poniedziałek, 31 stycznia 2011

Niewyobrażalne stało się realne i mój domowy, podręczny serwer plików o pojemności 1,5TB został zapchany do ostatniego bajta. Wiedziałem, że to kiedyś nastąpi, ale nie sądziłem, że tak szybko.
Z punktu wysprzątałem go z 30GB starszych wersji gier, co oczywiście tylko odwleka nieuchronne.

Szczęśliwie w 2011 wszystko będzie tańsze niż w 2010, dyski również.
Za i na odpowiedzialność yahoo finance przeczytajcie garść wyssanych z palca prognoz, dających się streścić w zdaniu: "elektronika znów trochę stanieje".

Blu-Ray Player

2009 Lowest: $76

Curtis Mathes Blu-ray Disc Player from Target (NYSE: TGT - News) ($11.83 shipping)

2010 Lowest: $50

Samsung BD-C5500 from HP Home & Office (free shipping)

2011 Prediction: $39

Why?: You'll probably see a lot of Blu-Ray players bundled as extras with TVs, but you'll also see them as doorbusters and priced like crackpots.

Kindle eBook Reader

2009 Lowest: $259

Kindle 2 from Amazon.com (NasdaqGS: AMZN - News) (free shipping)

2010 Lowest: $130

Kindle 3 WiFi from Sobongo.com (free shipping)

2011 Prediction: $99

Why?: Because $99 is a major inflection point for consumer adoption, it was always the inevitable price for the Kindle. You'll pay just slightly more for newer models.

42" HDTV

2009 Lowest: $490

Panasonic VIERA 42" 600Hz 720p Plasma HDTV from Best Buy ($70 shipping)

2010 Lowest: $370

Insignia 42" 600Hz 720p Widescreen Plasma HDTV from Best Buy (free shipping)

2011 Prediction: $299

Why?: Once they hit $299, 42" LCD HDTVs will destroy the waning market for 32" LCD HDTVs.

55" HDTV

2009 Lowest: $1,115

LG 55" 120Hz 1080p Widescreen LCD HDTV from Fry's ($110 shipping)

2010 Lowest: $699

Element 55" 120Hz 1080p Widescreen LCD HDTV from Walmart (NYSE: WMT - News) (free shipping)

2011 Prediction: $599

Why?: 55" LCD HDTV prices are now where 46" LCD HDTVs were in 2008. So, for 2011, we're predicting what we saw for 46" in 2009.

Wii System Bundles

2009 Lowest: $170

Console Bundle from Conn's (free shipping)

2010 Lowest: $150

Console Bundle from Best Buy (NYSE: BBY - News) ($10 shipping)

2011 Prediction: $99

Why?: Expect more price drops as new models come out and competition drives down prices.


16GB SD Card

2009 Lowest: $20

Lexar 16GB Platinum II SDHC Class 4 Card from Adorama.com (free shipping)

2010 Lowest: $17

Centon 16GB SDHC Secure Digital Class 4 Card from TigerDirect.com ($2 shipping)

2011 Prediction: $12

Why?: Yes, it'll be cheap to pick up a 16MB SD card, but that's because you'll be needing a bigger card before too long for your new, cheap SLR camera.

Full-Size Digital SLR Camera

2009 Lowest: $346

Pentax K2000 10.2MP Digital SLR Camera with 18-55mm lens from Meijer ($8 shipping)

2010 Lowest: $319

Canon EOS Rebel XS 10MP Digital SLR Camera w/ lens from Barnes & Noble ($5.49 shipping)

2011 Prediction: $299

Why?: In 2011, these high-powered cameras will start to cost what point-and-shoots cost a few years ago. Why go for ridiculously high megapixel counts in a digital camera, when you can get a great SLR instead?

15" - 16" Dual-Core Laptop

2009 Lowest: $299

Dell Inspiron 15n Celeron 2.16GHz 16" Widescreen Laptop from Dell ($29 shipping)

2010 Lowest: $218

HP G56-127NR AMD 2.3GHz 16" Widescreen Laptop from Fry's ($8 shipping)

2011 Prediction: $199

Why?: Last year's $300 laptop is today's cheap grab for those who still want Computing power but want to pay what they would for a netbook or a cheap Android tablet.

17" Dual-Core Laptop

2009 Lowest: $450

Acer Aspire Intel Dual Core 2.1GHz 4GB 17" Widescreen Laptop from Staples (NasdaqGS: SPLS - News) (free shipping)

2010 Lowest: $450

HP G71 Intel Dual Core 2.2GHz 4GB 17" Widescreen Laptop from Office Depot (NYSE: ODP - News) (in store)

2011 Prediction: $399

Why?: This basic desktop replacement, with a dual-core processor and at least 4GB of RAM, will drop even further in price.

Portable GPS

2009 Lowest: $42

Magellan Roadmate 1200 at Toys 'R' Us ($8 shipping)

2010 Lowest: $45

Motorola MOTONAV 3.5" Portable GPS Navigator w/ TTS from Woot ($5 shipping)

2011 Prediction: $40

Why?: $40 appears to be the floor in GPS prices. As people have turned to their smartphones and in-car models, portable GPS manufacturers are desperately adding features, driving up prices for new models.

External 2TB USB Drives

2009 Lowest: $140

Fantom G-Force 2TB eSATA/USB Drive from NewEgg.com (free shipping)

2010 Lowest: $90

Fantom Green Drive Pro 2TB eSATA/USB from Buy.com ($7 shipping)

2011 Prediction: $50

Why?: 2TB is the new 1TB. Upgrade to one of these and you'll never have to delete a file just to clear up room.

iPhone 3GS

2009 Lowest: $199

iPhone 3GS from Apple (NasdaqGS: AAPL - News) (free shipping)

2010 Lowest: $97

iPhone 3GS from Walmart (in store)

2011 Prediction: $49

Why?: This price drop is already here! For an 8GB 3GS phone in 2011, at least.

Prices will drop for other models, but you'll likely not see the 3GS on sale new for too much longer.

piątek, 28 stycznia 2011

W telewizji można sobie obejrzeć, jak przez Tunezję i Egipt wieje wicher wolności. Fajnie, fajnie, ale czy wzięli pod uwagę, że zwieje im też turystów z leżaków? Przeciętny Helmut woli obserwować laski nad basenem niż tworzenie się młodej, islamskiej republiki.

Mogę się mylić, ale jednocześnie pojawią się niesamowite okazje cenowe dla odważnych i oszczędnych, tych którzy nie przestraszą się zawirowań i jednak pofruną na wakacje do w/w krajów. Co do Tunezji to nie wiem, ale Egipt trzyma turystów w "wydzielonych strefach specjalnych" odizolowanych od Egipcjan paruset kilometrami pustyni. Zawsze uważałem to za świetny pomysł świadczący o inteligencji i wyobraźni egipskiego kierownictwa.

Co może grozić nam w takim ośrodku w czasach przełomu? Poprosimy o wypowiedź eksperta, który pojechał do Egiptu chwilę po zamachach na WTC, kiedy cały naród egipski hucznie świętował sukces islamistów. Tak się składa, że to ja jestem tym ekspertem i powiem, że nie było lekko. W Hurghadzie zostaliśmy otoczeni przez Arabów ze śmiercią w oczach, a następnie porwani. W całym mieście byliśmy tylko my i paru Rusków, oraz kilkuset sprzedawców pamiątek. Śmierć w oczach Egipcjan była śmiercią głodową, bo nie mieli komu sprzedać swoich bibelotów, stąd też porwanie, do sklepu wprost z ulicy. Obeszło się bez okupu, chyba że uznać za taki nabycie figurki kota z podróby marmuru.

Moja serdeczna, oparta na doświadczeniu rada: nie bać się, jechać.
Co najwyżej utną wam głowy.

* * *

Całkiem za darmo jakiś bezczelny pirat udostępnił na początku roku ni mniej ni więcej tylko 5 tysięcy tytułów sformatowanych na kindla. Kilkaset najgorętszych bestsellerów krążyło po sieci już wcześniej. Spiratowane właśnie tomy to zawartość większej księgarni z mocną reprezentacją romansów i sensacji.

Kindlarze brzydzący się piractwem (legaliści, uważajcie proszę na słownictwo: za "złodziejstwo" można was pozwać, mówiąc o piracie: "złodziej" stajecie się oszczercami i moralnie lądujecie niestety poniżej pirata) mogą korzystać z niekończącej się oferty gazet lub czasopism. Wystarczy, że pamiętają (mi przypomina o tym alarm w kalendarzu) o rezygnacji z subskrypcji przed końcem darmowego okresu. Można to ciągnąć naprawdę długo.

Alternatywą wobec (bez)płatnej subskrypcji jest mechanizm pobierania "aktualności" przez pecetowy program do obsługi kindla: calibre. Calibre ma filtry, przez które przepuszcza zawartość serwisów popularnych czasopism i formatuje na kindle.

Szczerze, to nie widzę wielkiej różnicy między tym, co wypichci z internetowego niu-jork-tajmsa calibre, a tym, co nyt sprzedaje w subskrypcji.
W każdym razie nie tak wielkiej, żeby za nią płacić.

11:07, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
środa, 26 stycznia 2011

Każdy ma jakiś wstydliwy sekret, moim jest opłacanie abonamentu rtv. Wiem wiem, telewizja jest głupia jak kilo gwoździ, zwłaszcza państwowa. Czasami oglądając wiadomości miewam wrażenie, że redaguje je gąska Balbinka. Atoli aliści... państwowa gąska Balbinka nie jest w stanie walnąć takim niusem, jaki usłyszałem od prywatnej telewizji tvn.
Młody jakiś człowiek najwidoczniej rozemocjonowany zamachem na moskiewskim lotnisku stwierdził: "ilość ofiar świadczy o profesjonaliźmie zamachowca". Yep, to musiał być prawdziwy profesjonał. Ahmed-zawodowiec, który zarabia na życie fachowo wysadzając się w powietrze. Profesjonalizm zamachowca radykalnie zawęża grono podejrzanych do hinduistów i ekstremalnych buddystów. Tylko oni mają do dyspozycji kilka wcieleń, żeby móc profesjonalnie rozerwać się trotylem, a potem - jak to zawodowcy - ustawić się w kolejce do kasy. I powtórzyć ten numer kilka razy, bo z niego przecież (nie)żyją.

* * *

Pro memoria: nie sprowadzać kindli zbiorowo. Niby zaoszczędza się na kosztach transportu, ale kindle pojedynczy magicznie omija cło i vat i w efekcie jest o stówę tańszy.

* * *

"Portal społecznościowy" - dobry film o facebooku. Jak dobry  - dość dobry, lepszy jako film niż facebook jako portal społecznościowy. Zabijcie mnie, ale nie potrafię dostrzec w fejsbuku nic, ale to nic innowacyjnego czy choćby ciekawego. Oficjalną wersję własnej osoby i jej zainteresowań udostępniam od lat na linked-in, zapomniani znajomi przypominają mi się na naszej klasie... na co mi fb???
Na plus szefa fejsbuka, niejakiego Zuckerberga zapisuję, że przynajmniej w filmie zdawał sobie sprawę z przypadkowości sukcesu swojej witryny. Ramą filmu jest prawna batalia o udziały w wielomiliardowym biznesie, jakim błyskawicznie stał się fb. Zadyma z fb przypomina zapomnianą aferę allegro.pl: wymiksowanie (współ)właścicieli dzięki "sprytnemu" podniesieniu kapitału.[1]
W wersji polskiej miało to nieco bardziej chamski przebieg i wymagało sprzedajnego notariusza, o których jednak u nas - jak pamiętają widzowie "Wesela" Smarzewskiego - nietrudno.

Naprawdę dobry film gangsterski mógłby powstać nt przejęcia onet.pl
"Analitycy giełdowi zachodzili w głowę, dlaczego twórca i szef Optimusa, menadżer o świetnej znajomości rynku, sprzedaje papiery swojej spółki po 142 zł, podczas gdy jeszcze niedawno ich notowania zbliżały się do 300 zł, po czym rzuca biznes i zaczyna hodować owce?" [2]

No właśnie.
____________
[1]"A solicitor for QXL Poland [allegro.pl] signed the company over to its local managing director through the illegal issue of 92% of its shares."
http://news.bbc.co.uk/2/hi/business/3645774.stm

[2] http://wiadomosci.wp.pl/kat,9932,title,Jak-Roman-Kluska-budowal-ITI,wid,9834247,wiadomosc_prasa.html?ticaid=1bab3&_ticrsn=3

10:54, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (8) »
niedziela, 23 stycznia 2011

Kiedyś, w czasach, które ledwo pamiętają najstarsi z internautów, maturzyści przed podjęciem studiów musieli odbywać miesięczną praktykę robotniczą. Stojąc przy taśmie lub obsługując maszynę (w moim przypadku: wtryskarkę tłoczącą obudowy silniczków do maszyn do szycia) uświadamiali sobie, że pieniądze to nie wszystko i że prawo do ośmiogodzinnego pierdzenia w stołek, jakie uzyskają dzięki tytułowi magistra jest więcej warte niż dodatkowy tysiąc starych złotych, jaki może dostaliby od PRL za harówę na trzy zmiany.

Przypominam sobie tę wtryskarkę ilekroć mój kolega ze Śląska, zwany Iniemaboyem idzie na urlop i muszę zastąpić go w jego Fabryce. Mój pech chciał, że właśnie w czasie ostatniego zastępstwa popsuł się laptop Strasznej Babie. Skwasił się jej Windows,  tajemniczo i nienaprawialnie, jak to Windows. Po zaoraniu dysku i ponownym posadowieniu windowsa włączyłem odtwarzanie kopii zapasowej i wróciłem do domu odległego 300 km od Fabryki.

-Nie działa, poczta mi nie działa, proszę mi ją naprawić w 15 minut! - obudził mnie zgrzytliwy głos Strasznej Baby. -Działa, bo sprawdzałem - rozpocząłem i zakończyłem rozmowę, wyłączając telefon.

-Ty - odezwało się Sumienie.
-Co?
-Ty wiesz co. Babie starą pocztę wcięło.
-Jeden trzyma zdjęcia kota, drugi porno z interku, trzeci starą pocztę. Wszyscy muszą sobie pozgrywać, daj mi spokój.
-To ty miałeś jej zabezpieczyć. Zapuścić wyszukiwanie starej poczty, zgrać na dvd i zostawić koło kompa.
-Odwal się, tego nie ma w procedurze!
-Ale kiedyś tak robiłeś.
-Nawet dvd nie miałem!
-Miałeś, w samochodzie, wystarczyło zejść na parking.
-No weź, będę schodził na parking dla Strasznej Baby, która mi wymyśla i popędza!
-Dokładnie. Koleś, który kasuje ludziom dane to ***j, nie komputerowiec.
-Wal się.
-Jak chcesz, ale już nie zaśniesz. - zakończyło Sumienie

Nie było rady, wykręciłem do urlopującego Iniemaboya.
-Spox, luz, relaks, nie ma takiej procedury, żeby Babie ścigać po dysku jej starą pocztę.
-Ale...
-Żadne ale. Ty wiesz, co to za suka? W zeszłym tygodniu zwolniła się przez nią dziewczyna. Straszna Baba po niej jeździła tak, że teraz leczy się w psychiatryku.
...
-Słyszałoś?
-Co? - Sumienie przycięło w głupa.
-Ty wiesz co.
-To nie ma związku ze sprawą!
-Owszem, ma. To co, już mogę zasnąć?
-Pierdol się.
-Dobranoc.

* * *

Wyjazdy miewają też plusy. W Fabryce informatycy grają ten kawałek:

13:54, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
środa, 19 stycznia 2011

Za czasów pierwszej bańki internetowej pewna firma spożytkowała pieniądze pozyskane od inwestorów w najlepszy możliwy sposób i utworzyła sobie centrum szkoleniowe w ... Afryce Południowej.

Pola golfowe, safari, wino - nic tylko się szkolić. Psim swędem i mi się udało załapać na wyjazd tamże. Ze szkoleń niewiele co pamiętam, za to z wycieczek w busz prawie wszystko. Jak się spojrzy z bliska w oczy rozwydrzonemu słoniowi, agresywnej hienie, czy - nieprawdaż - lampartowi (ten akurat był spokojny) to spotkanie jakoś lepiej zapada w pamięć niż zajęcia w serwerowni.

W każdy poniedziałek opowiadaliśmy miejscowemu instruktorowi, jakiego zwierza namierzyliśmy w weekend, a on w zamian serwował nam mrożącą krew w żyłach, a w 100% prawdziwą historię z buszu. Np. o babce, która w podróż poślubną pojechała z mężem fotografować słonie, ale pierwszej nocy do obozu zakradł się lew ludojad i młoda małżonka w ciągu pół godziny została wdową, do tego kaleką.

Albo o zawodowym myśliwym, którego wypalił się zawodowo dosyć pechowo, bo w momencie kiedy szarżował na niego słoń. Chłopina odbezpieczył, wymierzył, ale spustu już nie nacisnął - ot, chwila refleksji, zawahania, kryzys wieku średniego chyba. Wdzięczne zwierzę urwało mu kłami głowę i machnęło pięćset metrów w busz.

Albo o innym profesjonale, który wyposażył czarnego pomocnika w rewolwer dla samoobrony.
Poszli w wysokie trawy dostrzelić lamparta. W wysokich trawach widzi się na dwa kroki, zanim myśliwy je zrobił, kot już na nim siedział. Na szczęście obok był pomocnik z rewolwerem, którego bębenek opróżnił, niestety po równo, w lamparta i pryncypała.

Afrykanin opowiedział nam parę tuzinów takich historii, a na koniec na tablicy zapisał tytuł książki, w której je przeczytał: "Śmierć w wysokich trawach". Przy okazji zakupu kindla próbowałem ją kupić/ukraść/pożyczyć w formie elektronicznej, niestety ten rodzaj literatury kompletnie nie ma wzięcia wśród ucyfrowionych czytelników ery Wodnika. Na tym etapie poszukiwań już jednak się zaciąłem i byłem gotów sprowadzać ją niechby w oprawie twardej za 70 funtów z wysyłką.
O dziwo, znalazła się krajowa księgarnia, która ściągnęła mi książkę za 70 peelenów i od paru dni z płonącymi uszami chłonę autentyczne horrory. Prawdopodobnie jestem jedynym polskim posiadaczem książki autorstwa P. H. Capsticka, myśliwego, który przekwalifikował się z maklera na Wall Street.

Cechą szczególną tej literatury, oprócz drastyczności nie ustępującej "Nocy żywych trupów" jest sumienna faktografia. Capstick nie pisze np. : "Parę lat wstecz jedna lwica zeżarła mi trzech turystów z Mławy, a jakbym jej nie puknął z fuzji, zeżarłaby i czwartego". Z każdym razem podaje miejsce, datę, istotne szczegóły (np. Stefana Kuszelaka kot wyszarpnął ze śpiwora, zagryzając szczęki na czaszce w najsłabszym miejscu za oczodołami) i przechodzi sam siebie opisując okolicznosci strzału: "sięgnąłem po gładkolufowy dryling Marx & Soehne, Lubeka, model 1932, załadowany dwiema 20-gramowymi brenekami".

Facet i jego temat są jeszcze bardziej oldskulowi niż "Mad Men", ale przecież nie do końca. Nawet dzisiaj, na całkiem eksponowane stanowiska wybierani są jegomoście patrzący na świat przez muszkę i szczerbinkę. Jeśli jednak któregoś dnia zły los skrzyżuje me drogi z Pierwszą Dwururką Rzeczpospolitej to ja będę tym, który opowie ciekawsze historie.

08:09, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 17 stycznia 2011

Bardzo serdecznie chciałem powitać PT Czytelników, którzy zajrzeli dzisiaj DRUGI raz, po wczorajszej nieoczekiwanej promocji tego bloga na portalu gazeta.pl.

Fajnie, ze zajrzeliście, ale zanim dopiszecie sobie bloga do zakładek kliknijcie się proszę pod adres leniuch102.salon24.pl. Już nie jest tak fajnie, prawda? No właśnie.

Z garstką, która pozostała, a której nie odstraszyła nawet moja niedawna tyrada przeciwko dokarmianiu upośledzonych dzieciarów, chciałem podzielić się banalną refleksją.

Że czas leci strasznie szybko. Uświadomiłem to sobie grając w grę pt. Just Cause 2. W pewnym momencie bohater zostaje poproszony o swojego PDA. Matko, pomyślałem, to ktoś jeszcze używa tych... no... PDA? Pamięć mam jak słoń więc nie tylko pamiętam, że istniały PDA, ale nawet potrafiłem rozszyfrować zabawny skrót: Personal Digital Assistant.

Czyli smartfon, z którego nie da się zadzwonić. Ale w który można podziubać takim zgrywnym rysikiem.

PDA w grze wydanej w 2010 roku są śmiesznym anachronizmem.
Ostatnie PDA, w tym to, które dostałem na urodziny 3 lata temu, sprzedawano w formie nawigacji samochodowej, potem już tylko smartfony.

Kto następny? Netbooki, to oczywiste. A potem? E-readery, laptopy czy tablety?
A jeśli e-readery, to czy zamówione przeze mnie przed Bożym Narodzeniem następne dwa kindle, które wciąż nie dojechały, dojadą już jako dwa śmieszne anachronizmy?

Po rozpakowaniu muszę im się dokładnie przyjrzeć.

Tagi: kindle
10:39, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
wtorek, 11 stycznia 2011

Samozatrudnienie nie jest propozycją dla cherlaków, bo - inaczej niż na etacie - zlecenie od klienta zawsze wygrywa ze zwolnieniem od lekarza. Mimo zapalenia płuc owijam się wtedy w trzy polarki, kroplówkę zawieszam na zagłówku i grzeję do roboty.
He he, sami zdecydujcie, kogo wolelibyście spotkać wyprzedzającego z przeciwka; kolesia po dwóch piwach, czy trzeźwego jak świnia typka z 39,5 celsjusza?
Bez obaw, na początku roku nie ma tych zleceń znowu tak dużo.

Bezczynność podkręcana antybiotykami nie może skończyć się niczym dobrym i w moim przypadku doprowadziła do zapoznania się z ofertą serialową. Mimo odparowania dwóch trzecich substancji szarej nadal nie mogłem "wciągnąć się" w żadną z historii o atrakcyjnych wampirach, zwykłych ludziach o niezwykłych mocach, ani kosmitach gotowych na wszystko.
Trafiłem w końcu na historyjkę, która co prawda nie podobała mi się wcale a wcale, ale w dziwny sposób uniemożliwiała przełączanie się na inny kanał.
Rzecz rozgrywa się w Nowym Jorku lat sześćdziesiątych. Niby niedawno, ale... Weźmy scenę: koleś pali łapczywie zaciągając się nikotyną. W normalnym serialu wróży mu to rychłe rozpoznanie raka. Nie w "Mad Men" - tam palą wszyscy, ciągle i raka mają w dupie.
Palą nawet babki w ciąży! Palą i popijają drinami! Palą popijają drinami i wsiadają do samochodu! Za kierownicę! Jadą! Zbliżają się do znaku stop!
Już wiem co się stanie, oczywiście za takie zbrodnie musi rozpłaszczyć ich ciężarówka!
A tu nie. Będą tak palić, chlać i prowadzić bez żadnych konsekwencji, odcinek za odcinkiem, bo w latach sześćdziesiątych wszyscy tak robili.
Co więcej, palili i pili w pracy i tę trzecią rzecz na p. też, z sekretarkami. A one - te sekretarki - zasadniczo nie miały nic naprzeciwko, ba, kiedy traciły popularność, to wypłakiwały sobie oczy w biurowym kiblu.
Itd. itp.
No nie wiem, idiotyczny pomysł na serial, w sam raz dla chorych ludzi od innych chorych ludzi.
Idę spać, pewno zainteresowanie nim przejdzie mi razem z gorączką.
Żeby was zniechęcić do tego niesmacznego gniota podpinam parę fotek przykładowej sekretarki z rzeczonego serialu. Były to niegustownie odziane, wybujałe krówska, które wzbudzałyby popłoch wśród wrażliwych mężczyzn 21. wieku.

23:08, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (11) »
niedziela, 09 stycznia 2011

Dziadziuś odeszli byli na zapalenie płuc, tatusiowi dziadziusia zmarło się na zapalenie płuc, a teraz i ja mam 39 i pięć kresek po weekendzie na wietrznych stokach Zieleńca.
Co zrobić.
Zamiast męczyć czytelników własnymi - he he - wypocinami zacytuję dziś autorytety:

Owsiaka:

"- Wspomniał pan o dopalaczach. Podobała się panu reakcja polityków na ten problem. Co pan myśli o młodych ludziach sięgających po dopalacze. Zalegalizowałby pan zamiast nich np. marihuanę?

- Stanąłem murem za minister Kopacz. Chwała jej, że tak szybko wprowadziła ustawę antydopalaczową. I jeżeli odpowiadam za pół miliona ludzi na imprezie, to nie chcę na niej narkotyków. Jako praktyk mówię - nie legalizujmy marihuany. Pozwolimy zalegalizować gram, to zaraz zrobi się z tego kilogram. W Holandii, gdy zalegalizowano miękkie narkotyki, wcale nie znikł problem narkomanii. Według mnie dopalacze tak naprawdę służą tylko chamskiemu zarabianiu pieniądza.
"

Wie chłopak co mówi, a mówi dokładnie to samo, co śp. Marek Kotański.
I ja :-).


I trochę mniej poważnie - Cejrowskiego:

"W sytuacjach spotkania publicznego, jakiejś dyskusji telewizyjnej, np. nie wolno, radykalnie nie wolno, podać ręki zdeklarowanemu sataniście. Poza tym, że taki fizyczny kontakt mógłby być dla nas niebezpieczny, to jednocześnie podanie mu ręki na koniec programu w pewnym sensie daje sygnał zgody."


Nie tylko to, panie Wojtku, podając dłoń np. baronowi Samedi możemy pożegnać się z całym ramieniem. "Samedi ma bowiem zwyczaj zabierania ze sobą w zaświaty rzeczy, którą dotyka ostatnią"

To nie koniec niesamowitości:

i o:

wtorek, 04 stycznia 2011

Zaczyna się niewinną towarzyską rozmową o fatalnych nawykach żywieniowych klas niższych, które wpieprzają szynkę po trzy dwadzieścia. My oczywiście nie dotknęlibyśmy  takiego wyrobu kijem przez szmatę, bo jemy wyłącznie wędliny klasy premium. Do rozmowy włącza się kolega, który zawsze wszystko wie lepiej i oświeca nas, że również nasza szynka naszprycowana jest, że matkobosko i jeślibyśmy rzeczywiście chcieli jest zdrowo, to sami musielibyśmy sobie taka wędlinę uwędzić. Patrzy przy tym na nas drwiąco, bo, jak wspomniałem, zawsze wszystko wie lepiej i nie sądzi, byśmy byli zdolni do wyrobu wędlin, czy czegokolwiek pożytecznego.
Grzecznie przyznajemy mu połowiczną rację, ale tylko po to, żeby tym dobitniej przygwoździć jego indolencję, niekompetencję i zetrzeć ten głupi uśmiech z głupiego ryja. Owszem, własna szynka to fajna rzecz, ale nie rozwiąże problemu hormonów, herbicydów i kryptofagów, którymi hodowlana świnia jest szprycowana od maleńkości, co wiemy na pewno, bo przecież to my wiemy wszystko najlepiej.
Zapada cisza, którą powinna przerwać któraś z bystrzejszych pań i rzeczywiście szczebiotliwym tonem pada pomysł, żeby znaleźć jakąś szczęśliwą ekologiczną świnię, którą sympatyczny włościanin przerobi dla nas na kiełbachy.
Atmosfera rozładowana, do momentu, kiedy parę tygodni później melduje się pod drzwiami zarośnięty drab ze świnią na taczkach. Oszczędzę wam drastycznych szczegółów i zrobię fast forward do momentu, kiedy gnaty są już zjedzone przez psy, mięcho poupychane po zamrażarkach bliższej i dalszej rodziny, a ja, pogryzając (już trzeci tydzień) kiełbasę odbieram telefon od wujka-skrupulanta, który chciałby się rozliczyć za kaszankę.

A żryj se wuj tę kaszankę na zdrowie - chciałbym powiedzieć, ale z różnych względów nie mogę, więc desperacko próbujemy ustalić cenę za kaszankę, wędlinę (?) której nigdy nie kupowaliśmy.

I wiecie co? Interek pewno wie wszystko, ale nie wie, ile kosztuje kilo normalnej kaszanki.
No chyba, że w wysyłkowym sklepie w Londynie, w funtach z 2007.

Wrzućcie cokolwiek innego do googla: skarpetki, telewizor, konewkę - zaraz odpowie setką cen z różnych porówneo, a na kaszankę jest ślepy i głuchy.

To w jakiś sposób pocieszające. Być może... ba ,na pewno istnieją całe połacie rzeczywistości nie odwzorowanej w internecie. Niepodłączone draby smażą w niej niewycenione kaszanki, popijają bimbrem bez akcyzy, a potem miętolą dziewuchy bez profili na fejsbuku.
I wish I was there.

11:48, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (13) »
niedziela, 02 stycznia 2011

Było tak: w drugi dzień Świąt wybraliśmy się do teściów. Drugi dzień świąt to nie przelewki, w drugi dzień świąt popełniane jest siedemdziesiąt procent zabójstw w naszym kraju. Przybyliśmy trochę za wcześnie - błąd pierwszy, byłem nie do końca trzeźwy - błąd drugi. Moim ostatnim błędem było, że zamiast poprzełączać sobie programy w tv ze świąteczną wylewnością wtarabaniłem się do kuchni.

-Powiem wam kawał - zadeklarowałem wspaniałomyślnie - nienowy, ale dobry.
Już taki jestem - widząc gospodarzy przygotowujących obiad spontanicznie próbuję umilić im krzątaninę.
-Małżeństwo umówiło się, że ona pije, on prowadzi. - ciagnąłem, nie wnikając czemu akurat TEN dowcip przyszedł mi do głowy. Mają wracać, ale pijana baba jak to pijana baba - nie chce oddać kluczyków tylko odpala brykę. Nie wytłumaczysz. Ujeżdżają może pięćset metrów, kiedy zatrzymuje ich policja. Kobita odkręca szybę, ze środka w stronę funcjonariusza wionie sztynk świeżospożytego etanolu. Policjant prosi o prawko, sprawdza, oddaje...
-Aaaale mąż dał dzisiaj czadu - konstatuje pociągając nosem - Szerokiej drogi.

Koniec.
Czekam na oklaski czy choćby wybuch śmiechu, ale słuchacze tylko zwiększyli intensywność krzątaniny.
Po dłuższej chwili teść odzywa się głucho: wiesz Stefan, tę historię  to usłyszałeś ode mnie w zeszłym roku. I to zdarzyło się naprawdę, nam, a ty miałeś nie powtarzać.

* * *

No nic, święta minęły, nowy rok przeleciał, nadszedł dobry moment na jakieś - możliwie nieszablonowe - podsumowanie.

Oto dziesięć najczęściej kradzionych aut. Gdzie? A gdzie mogą kraść Cadillaki Escalade?

1. Cadillac Escalade

go-go.jpg

Segment: Large Luxury SUV

Claim Frequency: 10.8 per 1,000 insured vehicle years

Average Loss Payment Per Claim: $11,934

 

 

 

2. Ford F-250 crew 4WD

go-go.jpg

Segment: Large Pick-up

Claim Frequency: 9.7 per 1,000 insured vehicle years

Average Loss Payment Per Claim: $9,636

 

 

 

3. Infiniti G37 2-door

go-go.jpg

Segment: Luxury Compact

Claim Frequency: 7.1 per 1,000 insured vehicle years

Average Loss Payment Per Claim: $10,324

 

 

 

4. Dodge Charger HEMI

go-go.jpg

Segment: Large Sedan

Claim Frequency: 7.1 per 1,000 insured vehicle years

Average Loss Payment Per Claim: $10,118

 

 

 

5. Chevrolet Corvette Z06

go-go.jpg

Segment: Sports Car

Claim Frequency: 1.7 per 1,000 insured vehicle years

Average Loss Payment Per Claim: $41,229

 

 

 

 

I jeszcze dziesięć najchętniej piratowanych gier na peceta:

Mafia 2
Starcraft 2
Call of Duty Black Ops
Fifa 11
PES 11
Mass Effect 2
Battlefield Bad Company 2
Fallout New Vegas
Need for Speed Hot Pursuit
Assassins Creed 2
Sid Meiers Civilization 5
Medal Of Honor Limited Edition
Formula 1
Singularity


O, do gier to miałbym uwagi. Black Ops chyba nie do końca zasługuje na brązowy medal. Wersja na peceta w ogóle, a na procesory AMD w szczególności zaczęła działać poprawnie dopiero po _czwartej_ aktualizacji. Wcześniej zacinała się jak Michnik. Co do mutacji na plejstejszyn, to "wdzięczni" klienci zaczęli pisać pozew zbiorowy. Nawiasem pisząc ps3 niedługo czeka skokowy wzrost sprzedaży bo paru zuchów wreszcie rozbezpieczyło gada.

* * *

Już wkrótce:
- 2010 - wig20 na kolanach u stóp Leniucha
- eksluziff test legendy motoryzacji, czyli dodż awendżer na bagnach.
- książka gorsza od Majn Kampf myli pościgi i trafia na mój stolik nocny, czyli jak zjeżyć włos na dupie w dwóch akapitach.

23:54, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
Archiwum