczernianie papierków cztery razy do roku jest mniej uciążliwe od produkowania ich co miesiąc. Możecie otrąbić sukces i ciągnąć dalej. Żeby nie zabić przedsiębiorców nadmiarem szczęścia pozwólcie im rozliczać się co pół roku, a po niezbędnym okresie adaptacyjnym -  wyobraźnio, wstrzymaj swe rumaki - może raz do roku?!
12:01, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
czwartek, 21 lutego 2008
kiedy wywaliłeś chałupę tylko trochę mniejszą od kościoła mariackiego - milczałem. Jak dobudowałeś garaż na cztery bryki - wzruszyłem ramionami. Tak jak na kryty basen. Stajnię. Fontannę. Trochę mnie ubodła nocna iluminacja tego kompleksu, ale z drugiej strony dzięki niej mamy gdzie wieczorem wyprowadzać psa. Nie przeszkadza mi też metalowe ogrodzenie, solidne jak wokół ambasady USA w Mombasie.
No, ale w końcu przegiąłeś.
Nie sądzę, żebyś był w stanie sam wyłapać ten moment, gruboskórny klocu (insensitive clod :-) ) więc pomogę.
Ta struktura w ogródku mianowicie. Co to ma kurrna być? Nie mogłeś postawić jakiegoś krasnala, jak człowiek, albo tej laski z odrąbanymi łapami?
Musiałeś postawić nowiutką średniowieczną ruinę?
Przecież ta nasza wiocha to morze całkiem autentycznych, objętych opieką konserwatora ruin. Tu nic nie można pobudować, bo wszędzie wystają z ziemi jakieś zabytkowe mury. Same mury, bo dachówkę, belki stropowe itp. już dawno zutylizowali pensjonariusze pobliskiego przytuliska brata Alberta.
I tak sobie myślę, że ta twoja ruina kusi ich niekamiennymi elementami konstrukcji.
I oby przy okazji nie zechcieli cię odpytać z szyfru do sejfu, przypiekając dla zachęty pięty żelazkiem.
W sumie przydałoby ci się.
21:24, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (7) »
środa, 20 lutego 2008

Uwielbiam internet za możliwość przyjrzenia się różnym egzotycznym społecznościom. Podczas poszukiwania wieży np., zawadziłem o fora audiofili, gdzie do kompletnego wyczerpania dyskutantów młóci się kwestie typu "bas: mięsisty czy sprężysty?" albo czy przez głośniki X da się usłyszeć filc na tych drewnianych młoteczkach w fortepianie.
O ile jednak audiofile i ich szajby od dawna są dość szeroko znane, to nie spodziewałem się, że przy okazji zakupu zwykłego dysku wdepnę w podobne towarzystwo. Kurcze, dysk sieciowy od dysku usb różni raptem jedna dziura na ethernet. Tymczasem dyski usb to zwykły produkt nie wzbudzający większych emocji, jak np. toner do drukarki, a dysk sieciowy, czyli bieda-NAS potrafi zainspirować niezliczonych majsterklepków. Wokół tych stosunkowo nowych urządzeń powstają społeczności hakerów, przerabiających je na ufo lub toster . Da się zrobić, bo dyski sieciowe to w istocie rzeczy niedorozwinięte serwery z - jak to serwery - linuksem na pokładzie.
Notkę wcześniej piekliłem się, zupełnie słusznie, na katastrofalny tryb aktualizacji DNS-313. Nowszy soft przyniósł ze sobą pewne plusy. Po odpaleniu w przeglądarce utajnionej stronki: http://"dns-313_ipaddress"/web/telnetd.asp mogłem włączyć, well, obsługę telneta. Po połączeniu się z NAS-em i wpisaniu "serwisowego" kodu 5784468 wylądowałem w linuksowym shell-u.
Parę poleceń i wszystko jasne:

$ df -h
Filesystem Size Used Available Use% Mounted on
%root% 478.5M 33.8M 420.0M 7% /
/image.cfs 478.5M 33.8M 420.0M 7% /sys/crfs
tmpfs 14.7M 0 14.7M 0% /var/spool
/dev/sda2 464.6G 49.7G 414.9G 11% /mnt/HD_a2
/dev/sda4 189.9M 1.2M 178.9M 1% /mnt/HD_a4

$ free
total used free shared buffers
Mem: 30164 29088 1076 0 292
Swap: 506008 36364 469644
Total: 536172 65452 470720

$ cat /proc/cpuinfo
Processor : FA526id(wb) rev 1 (v4l)
BogoMIPS : 230.19
[...]
Hardware : GeminiA


Czy i jaki można mieć pożytek z takiego linuksa? Ciągle włączonego, zawsze w domowej sieci?

Oczyma duszy widzę takie rozwiązanie: kupujemy z sąsiadem po takim NASie, instalujemy na nich rsyncd, który krzyżowo duplikuje nam pliki przez WiFi. Skona jeden - działamy z drugiego, stuprocentowa nadmiarowość dysków, logiki i zasilania, odseparowana w dodatku geograficznie. Serwerownia główna i zapasowa, jak w dobrym banku. High availabilty, enterprise class.

Gdyby istniały już żarówki z ip mógłby je pingować i wysyłać mejle z prośbą o wymianę.

Kiedy wpadasz na same dobre pomysły, dopij wódkę i idź spać.
Na zdrowie. Dobranoc.

09:15, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
wtorek, 19 lutego 2008

<Kwadrat>  I przychodzi taki moment, gdy na rozmowie o pracę jesteś jako kandydat najstarszy...

<Leniuch> i jak było?

<Kwadrat> Tak, jakby Twój syn i moi dwaj przyjmowali cię do pracy

(he, tu Kwadrata trochę poniosło, bo nasze dzieci mają po cztery lata, ale czujecie ten klimat)

08:27, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 lutego 2008

Cóż, gdybym miał budżet jak niektórzy z klientów mojej Korporacji, swoje filmy, zdjęcia i muzykę pakowałbym na coś porządnego. Wobec ograniczonych środków postanawiam kierować się trzema kryteriami:
- primo, żeby nie wrąbało mi danych
- po wtóre - ceną
- po trzecie, ceną

Dysk sieciowy to nic innego niż niedrogie wcielenie serwera plików czy półki NAS. Na przywołanym wcześniej zestawieniu NAS-ów oprócz takich za parę stówek był też np. 160 GB adaptec , wyceniany przez polskiego dystrybutora na - bagatela - 2370 PLN netto.
Takim zawodnikom dziękujemy z góry.

Rozsądek nakazywałby kupno dysku zdublowanego. Lubię, jak klientom padają pojedyncze dyski, bo roboty jest potem mnóstwo. Z drugiej strony, pamiętam o kryterium drugim i trzecim (cena!) oraz mam na względzie fakt, że dysk ma mi służyć głównie jako backup - więc kopia danych z notebooka i tego, co już mam na płytkach. Trudno, będzie pojedynczy.

Swego czasu ku utrapieniu tynkarzy oplotłem chałupę kilometrem skrętki kategorii szóstej. Parę stówek jak psu w d..pę, bo zaraz potem wymyslono sieć bezprzewodową. Teraz mam szansę się odkuć - po skrętce pobiegną dane do dysku, który wobec tego musi mieć gniazdo gigabitowe.

Z dyskusji w interku dowiaduję się jeszcze, że powinien mieć aluminiową obudowę, wentylatorek oraz tryb oszczędzania energii. No, dla mnie było to oczywiste, ale sporo producentów tej oczywistości podobno nie dostrzega.
Wizytuję magazyn zaprzyjaźnionej hurtowni i zamawiam: d-link DNS-313 .

Uwaga! Nie jestem w żaden sposób związany-z lub sponsorowany-przez firmę d-link. Dlatego m.in. nie będzie "opisu instalacji" czy marketingese, po który odsyłam do reszty interku.

Dwie i pół stówki netto, więc kryterium drugie i trzecie spełnione. A pierwsze?
Po kolei.
W/w dysk, a właściwie obudowa nie istnieje jeszcze na oficjalnych stronach dlink.com, chyba najpierw postanowili wypróbować ją na Polakach. Optymistycznie zakładam, że to zubożona wersja przyzwoitego, dwudyskowego DNS-323.
Oczywistym minusem jest niemożność uzyskania jakichkolwiek uczciwych testów z interku. Takowe przeprowadzę sobie sam. Zanim to zrobię, muszę wetknąć w obudowę jakiś dysk. Tu pierwsze rozczarowanie - lista kompatybilnych drive'ów zawiera tylko 1 (słownie: jeden) terabajtowy, którego zresztą nie ma w magazynie. Dobieram w zastępstwie 500 GB od seagate'a. Na początku wszystko idzie jak po maśle, choć lekko mnie niepokoi świeża jak wiosenny szczypiorek wersja softu - 1.0.
I rzeczywiście, soft 1.0 dyskiem kręci, ale go nie zatrzymuje. Ściągam soft z 14 lutego, wersja 1.01b06 opatrzony złowrogim "Wichtiger hinweis": "Sollten Sie eine Fehlermeldung erhalten, dass das Update nicht erfolgreich war, sichern Sie Ihre Daten auf eine externe Festplatte, schließen die DNS-313 über USB an und löschen alle vorhandenen Patitionen."
Czyli - na ludzkie - jak się nie uda, zaoraj dane i instaluj od zera.
Horrendum.

Nowa Wieś, czwarta rano. Firmware zaktualizowany, czas na testy. Po pierwsze antypatycznym programikiem iozone , który ma tę zaletę, że używają go testerzy ze SNB. Wyniki będzie można porównać z kilkudziesięcioma innymi urządzeniami podobnej klasy .
Następnie szybki syntetyczny test benchmarkiem sytemów plików z pakietu SisoftSandra.
Na koniec żałośnie nieprecyzyjny, ale mnie najbardziej przekonujący - stoper w dłoń i duży plik do przerzucenia.
Wyniki... cóż , wyszły zaskakująco spójne:
iozone:

Porażka. Częściowa. Pisze między 5 a 6 Mbajta na sekundę. To jeszcze nie dno, ale blisko. Czyta przyzwoicie, między 8 a 9 Mbajta/s. To test na ethernecie 100 Mbitów/s, więc już niedaleko wysycenia sieci.
Przeprowadzam dodatkowe testy dla gigabajtowych plików po gigabitowym ethernecie.
Zapis - troszeczkę lepiej, wciąż marnie. Czytanie ... kurde mol, 20 Mbajtów. To bardzo przyzwoity wynik w górnej połowie stawki. Jeśli się potwierdzi, uratuje dlinka przed śmietnikiem.

"Sandra" potwierdza: "indeks dysku" sieciowego - 16 MB/s. Nieźle, zważywszy, że dysk lokalny w moim laptopie ma "indeks" 19 MB/s.

No i test-samoróbka:

Zapis: stoper w dłoni, duży plik (ok. 600MB) na drucie
  sec MB/sec
Gigabit ethernet 89 6,66
100Mbit ethernet 105 5,65
WLAN 54 Mbit 310 1,91
USB 39 15,21

 

Odczyt: stoper w dłoni, duży plik (ok. 600MB) na drucie
  sec MB/sec
Gigabit ethernet 29 20,45
100Mbit ethernet 68 8,72



Powstrzymam się na razie od dalszych komentarzy.

Te, wraz z sensacyjną wyprawą do wnętrza dns-313, w następnej notce.

15:42, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 lutego 2008
... w pewnym sensie.
Zupełnie nie w duchu tego bloga zamiast zwykłego pierdu-pierdu postanowiłem podzielić się z PT Czytelnikami garścią konkretnych a może i przydatnych danych. Tytułowy palmtop mimowolnie kupiła mi Leniuchowa. Mimowolnie, bo poszła do sklepu po nawigację i była szczerze zdziwiona, gdy zorientowała się, że wraz z nawigacją w domu pojawił się kolejny pecet. Pocket PeCet, ale zawsze. Terabajtowy (tysiącgigabajtowy) dysk - sieciowy, a więc jak najbardziej dla poketpeceta dostępny, dokupiłem sobie sam. Oczywiście combo palmtop-dysk skojarzyło sie przy okazji, dysk pojawił sie głównie po to, by przyjąć na swoje talerze wszystko, co nie zmieściło się na naszych służbowych notebookach.
Niedrogi, domowy dysk sieciowy, pojemny jak diabli, dostępny dla wszystkich o dowolnej porze, wyłączający się, gdy niepotrzebny...
Chciałoby się.
Z szybkiego skanu po forach wyłonił się następujący obraz: napalony leszcz zanabywa szeroko reklamowaną sieciową obudowę do dysków, wkłada do niej wygospodarowanego w pracy twardziela... Nie chodzi. I nie pójdzie - leszcz zapomniał popatrzeć na listę kompatybilnych drajwów. Strasznie króciutką.
He he.
Leszcz się jeży, ale wypluwa następne parę setek na dysk z listy. Yes, yes yes... udaje, że działa. Ba, działa w rzeczy samej. Tylko strasznie głośno. Zostaje szurnięty do szuflady. Rezonuje cała szafa. Od czegóż wszakże sieć bezprzewodowa? Wyjący nabytek trafia na strych, będzie serwował wytłumiony przez dwa piętra. No tak, tylko że bezprzewodowo znaczy wolno. Och, jak strasznie wolno. Leszcz ciągnie kabelek, a może i stawia switch. Tempo ślimacze wzrasta, ale tylko do żółwiego. Jeśli dysk ma gniazdo gigabitowe, wymienia switch na gigabitowy. Kasa, kasa, kasa.... a przyśpieszenie - 10 procent. To już koniec drogi... ale nie koniec atrakcji. Ze strychu dochodzi swąd. Zaglądamy - renomowana plastikowa obudowa parzy i zyskała plastyczność. Nie dość, że nie odprowadza ciepła, to jeszcze dysk się nie wyłącza i piłuje 24/24. Pytanie na grupę dyskusyjną i odpowiedź w porę przed samozapłonem - zaktualizuj firmware obudowy. Opis aktualizacji jest po niemiecku i wymaga... sformatowania danych. Nie, nie fantazjuję - ten krok akurat zrealizowałem sam.

Naiwni po dysku z interfejsem SATA II (ca 300 MB/s) spodziewają się prędkości ograniczonej tylko wydajnością sieci. W przypadku gigaethernetu to ca 100 MBajtów/s.
Warto skonfrontować takie oczekiwanie z rzeczywistością - przed zakupem. Polecam listę na Small Network Builder. Całkiem sporo takich urządzeń nie osiąga nawet 10 MBajtów/s, ba - jedno, renomowane - nie rozpędza się nawet do pięciu.
Co kupiłem, czego oczekiwałem, co dostałem i czemu szurnąłem to przez okno :-) - wkrótce.
13:13, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (11) »
czwartek, 14 lutego 2008
-Za sto metrów w prawo.
-Za pięćdziesiąt metrów w prawo.
-W prawo.
-Zawróć za pięćdziesiąt metrów.
-Zawróć.
-Zawróć za sto metrów.
-Zawróć.

-Lala, jak ja bym ciebie słuchał, to w korkach bym do dobranocki stał - mówię. I barwnie opisuję jej, do czego tak naprawdę by się nadawała. Szans na realizację tych zapowiedzi raczej nie ma, ale przynajmniej się nie obraża, a to już coś. Chłodna, ale profesjonalistka. I dziecko ją uwielbia.
-Tata, włącz nawigację - woła, jak tylko je przypnę do fotelika. Oczywiście już po pięćdziesięciu metrach zorientował się, że "agnieszka" plecie. Fascynuje go za to trójwymiarowa wizualizacja ulic i budynków, "jak w bombowcu".
Prawdziwa magia nawigacji ujawnia się dopiero na przejeździe kolejowym. Można wyłuskać ją wtedy z trzymadła, wyjąć rysik i pograć w "kulki".
10:08, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 11 lutego 2008
Oprócz ogólnonarodowych sportów typu niepłacenie abonamentu czy piratowanie po interku, mieszkaniec wsi może przyoszczędzić na milion innych sposobów. Zajumanie drewna z lasu, spust szamba wprost do rzeczki, marchewka z pegeerowskiego zagonu... żyć nie umierać.
Niby "jesteśmy wreszcie w swoim własnym domu", ale już trenujemy pod kątem następnej okupacji.
Trochę mimowolnie wziąłem udział w zupełnie niesłychanym procederze.
Przez długi czas uchylałem się od płacenia za wywóz śmieci. Bardzo długi.
Od Palermo po Nowy Jork utylizacją odpadków zajmuja się różni Corleone i Soprano. Moja gmina nie jest wyjątkiem. Zwalisty brutal ze złotymi siekaczami obsługuje jedyną w okolicy śmieciarkę. Kiedyś dawno sprzedał mi kubeł i obiecał przyjechać z umową i książeczką opłat.
No i zapomniał.
Niby powinno sie przypomnieć, ale jakoś poręczniej było nie pamiętać.
Co się będę narzucał, nie?
Przyjechał w sobotę.
-Wie pan po co? - zagaił.
-Chyba wiem - mówię, co się będę wydurniał.
-Ile to lat będzie?
-Trzy?
-Uuuu - wyraz twarzy naszego Soprano wskazywał, że sporo ryzykuję
-No, na pewno nie dłużej, niż Piotrusia mamy, bo pamiętam, że worki z pampersami jeszcze do kubła na starym mieszkaniu woziłem.
-A chłopak widzę duży, z pięć lat ma?
- Cztery - poprawiam skromnie.
- To co, za cztery.
- Trzy ... i pół?
- Nie-e. Wisisz mi pan za cztery lata wywózki po dwa kubły miesięcznie... Pińcset. Przygotuj pan kasę na jutro.
He, mam nadzieję, że bankomat nie nawali.
00:43, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
czwartek, 07 lutego 2008
Owszem, mili, posunąłem się, to i zmądrzałem. Kasa obsysa. Z wielu względów. Po pierwsze, po kasę trzeba wyciągnąć rękę. Głupio człowiek wygląda z taką ręką i jednoznacznie kojarzy. Po wtóre, nie zawsze wypada tę rękę wyciągać. Ot, drobnostkę człowiek czasem pyknie... ale czasu trochę zeszło. Wyciągać, nie wyciągać? Sami widzicie. Po trzecie, nawet jeśli już się tę rękę wyciągnie, to - gwarantuję - nikt w nią sutego zwoju wytłuszczonych banknotów tak od razu nie wetknie. Najpierw księgowa, potem przelew i czekanie, czekanie, czekanie. Większość okazjonalnych zleceń kończyłem mejlem przypominająco/grożąco/żebrzącym.
A teraz załóżmy, że w końcu tę niewielką, bo o pieniążkach przez małe p tu mowa, sumę wydębiliśmy.
Teraz to trzeba jakoś z sensem wydać.
Stanąć w kolejce po koszulę np.
W prążki, kratkę, bytom, vistula? Ratunku!
Ale można inaczej.
Machnąłem właśnie niewielką reinstalację (backupy są dla pedałów) u znajomego admina.
W nagrodę dostałem koszulkę polo z napisem "michelin", promocyjne kubki producenta tłumików, ekologiczną torbę, a w niej breloczki dla dziecka.
Zero papierów, zero podatków, koszulka twarzowa.
16:32, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 04 lutego 2008

Istnieją sytuacje, w których ręce normalnie opadają. Wybory zbyt trudne, wobec których stajemy bezradni jak dzieci. Pewien dylemat prześladował mnie od z górą dwu lat. Od chwili, gdy wpadłem na pomysł, że przydałaby mi się nawigacja. Co namierzyłem sobie jakies fajne i niedrogie pudełeczko, to na rynek wskakiwała nowa generacja odrobinę lepsza i sporo tańsza. Wpadałem do mediasklepu po kabelki o dziewiątej rano, a o dziewiątej wieczorem obsługa wózkiem towarowym wywoziła mnie zahipnotyzowanego sprzed stoiska z nawigacjami .
Od jakiegoś czasu do hamletycznej rozterki między nawigacją wyspecjalizowaną, a taką w palmtopie doszła kusząca możliwość upchnięcia wszystkiego w lepszej komórce. Tylko jeśli w komórce, to w innej niż dotychczasowa sieci... ale jakiej?!
Dylemat, miast upraszczać się wraz z rozwojem technologii tylko komplikował się coraz bardziej...
Istniało wszak rozwiązanie Są przecież ludzie, którzy zarządzają zespołami sprzedawców, czy serwisantów w firmach hojniejszych niż moja i w tym czasie zdążyli w praktyce przetestować zady i walety różnych rozwiązań. Np. taki Mięcielak... Co, pytać się tego bufona?! Dzięks, wolę moją wysłużoną mapę Górnego Śląska.

Nadszedł wszak taki moment.. nie nie nazwę go urodzinami, powiedzmy, że mój wiek zrównał się z rozmiarem kołnierzyka. Leniuchowa uznała, że nalezy mi się stosowny do powagi chwili prezent. Poradziła się Mięcielaka (blondynce wolno), kupiła i mam.
Moja nowa nawigacja  leży se tera na biurku i co parę minut głosem "agnieszka" informuje: "szukam sygnału giepees, szukam sygnału giepees".
He, he.
Ma nawet rysik. I przyssawkę.
Czad.

20:07, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (13) »
piątek, 01 lutego 2008
Dziecko moje chodzi do tego samego przedszkola co jego ojciec o kurka jak dawno już temu. Wygląd i zapach wciąż ten sam, choć zawartość całkiem inna. Prawie nie ma Darków, Jarków i Anek. Chodzą za to Nataniel, Kurt i Sophie. Serio serio. Nie bawią się też w "chodzi lisek koło drogi" tylko trenują tekłądo . Właśnie na tekłądo któreś z tych dziwadeł zaatakowało stopę mojego dziecka, a konkretnie palec. Piotrek przemieszcza się teraz ciężko wlokąc konuzjowane odnóże. Zdjąłem mu skarpetkę: ależ kurde palec spuchł... zaraz, zaraz, ten drugi też ... cała stopa jak poduszka. Zacząłem rozglądać się za zestawem "chirurg polowy", żeby zdążyć przed gangreną, ale tak dla porównania obejrzałem drugą nóżkę. Taki sam, kurka, baleronik. Geeez, kiedy on się tak spasł. Zarzuciłem dziecko na - nomen-omen - barana i wychodzę. Na schodach zaczepia nas sprzątaczka - Nie ciężko panu? Żeby pan widział, ile on dziś pączków wrąbał.

PS. Zwykle nie komentuję wyników ankiet , niech się głosujący sami przejrzą w odpowiedziach, ale skoro ostatnia ankieta była zajumana ze slashdota, to mogę przekleić jeszcze parę (z kilkuset) komentów

Realistic Pessimist - chooses 1-25%
Realistic Optimist - chooses 26-50%
Unrealistic Pessimist - chooses 0%
Unrealistic Optimist - chooses 51-74% or 75-99%
Idealistic Perfectionist - chooses 100%

albo

0% I'm so unique nobody could ever match me
1-25% I understand statistics
26-50% I'm better than statistics
51-75% I don't need statistics
76-99% I'm an egomaniac
100% What am I voting for?

albo

0% - Nobody agrees with anything I say so why should this poll be any different
1-25% - 1 out of 7 choices equals 14%, so this is correct if people choose randomly
26-50% - WTF? Take me to the results
51-75% - WTF? Take me to the results
76% - 99% - Most people SHOULD agree with me because I'm right, dammit
100% - I am God and everyone agrees. Those who don't, don't count
12:29, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (3) »
Archiwum