czwartek, 24 stycznia 2013

Coraz więcej z nas telepracuje z domu, ale wciąż niewielu w pełni korzysta z kosmicznych możliwości, jakie stwarza telepraca. Istnieją jednakowoż chlubne wyjątki, jak Bob. Bob jest programistą... a właściwie multiprogramistą "in C, C++, Perl, Java, Ruby, PHP, and Python", mieszkającym sobie gdzieś w Stanach.  Jakież było zdziwienie chlebodawców Boba, kiedy ten zalogował się do sieci z Chin! Ani chybi Azjaci włamali się Bobowi na kompa i wysysają nasze amerykańskie sekrety - stwierdzili i wdrożyli śledztwo.
Które wykazało, że Bob sam podnajął żółtych by odwalali za niego czarną robotę. Ba, wysłał im kurierem własny token i hasła. A sam...
9:00 a.m. – Arrive and surf Reddit for a couple of hours. Watch cat videos
11:30 a.m. – Take lunch
1:00 p.m. – Ebay time
2:00-ish p.m – Facebook updates, LinkedIn
4:30 p.m. – End-of-day update e-mail to management
A najlepsze, że był to nie pierwszy taki numer Boba, który odpalał swoim podwykonawcom zwyczajowe 20%, sobie zostawiając skromne 80k$+.
Czego sobie i Wam życzę.
A wkrótce: jak to się robi pod Wrocławiem, czyli telepraca między Pakistanem a Senegalem.

http://finance.yahoo.com/news/story-man-outsourced-china-could-135701981.html

10:19, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
środa, 16 stycznia 2013

Jako uważny czytelnik działów "nauka" w prasie codziennej wiem, że wyewoluowaliśmy od - mniej więcej - drożdży (50% zgodności DNA) - do - mniej więcej - szympansów (110% zgodności genomu). Każde np. ludzkie hobby daje się łatwo  -  w każdym razie piszącym w działach "nauka"  popularyzatorom - wyjaśnić naszą zwierzęcą naturą, czy mądrzej - wymogami doboru naturalnego.
Ogłaszają oni np. że kobiety preferują łysych z uwagi na rzekomo wysokie stężenie testosteronu u tychże. Że natura -  w swej nieskończonej mądrości - wyróżniła łysych lśniącą glacą, żeby byli łatwo zauważalni przy ognisku (!).
Jeszcze kobiety nie otrząsną się z szoku na wieść o preferencjach, o których nie miały pojęcia, a redaktorzy serwują następne zdumiewające ustalenia o - ja wiem? -  pożytkach z gwałtu zbiorowego uprawianego przez niewątpliwie(dla popularyzatorów nauki)  inteligentniejsze od ludzi delfiny.
No to ja mam pytanie do tych wszystkowiedzących. Proste.
Jakież to zaszłości z czasów płazów ziemnowodnych sprawiają, że na widok wszechpokrywającej bieli śniegu, przy minus pięć wstrząsa mną i nie tylko mną spazm dzikiej radości?
Jaki mechanizm ewolucyjny powoduje, że chce mi się pokwikując ze szczęścia biec w tę biel?
Teoretycznie na widok tak nieprzyjaznych warunków nagą małpę z sawanny, niechby owiniętą w kurtkę, powinna ścinać groza.
A nie ścina. Ciekawe czemu.
* * *
Muzycznych remanentów ciąg dalszy. Kiedyś fascynował mnie ten kawałek i dziś też, choć to tylko muzyczna konfekcja. Wciąż lepsza od "Jej tańczącej dla niego".


czwartek, 10 stycznia 2013

Poprawcie mnie, jeśli sie mylę, ale media krajowe swoim zwyczajem zignorowały news o drakońskich wyrokach na piratów filmowych, right?
Tak myślałem.
Polska telewizja - bezużyteczna jak prawy control. Tymczasem członków zespołu IMAGiNE, który przez lata dostarczał - także nam, Polakom - wysokiej jakości nagrania kinowych przebojów skazano na w sumie dwanaście lat więzienia. Dżizas, mój znajomy za zadźganie kobiety dostał piętnaście...
Kolesie z IMAGiNE przechodzili samych siebie żeby nagrywać filmy, a zwłaszcza dźwięk w możliwie najwyższej jakości i przemycali na salę sprzęt podając się za głuchoniemoniewidome dzieci (no, prawie). (" I told them a bs sob story bro ... told the manager i had a hearing impaired daughter and she had a phobia about other people").
Teraz ponagrywają co najwyżej dokumenty o życiu za kratami, nieprawdaż. Ich smutny los poruszył chyba strunę solidarności wśród piratów-amatorów, którzy rzucili do interku zupelnie niespotykaną ilość screenerów, czyli kopii przedpremierowych.
Yup, nie zamknięcie wszystkich, faszyści.
A na poważnie, w sieci pojawiły się filmy przed premierą nie tylko w Polsce (Django Unchained, Tarantino) ale i w Stanach (Zero Dark Thirty, Bigelow).
* * *
Z okazji okrągłej 31 rocznicy stanu wojennego kupiłem sobie walonki. Syntetyczne, ultralekkie.
Stosowna oprawa muzyczna.


21:16, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (4) »
sobota, 05 stycznia 2013

"Kawał żelaza" to najkrótsza recenzja mojego nowego telefonu.
Dziś go tylko skrytykuję, bo jeszcze nie zarejestrowałem go w korporacji. Zarejestrowany i zsynchronizowany z firmową pocztą ma podobno pokazać swoje przewagi. Na razie widzę wyłacznie minusy.
O czym w ogóle my tu? O klasycznym telefonie blackberry w wersji bold 9930. Narzucenie go to mały krok dla firmy,  ale wielki skok dla  pracowników.
Skok wstecz.
blackberry od paru lat jest chorym człowiekiem branży telefonicznej, pikującym ku bankructwie bodajże czy nie szybciej od nokii. Telefony bb zdobyły sobie reputację smyczy, na której pracownicy podłaczeni są do biura 24/24 a to za sprawą bezpiecznego i niezawodnego dostarczania poczty. Nic dziwnego, że przypadł do gustu mojej korporacji, która na pkcie poufności jest cokolwiek zwariowana. Nie zniechęciło jej nawet to, ze parę lat wstecz black berry rozpierdzielił sobie na własne życzenie infrastrukturę i przez parę dni maile trzeba było wysyłać gołębiami pocztowymi.
Wyróznikiem BB jest  klawiatura qwerty. Przez nią jest szeroki prawie jak Galaxy SIII i tak samo (nie) poręczny. W odróżnienu od SIII ma ponaddwukrotnie mniejszy ekran. Jest też krótszy, za to cięższy i brzydki jak uśmiech buldoga.
Długa i powikłana historia blackberry znajduje  swe odzwierciedlenie w sposobie obsługi tego telefonu. Centralnym pktem aparatu jest rodzaj dotykowej poduszki, która w dobie ekranów dotykowych straciła rację bytu. Ale trwa i nie znika, bo - jak zgaduję - system operacyjny telefonu nie nadążył za postępem.
Kiedy w 2010 topiłem w Odrze nokię n85, umiała już wtedy mniej więcej tyle, co to blackberry dzisiaj. Dodatkowo miała lepszy aparat, większy ekran i porządną nawigację. Na bb nawigacji, porządnej, czy choćby prawdziwej (offline) - brak.  Sklepik z aplikacjami bb przypomina supersam z czasów stanu wojennego, na ogół pusto, momentami ocet i ruskie budziki.  Ozdobą sklepu jest endomondo, które wypróbuję jak tylko wyjdę z zapalenia płuc.
Na koniec o dwu mikroskopijnych plusikach. Jednym jest klawa, rzeczywiście lepsza niż wirtualna klawiatura smartfonów. To pozornie duży plus. Czemu pozornie? Bo z braku klawiatury numerycznej cyferki są nasmarowane na tych minimalnych klawiszach literkowych, a co za tem idzie wbicie numeru jest tak samo kiepskie jak w smartfonie czy słuchawce dla krasnoludków.
Drugim, żartobliwym plusem jest ów mały ekran nad klawiaturą, siłą rzeczy zorientowany horyzontalnie. Jako takiego nie ma po co go przewracać na bok, jak to się robi w smartfonach oglądając wideo.... hej, uprzedzałem, że to mikroskopijny plusik.
Niektórzy twierdzą jeszcze, że fajnie leży w ręce.
Może. Fajnie byłoby móc nim rzucić.


19:19, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 stycznia 2013

Rozpoczynam dziesiąty rok blogowania z niemiłym uczuciem, że ktoś podpierdolił mi internet. W sensie, że mój stok przejęły nastolatki na snowboardach, a ja jestem przedostatnim seniorem zjeżdżającym na boazerii.
No bo patrzcie co się dzieje... na dowolnym portalu, czy to gminnym czy ogólnokrajowym proszą, grożą i nalegają na "logowanie się przez fejsbuk" polubienie ich na tymże etc. Hej, chciałbym krzyknąć i potrząsnąć jednym i drugim, ten fejsbuk to taki sam serwis jak twój tylko większy. Po co keretynie oddajesz mu swoje kliki i odsłony?
Oczywiście dowiódłbym tylko swojego odklejenia od realiów współczesnej sieci, ale - do króćset - zasadniczo mam rację, czyż nie? No i pewno zostanę sobie ze swoją racją na śmietniku historii, bo do fejsbuka nie zamierzam się przeprowadzać. Bo nie.
Ale, przyznać trzeba, że fb (a takżez nk i inne) pozyskały dla internetu masy. Te masy wymałpiają się do komórek a potem wrzucają foty na fejsa. Tomek pokazuje Gośce, Gośka zakłada konto Baśce...
Chętnie wierzę, że fb jest zajefajny, taki jak nasza klasa, tyle że nie obciachowy, a do tego ma świetne gierki z tymi krówkami i w ogóle. Zastanawiam się tylko czy: próbować go przeczekać, jak naszą klasę i makarenę, czy uznać, ze szkoda życia i jednak jakoś zapartycypować?
Dylemat.

Boszsz, jak ja tej baby nie lubię... Ale kawałek genialny. Z powodów estetycznych zminimalizowany.



Archiwum