czwartek, 12 stycznia 2012

Czyszczenie kominkowej szyby to moment, w którym najbardziej doskwiera mi rezygnacja z papierowej prasy codziennej. Śliskie tygodniki i miesięczniki kompletnie się do czyszczenia nie nadają, niestety. Zgrabniej za to układają się w koszu z makulaturą.

O nasz domowy budżet zmagają się w tej chwili dwaj giganci prasy popularnonaukowej: niemiecki focus kontra rodzima wiedza i życie. Focus ześlizguje się po równi pochyłej każdą kolejną jaskrawą okładką, którą próbuje wmówić nam, że kwarki są równie atrakcyjne jak Dominika Wodzianka [1] . Nieodparcie kojarzy mi się to z udrapieżnianiem saren w "Lemurze zwanym Rollo"[2].

WiŻ z kolei nie zabiega o tanią popularność i śmiało zgłębia kwestię, czy miony bywają szybsze od światła. Kluczowe okazuje się wyjaśnienie, co znaczy słowo: "szybsze", czyli pojęcia: "czas" i "przestrzeń". I może jeszcze coś, ale już nie doczytałem, bo zacząłem szorować artykułem szybę.

W następnym odcinku: czemu parę lat po studiach zaczynamy przybierać na wadze, w oparciu o ustalenia nauki i dociekania własne.

_______
[1] To nie nazwisko, ale funkcja. Chodzi o pannę, która półnago podaje napoje gościom tok-szołu. Ta konkretna pokazała jeszcze cycki, za co dostała prowadzenie programu discopolo. Czacha dymi, ale to szczera prawda.
[2] ...eeee. No nie, trzeba obejrzeć żeby zrozumieć.

wtorek, 10 stycznia 2012

Noworoczne postanowienia mają żywot krótszy od muszki owocówki, chyba że jest się osobą publiczną, jak burmistrz Nowego Jorku, niejaki Bloomberg (tak, TEN Bloomberg). Zadeklarował on wszem i wobec, że w 2011 nauczy się programować. Zabawna rzecz, akurat kiedy je ogłosił, odbywaliśmy debatę nad poziomem znajomości algorytmiki wśród dzisiejszych doktorantów.

Znamy te bełkotliwe wymiany zdań prowadzone nad suto zastawionym stołem i będące smutną karykaturą rozumnej dyskusji. Najfajniej, kiedy temat jakoś się wpisuje w odwieczny a zaangażowany spór, typu wyższość lokalnego Uniwerku nad miejscową Politechniką. Jak sobie mgliście przypominam, chodziło o jakiegoś szpenia z polibudy, który wymyślił jakiś cwany algorytm i chciał z niego zrobić doktorat na uniwerku. Kłopot w tym, że tego algorytmu na uniwerku uczą na drugim roku, od zawsze, bo ktoś już go był wymyślił jakieś sto lat temu.

Si, bez czytania podstawowych książek informatyk kariery nie zrobi, nie uczysz się, to nie tylko doktorat, ale i posada np. "head of systems development at Solomon Brothers" nie dla ciebie. Zaraz, zaraz, ale czy Bloomberg po drodze na szczyt nie był czasem "head of systems development at Solomon Brothers"? Z życiorysu wynika, że był, a odprawę, skromne 10 milionów dolarów, zainwestował we własną firmę.

Bloomberg, były szef rozwoju systemów w wielkiej instytucji bankowej _w ogóle_ nie umie programować, zamierza się nauczyć teraz, po siedemdziesiątce.

Ciekawe, nie?

I chwalebne. Gdybyż nasz Krul Bul, wziął z B. przykład i nadgonił ortografię... A propos ortografii.

środa, 04 stycznia 2012

Spędzenie od czasu do czasu paru dni w biurze ma dla telepracownika tę zaletę, że z nudów może sobie poporządkować fotki z wakacji. Oczywiście nie będę tu dekonspirował swojego incognito publikowaniem fotek, ale chętnie podzielę się półproduktem.

Voila!

 

Archiwum