poniedziałek, 28 lutego 2005

Przywykłem już do myśli, że komputery to część infrastruktury jak nie przymierzając prąd czy kanalizacja. Wciąż jednak wydaje mi się, że ze wszystkich instalatorów powinienem wchodzić do firmy ostatni, już po gościach od centralnego i regipsów. Życie co i rusz negatywnie weryfikuje tę tezę. Czasami mam wrażenie, że biorę udział w jakimś cyrkowym spacerze po deadline, konkurencji, w której niekwestionowne mistrzostwo należy do tepsy i wszelkiego rodzaju budowlańców. Ja tłukę się na długi koniec kraju by stawić się punkt dziewiąta w serwerowni u klienta, ale muszę poczekać jeszcze nie wiadomo jak długo na p. Kazia, który zasadniczo miał osadzić te drzwi tydzień temu, ale nie dotarł, bo z sąsiedniej budowy ma całe pięćset metrów.
xxCo tam drzwi. Miałem kiedyś jechać do banku pod Szczecinem, czterysta kilosów z okładem, więc drążę: -A będę miał na czym te terminale postawić? -Taaaaak - co pewnie oznacza, że w nocy skleją lady, -A do czego podłączyć ? -Oczywiście - czyli elektryk z instalatorem już się kręcili, oby zrobili coś więcej niż pół litra.
Rad nierad stawiam się pod bramą dnia następnego, by cieszyć się porankiem przez dwie godziny, w trakcie których jełop-klient dojeżdża niepomiernie zdziwiony moją nieludzką punktualnością. Wchodzimy na salę operacyjną i widzę, że sprzęt to mogę sobie porozstawiać po podłodze, a sieć zapewne bezprzewodowa, gdyby nie to, że technologię wynajdą za dwa lata. Oglądam się na jełopa, a ten ciągnie z piwnicy zwój skrętki z gniazdkami nanizanymi jak paciorki jednego różańca i rozwleka je po obiekcie - o tu będzie obsługa, a tu kasa - mówi wyczarowując gestami kształty niczym Irek Krosny.
"A tam, gdzie to kretowisko, będzie stał mój bank" nucę sobie w drodze powrotnej.
23:11, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 lutego 2005
podczas niedzielnego spaceru na drodze stanęła nam


12:27, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (3) »
sobota, 26 lutego 2005
he he, pogaduchy z irc i innych takich, cytuję co lepsze in extenso:

<NES> lol
<NES> I download something from Napster
<NES> And the same guy I downloaded it from starts downloading it from me when I'm done
<NES> I message him and say "What are you doing? I just got that from you"
<NES> "getting my song back fucker"

<i8b4uUnderground> d-_-b
<BonyNoMore> how u make that inverted b?
<BonyNoMore> wait
<BonyNoMore> never mind

<Beeth> Girls are like internet domain names, the ones I like are already taken.
<honx> well, you can stil get one from a strange country :-P
piątek, 25 lutego 2005

Komu ?



Jak ?



(he he, nie miałem pomysłu na wpis, w zamian dawka szantażu emocjonalnego)
10:35, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (4) »
czwartek, 24 lutego 2005
xx Niezorientowani głoszą iż światem rządzi pieniądz.Wtajemniczeni wiedzą, że planetę napędza bajer. Jak w klasyku o owczarku za milion:
- I co baco, dał wam ktoś ten milion ? - A coby nie. Józek Gąsieniców dał dwa koty po pińcset tysiency.
Dokładnie według takiej zasady kręci się Liga Mistrzów. Co sezon kibicami wstrząsają nowe rekordy transferowe, niewyobrażalne setki milionów wydawane lekką ręką na wirtuozów kopanej. Patrzcie, mówią polscy trenerzy, jak mam zrobić wynik z Wisłą czy Legią, kiedy Real na jednego galactico wydaje nasz dziesięcioletni budżet.
Naiwni, którzy kupujecie tę ściemę. Jedynym realnym skutkiem miliardowych transferów jest coroczna przeprowadzka paru zawodników. Nie twierdzę, że futbol pod warstwą szumu medialnego jest sportem amatorskim, ale obcięcie rozliczeniom paru zer nie zrobiłoby wielkiej różnicy. Dlatego wystarczy, że Frankowski z Żurawskim nawbijają Realowi i wirtualna wartość Wisły poszybuje w kosmos. No, chyba że znowu jacyś kaukascy górale dokopią dziarskim krakowiakom.
Politowanie większe niż polscy piłkarze budzi we mnie megafrajer sportbiznesu - niejaki Abramowicz Roman. Rusek ów naiwny uwierzył w futbol i pompuje weń żywe petrodzieńgi pracowicie ukradzione ojczyźnie. Właśnie przed chwilą za swoją górę pieniędzy zebrał baty od Barcelony. Kocham ten sport.
środa, 23 lutego 2005

Czas w pracy można marnować na parę sposobów. Udało mi się znaleźć taki, który wyciska całą moc z procesora, zatyka internet i zapełnia dysk na amen. Uprzedzając domysły: nie jest to kolekcjonowanie filmów porno - za mało obciąża cpu.
Żeby w pełni uzasadnić wydatki pracodawcy na najnowszą technologię wystarczy ściągnąć z serwera NASA program World Wind i zajrzeć przez satelitę, czy na parkingu stoi jeszcze twoja bryka.
 



15:54, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 lutego 2005

Choć życiem dorosłych rządzi Zachłanność, Zawiść i Agresja, pragniemy wierzyć, że człowiek ze swej natury jest altruistycznym roślinożercą. Złudzenia te podtrzymują najmłodsi, wielkodusznie dzielący się ciasteczkiem z pluszowym Ciapkiem albo karmiący Szreka przez szybkę telewizora. Robiło tak i moje dziecię, póki Teściowa podstępnie go nie podbechtała: - Masz winogronko, poczęstuj Tatę. Ufne chłopię z owocem na wyciągniętej dłoni przybiegło do mnie, a ja w bezmyślnym odruchu zeżarłem, co tam przyniósł. Syna zamurowało, popatrzył z niedowierzaniem na pustą teraz rączkę a potem na mnie w oczekiwaniu, że zwrócę mu dopiero co przełknięte winogrono. Przez resztę dnia łypał podejrzliwie w moim kierunku, nie mogąc uwierzyć w tak bezczelne nadużycie zaufania.

W końcu przebyta trauma zabliźniła się, jak to z niespełnapółtoralatkami bywa, i syn znów częstuje wszystkie stworzenia duże i małe. Nawet mnie, ale z drugiego końca pokoju.

15:53, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 21 lutego 2005
bazie
Idzie wiosna. Dziś w gazecie lokalny hipermarket zareklamował paczki Wielkanocne. Od Gwiazdki przez Sylwestra i Święto Zakochanych wprost do Zmartwychwstania - jaka wspaniała afirmacja życia, nieustające święto radości. Pani w kasie jeszcze stuka w rytmie czaczy, pan wózkiem widłowym kreśli serca, a dekoratorka już wykleja bazie. Szczęśliwcy.

* * *

Ciekawa rzecz, po wstąpieniu do Unii z reklam aut zniknęły ceny, pojawiły się za to szalone rabaty, zwłaszcza na lepsze modele. Ceny spadły chyba tak nisko, że obnoszenie się z nimi jest jakąś małostkową niestosownością. Niewykluczone, że w niektórych przypadkach upust przewyższył cenę, bo klient dostaje za darmo ubezpieczenie, opony zimowe i zwrot pieniędzy.

* * *

Obok gospodarki kwitnie polityka, bo już niebawem obywatele tłumnie ruszą do urn wybrać swojego prezydenta. Wg kapitalnego rankingu Rzeczpospolitej w zależności od stawiennictwa kandydatów Pierwszym Polakiem zostanie Chirurg, Gospodyni lub Dziennikarz. Aha, do drugiej tury zawsze wejdzie Najbardziej Opalony Rolnik RP.
11:02, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (4) »
czwartek, 17 lutego 2005

Brak etatu ma tę miłą cechę, że pozwala mi uprawiać komputerową wielopolówkę. Biorę zlecenia, podpisuję umowy i z lekkim niepokojem czekam na moment, kiedy będę musiał jednocześnie zaatakować śrubokrętem dwa serwery na różnych krańcach Polski. Jak dotąd lawiruję między wezwaniami jak minister przed komisją, a przyświeca mi zasada: jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. Kiedy planowane terminy wzajemnie kolidują, nie ma powodu do obaw - albo samo się naprawi, albo nie dojadą części. Gorzej, gdy okoliczności zbiegają się znienacka, jak w zeszłym tygodniu. Gmeram sobie spokojnie przy SzafiePełnejDysków*, kiedy podrywa mnie telefon; rozpaczliwie spóźnione pudełka**, które zamiast do “Poland” wysłano do “Holland”, dotarły w końcu do klienta i tęsknie oczekują na podłączenie do sieci. Natychmiast. Jeszcze się nie zdążyłem zmartwić, kiedy do serwerowni wchodzi dwu drabów z gumówką, zwaną gdzieniegdzie fleksem i zaczynają wyrzynać drzwi. Gips fruwa dookoła, również na moją Szafę za lekko licząc pół miliona dołków, ale wiadomo, budowlańcom wszystko wolno. Pierwszy raz w karierze posyłam zarośniętym hominidom ciepły uśmiech, opatulam szafę folią i teleportuję się na drugie zlecenie.

Wieczorkiem przed snem chciałbym wysłać dziękczynnego mail-a do patrona serwisantów, ale próba ustalenia adresu napotyka zaskakującą przeszkodę:



* chodzi o macierz, ale piszę z prosta, żeby nie było hermetycznie

** routery, j.w.

21:33, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 14 lutego 2005
xx
Wpadłem na pomysł niejedzenia konserwantów. Wcale niedobry pomysł. Łatwiej już chyba zostać makrobiotycznym frutarianinem. Zakupiłem konserwant-free keczup z Pudliszek, za to zagęszczany acetylowanym adypinianem biskrobiowym. Smacznego.

* * *

W supermarkecie zauważyłem kasetę "Akademia Dobrego Filmu" a 9,99. Fellini ? Jarmusch ? Bynajmniej. "Czerwona Sonia" ze Szwarcenegerem. Z recenzji: "Less violent than CONAN THE BARBARIAN, RED SONJA is more brutal than CONAN THE DESTROYER. "

* * *

Trzecia z kolei faktura z Plusa domagająca się uregulowania zaległych 0,00 zł. Muszę coś z tym zrobić, zanim naślą egzekutora.
01:38, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (7) »
sobota, 12 lutego 2005
Kiedyś byłem płatnym pachołkiem na żołdzie Korporacji, ale pewnego dnia, pstryk, stałem się  jednoosobową działalnością gospodarczą. Stan faktyczny zmienił się o tyle, że zacząłem generować kilka stron A4 w formie faktury i pita co miesiąc. Choć nie tylko.
Jako żołnierz kapitalizmu od zawsze dostawałem benzynę do oporu i zwrot za konsumpcję. Będąc kapitanem własnej jednostki zarządzam wsadem do kotła sam, co ujawniło zaskakujący  rys mego charakteru. Na trasie Wrocław - Warszawa znajdują się dwa lokale. Ogromny zajazd "Pałac Mazurek" zniewala billboardem "Miejsce Dla Ludzi Sukcesu". Naprzeciw swojski "Bar Podjadek" podpowiada: "U Mnie Taniej". Powiedzieć, że wraz z przejściem na własny garnuszek stoczyłem się z Pałacu do Podjadka to powiedzieć mało. Za firmowe obżerałem się bowiem w Marriocie,  za swoje kupuję bułkę z tymbarkiem w Plusie w Wieluniu. Firmowa benzyna zużywała się w tempie jedenastu litrów na setkę, moja poniżej siedmiu, w tym samym samochodzie. Może dlatego, że zwolniłem ze 180 na 110. Homo oeconomicus at work, na trasie do Krakówka i z powrotem oszczędzam 4 litry x 6 setek x 3,60 zł = 86 złociszy. Teraz szukam nałogu, który mógłbym sobie sfinansować tą górą złotówek. Jakieś pomysły ?


21:39, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
środa, 09 lutego 2005

tNudzą mnie te komputery, wszedłbym sobie w pollitykę. Jednojajowi rzucili pomysł instytutu obrony imienia Polski, który to sport extremalny uprawiam w niniejszym blogu, sorry, diariuszu elektronicznym, shit, użyłem "sorry", fuck, napisałem "shit", co tam i tak mnie nie wezmą.

Anyway, sławiłem opony stomil, skarpetki do sandałów, a nawet Małysza, a na deser mam jeszcze jeden tytuł do narodowej, well, wyjątkowości: oto rodacy zalliczyli single-double jako jedyna nacja ustrzeliwszy głowy obu supermocarstw (prezydenta McKinleya i cara Aleksandra II).

Al-Kaida niech się schowa, pętaki.

poniedziałek, 07 lutego 2005
Arkady Fiedler spotkał szczęśliwych Indian, bo z Polakami mu się nie udało. Na ogół zarabiają za mało, a jak już dobrną do pierwszego i zostanie im na popularne, to uświadamiają sobie, że znów zawodowo się nie spełnili. Ja tam sobie nie krzywduję, realizuję się bowiem wchodząc nad ranem do banków, przez okienko. Serwisowe.

Na początku okienko takie jest wielkie jak wrota do stodoły; przywożę nowy sprzęt, jestem więc gościem lubianym i pożądanym - właź, kiedy bądź, rób co chcesz. Kiedy serwer wchodzi do eksploatacji widuję go tylko po godzinach. Z czasem okienko serwisowe zawęża się do dwu godzin w porze ataku Apaczów, a zdarzyło mi się raz okienko ujemne: przetwarzanie danych z piątku przeciągnęło się na sobotę i wtedy na serwer czekali w kolejce również klienci.

oZ nadejściem interku mam coraz więcej maszyn piłujących na okrągło. Bywają i takie, którym okienko serwisowe wywala dopiero stutonowy dźwig, jak ten, który w sobotę o północy przyniósł nową przetwornicę napięcia. Zgraja serwisynów wszelkiej maści rzuciła się na komputery, które w tym jednym dniu w roku odłączono od prądu. Skoczyłem i ja samotrzeć wraz z Fachowcem Z Warszawy i Kolegą Z Katowic.

Fachowiec poradziłby sobie sam, ale Kierownictwu przyświecała głębsza mądrość. Kiedy ze stęknięciem podał mi Wielką Płytę wskazałem na tkwiący w niej Dzyndzel. -Dzyndzla nie przekładamy? - odważyłem się spytać. -To nie Dzyndzel - autorytatywnie stwierdził Fachowiec. Jako że Dzyndzel znałem tylko z literatury uznałem podobieństwo za przypadkowe. Pytanie ponowił za to Kolega z Katowic. To już dało Fachowcowi do myślenia, uwieńczonego przełożeniem Dzyndzla. Uratowało to nasze głowy, ale nie weekend. W ogólnej rozpierdusze ktoś rozwalił macierz dyskową - popularną maciorę - i okienko serwisowe rozciągnęło się na pół niedzieli. Że wieprzowina szkodzi, wiadomo nie od dzisiaj.

11:52, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
czwartek, 03 lutego 2005

Żona na macierzyńskim jak Napoleon na Elbie planuje zawodowy come back, ja gapię się w telewizor.
-Ile tragedii rodzinnych, sąsiedzkich, brat na brata, syn na ojca, żona na męża kablowali- słyszę. I teraz ta kloaka przez redaktorzynę-szkodnika na cały kraj się rozleje - mówią.
-Zara, zara - myślę - żona, czyja żona ?! A może... Nieee. W podstawówce chyba nie werbowali.. A może !? Sprawdzę.
Siadam. Tu serwer przeciążony, tam listę skasowali... Jest ! Lista znaczy, Żony na niej brak. Mnie też brak, dzięki Franz. Wujek esbek jest, zresztą jaki z niego wujek, pociotek marny, w Warszawie, mówił, w instytucie pracuje. Ale, ale, co to za serwer w ogóle... kliknijmy sobie:
- Studentka rozbiera się ochoczo w kuchni - Nastolatki
- Codziennie 200 darmowych galerii - Hardcore
- Zdrowa ruda panna pozuje dla ciebie - Amatorki
No to sąsiada później sprawdzę.



(zauważcie, mogłem notkę zatytułować "lista W..." i mieć 1000 wejść z googla, ale jestem ponad :-D)
środa, 02 lutego 2005
zz
Miejsce: świeżo zasiedlona chata na bagnach
Czas: poprzednia wigilia

16:00 Teściowe przekraczają próg
16:20 Uroczyście podpalam stosik drewna w kominku
16:21 Brawa
16:23 W kuchni Żona wstawia smażonego karpia demonstrując Teściowej niepowstrzymaną moc wyciągu
16:25 Wyciąg wyciąga całe powietrze z pomieszczenia
16:27 W trosce o prawa fizyki nowe powietrze daje się zassać z dworu wszystkimi dziurami, z wentylacją i PRZEWODEM KOMINOWYM włącznie.
16:29 Lokal gwałtownie szarzeje: przez siny dym widać wesoły ogień za szybą kominka
16:30 Obecni (w tym dwu fizyków, jeden habilitowany) opuszczają obiekt nie poddając się panice. Może troszeczkę.
16:31 Otwieram okno i popadam w zadumę
16:32 W ciszy pustej chaty wycie wyciągu nachalnie wskazuje rozwiązanie. Wyłączam dziada.
17:00 Zasiadamy do kolacji spowitej aromatem mokrego buku. Temperatura: 15 st C.
12:36, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
Archiwum