piątek, 30 stycznia 2009
Podobno jakiemuś prezydentowi napisali "gospodarka głupcze" i wygrał dzięki temu wybory. To jaskrawy nonsens, bo gospodarka nie głosuje, a nawet jeśli wyborcy się nią zainteresują, to i tak prezydent ma na nią niewielki wpływ. Można co prawda o gospodarce pogawędzić, ale oprócz gołosłownych obietnic o oszczędnościach w administracji (kto to sprawdzi?) jedynym realnym ruchem jest ten suwakiem podatkowym.
Dziennikarze i politycy strasznie się podatkami ekscytują, z jakiegoś powodu wielu da się posiekać za podatek liniowy np.
Bessęsu.
Zdecydowana większość wyborców ma podatki gdzieś bo ich nie płaci. Po pierwsze dlatego, że już albo jeszcze nie pracuje, a jak pracuje to na czarno, a jak na umowę, to podatki płaci za nich pracodawca, oni nawet nie wiedzą jakie.
Są jeszcze takie osoby jak ja, które płacą co kwartał same, bo są samozatrudnione i nie stać ich na księgową.
Guess what, mi podatki też latają.
No niby powinienem się cieszyć, że mogę zamiast liniowych 19% zapłacić korzystniejsze 18% wg skali, od których jeszcze odliczę dziecko, ale szczerze...
Ten rok np., wiem to na pewno, będą nas straszyć dziurą budżetową i tymi nieszczęśnikami co do niej wpadli. Wiadomości pokażą inkubatory z dziećmi, którym zaraz odłączą maszyny do oddychania, bo nfz nie dał na prąd, potem minister zaklnie się, że nie ma takiego zagożenia, potem policjantów, co patrzą na rdzewiejące polonezy, do których zabrakło benzyny itd. itp.
I tak całkiem szczerze, to wolałbym, żeby nikt nie obniżał mi podatków, żeby starczyło na tych wąsatych wałkoni i te pomarszczone noworodki i żebym nie musiał oglądać tego powszedniego thrillera nędzy i nieudolności.
Ale tak się podobno nie da, trzeba obniżać, bo gospodarka, głupcze.
środa, 28 stycznia 2009
Zupełnie wbrew tradycji niniejszego bloga, za to w zgodzie z dobrymi obyczajami serdecznie dziękuję wszystkim głosującym w pierwszym plebiscycie na Czesław(a|ę) Roku.
Bez względu na to jak rozstrzygnie się rywalizacja między aXXo a bezołowiową 95 można już składać gratulacje temu pierwszemu, chyba, że ktoś woli gadać do dystrybutora na cepeenie.
Personalia i miejsce pobytu aXXo nie są chwilowo znane, ale biorąc pod uwagę a.) jego gorączkową aktywność na polu (upowszechniana kultury|grabieży własności intelektualnej hollywoodu) b.) wciąż spore możliwości tego ostatniego i sprzymierzonych z nim organów ścigania możemy być pewni, że w końcu go namierzą.
I to będzie dobry moement, żeby do więzienia podesłać mu Czesławę'2009. Jako uważny czytelnik Murów Hebronu wiem, że taka gruba baba jak Czesława to marzenie każdego więźnia, więc aXXo będzie miał jak znalazł.


* * *

Uleganie stereotypom narodowościowym to paskudna przywara. Marzy mi się świat bez rasistowskich okrzyków: "Józka, a zagoń do dom kurcaki, zaś Cygany bez wieś idą", które zostałyby zastąpione np. "Curuś [1],  przyprowadź do ekozagrody nasz drób. Kojarzenie tej planowej czynności gospodarskiej z wizytą Romów w naszej miejscowości byłoby niewłaściwe, chociaż dobrze, że w ten sposób unikniemy zawieruszenia się kurcząt".

Życie, Mili, dowodzi, że im szybciej osiągniemy ten stan tym lepiej dla nas, drobiu i Cyganów, bo w XXI wieku na stereotypie dojedzie się donikąd.

Byłem w tych dniach w pewnej "niemieckiej" fabryce części samochodowych. Pedał gazu, jaki ciśniecie codzień w swoich beemkach, wajcha zmiany biegów w audi, kierownica w mercedesie nosi może dumny napis "Made in Germany", ale  ten napis i część produkowane są w w/w fabryce na Dolnym Śląsku albo podobnym zakladzie w Rumunii. Koncerny bez żenady walą to "in Germany" wiedząc, że oślepieni sterotypem "niemieckie więc solidne", bulniecie dużo więcej niż gdyby pisało na nich "Made in np. Lądek".

Koncern wierzy w to głęboko, jak nie przymierzając w "Gott mit uns" i sam wszelkie usługi zamawia w niemieckich firmach, które, z braku Niemców, zdarza się, że przysyłają mnie. Dostałem zlecenie, żeby wymienić w Fabryce kartę w pewnym ważnym urządzeniu. Stanąłem przed szafą pełną identycznych maszyn i dzwonię do zleceniodawcy. Witam się grzecznym Heil Euro i pytam, w które mam wtrynić swoją kartę.
-Jaką kartę?! - dziwi się Niemiec.
Zapomniał. Wyjaśniam.
- A faktycznie... tak dokładnie to nie wiem w którym, ale chyba w tym cożeś ostatnio Herr Leniuch, instalował. A propos, zamierzasz Herr Leniuch pudło to wyłączyć?
- JAK PAN DOSKONALE WIE inaczej się nie da.
- Aha, to zgraj, Herr, konfigurację.
- A co nie macie zgranej?
- Eee, no może gdzieś i mamy, ale he he, strzeżonego. To zgrasz?
- Hasło?
- Aaa haaasło.... Hasło to co zawsze.
- Czyli "edelweiss"?
- Tak tak, jawohl, edelweiss.
- Nie działa.
- Ach sooo... To wiesz co, wyłączaj bez zabezpieczania, może gdzieś tę konfigurację jednak mamy...
- Tak jak hasło?
- Bitte?
- Nic nic, już wyłączam.

Sprzęt się przeładowuje, ale z nową kartą nie chce działać.
- Nie działa? Może w konfiguracji nie ma wsparcia... Zajrzyj Herr Leniuch...
- Tak wiem, do konfiguracji. Ale nie mam hasła. Pan też nie ma. Co dalej?
- Ja idę na lancz.
- Herr Heydrich, ale na tym pudle cała fabryka chodzi, a w tej chwili stoi!
- Nein. Ono wcale nie jest w produkcji noch.
- Ależ jest, bo właśnie mnie kierownik oburącz dusi za przestój.
- Unmoeglich, ja tu mam Elektronische Dateien Bazum, że nie jest... Chociaż może... Lancz mi stygnie, bis dann.

Wyrwawszy się ze śmiertelnego uścisku Kierownika wypchłem go z EDV Raumu, podparłem stuhlem Klamken i włamałem się na urządzenie. Odnalazłem we własnym laptopie oryginalną konfigurację, dopisałem do niej nową kartę, załadowałem/przeładowałem i wyszedłem dopiero, kiedy kierownik zorientował się, że wszystko już działa i przestał rzucać donerwetterami.

Pożegnał mnie ozięble.
- Ależeś pan w końcu do Niemiec zadzwonił, Leniuch, nicht wahr? Wy tu tylko bałaganić umiecie, żeby coś zadziałało Niemca trzeba.
___________
[1] Curuś - nazwisko popularne na Podhalu 
00:49, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 26 stycznia 2009

Właśnie ogłoszono nominacje do Oskara, najbardziej pomylonej nagrody świata. Weźmy np laureata Andrzeja "Będę Mówił Po Polsku" Wajdę, który dostał nagrodę za życie sterane robieniem dziesiątków filmów. Obok pan Mietek, też ma figurkę, za kreskówkę i pani Ania, garderobiana, co dostała za kostiumy do jednej partaninki. Tu Oskar za "Czas Apokalipsy", kawałek tylko trochę mniej pracochłonny od samej wojny w Wietnamie, a tu identyczny, za makijaż.
Ich jest, tych Oskarów, co rok taka zgraja, że szok.
Jak do tego mogło dojść, czemu się namnożyło tych kategorii jak lemmingów, widać na przykładzie polskiego Wiktora. W tym roku  nominowany do Wiktora prezenter tv wypiął się na nagrodę, bo nie widział szans w starciu z rubensowską prezenterką. Założę się, że w przyszłym roku będą już dwie kategorie - prezenterzy z cyckami i bez.

Dam jemu odpór, temu trendu, niewielki, jak elitarne grono czytelników tego bloga, ale zawsze. Miast płynąć z trendem jak śnięty leszcz, ustanawiam niniejszym doroczną nagrodę Czesław(a) - jedną  jedyną. Czesława(ę) przyznają czytelnicy w jednej kategorii, nominować będę ja.

Czesław(a) '2009
powi(nien|nna) otrzymać

Bezowołowiowa 95, za zjazd z ceny i gaz do dechy
kol. aXXo, za pracowite rozpowszechnianie dóbr kultury
Karolina Woźniacka, za to, że doszła tam, dokąd Radwańskiej się nie udało, a do tego jest ładniejsza. I nie mówcie mi, że to Dunka.
Miód pitny dwójniak, z f-my Krakowski Kredens
Gitarowy duet Rodrigo y Gabriela, za muzę do bryki
Dodge Viper, za dowiezienie mnie na szczyt rankingu w Need For Speed
Twister z KFC, bo tak..
 

(Dysklejmer: nie jestem sponsorowany przez bezołowiową ani KFC..., nie ripuję dvd-ków jako aXXo i nie sypiam z panną Woźniacką na Krakowskim Kredensie)

 

piątek, 23 stycznia 2009

To, że disney obok nudnych kreskówek produkuje na ich podstawie nudne i brutalne gry komputerowe jest smutne, ale stanowczo nie wystarcza na porządną notkę. Chyba tylko zimowy brak melaniny w mózgu i otrzewnej sprawił, że poprzedni wpis urwałem na grze w Piotrusia Pana Miotacza Noży.
Tak naprawdę miał to być tylko wstęp do rekomendacji naprawdę fajnej gry dla dzieci, a nawet dla najstarszych z rodziców, takich wyprodukowanych jeszcze za Gomułki. Prezentacja poniżej, a internautom wąskopasmowym zdradzę, że chodzi o grę symulującą kartkę w kratkę i kredkę.
Narysowane przedmioty zachowują się zgodnie z prawami fizyki, głównie z prawem ciążenia, tzn. spadają i przetaczają się ze ślamazarnością proporcjonalną do wielkości, w skrajnych przypadkach miażdżąc dysk c:...
..dżast kyddyn'.

Tu wideo:


Crayon Physics Deluxe from Petri Purho on Vimeo.


a tu, chyba mniejsze (25 MB) niż wideo, demo.

00:15, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (14) »
wtorek, 20 stycznia 2009

Guess what, w zeszłym roku zarobiono więcej na grach komputerowych niż na filmach i muzyce razem wziętych. Świat gier jest dla dzieciarów dużo bardziej atrakcyjny niż archaiczne media. Piotrek do dziś nie pogodził się z tym, że mamy w telewizorze tylko jeden beznadziejnie nudny Disney Channel, lecz w gry z logo Disneya łupie pasjami. No, ale w kreskówce Buzz Astral straszy wrogów żałosnym nibylaserem z diody ("I co? Zamrygasz mnie nim na śmierć?"), a w grze laser Buzza rozwala roboty efektowniej niż bazooka w Halo 2. Syn z nudów odpalił też grę "Piotruś Pan", której animowany pierwowzór wyłącza po trzech minutach. Minęły trzy dni, a dziecko wciąż lata P. Panem i miota nożami w wiewiórki. Itd. itp.
Jeśli została wam jakaś gotówka, pakujcie w akcje Disneya. Mają chłopaki wizję.

Obrazek nie na temat, ale fajny:

01:01, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (11) »
środa, 14 stycznia 2009

Życie samo w sobie jest rozczarowująco powtarzalne, więc nawet nie mam pretensji do mediów, że opisują je zgranymi kliszami. W Zaduszki każą nam "kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą", co ferie "na stoki ruszaja amatorzy białego szaleństwa", a w każdym kryzysie przypominają, że chiński hieroglif "kryzys" jest złożeniem hieroglifów "szansa" i "zagrożenie".
Zagrożenie już miałem w zeszłym roku i bardzo szybko się zrealizowało skasowaniem zwrotu kilometrówki za przejazdy służbowe. Ale czego się spodziewać po korporacji, której akcje spadły do paru centów? Groszowych oszczędności, oczywiście.
Nie było to bez wpływu na mój tryb życia. "Za prosperity" każde zlecenie rozbijałem na iks czynności - np. odbiór urządzenia od kuriera, wytachanie celem kofiguracji na biurku, wyjazd na instalację, porzedzony starannym wyborem cd do odsłuchania w trasie. Trzy zlecenia starczały mi na półtora tygodnia. Licznik bił, auto się amortyzowało.
Od kiedy koszty przejazdów leżą po mojej stronie, trzy zlecenia rozwalam w jeden dzień. Grupuję zgodnie z algorytmem komiwojażera, sprzęt odbieram po drodze, konfiguruję u klienta i na telekspres jestem w domu.
Zyskałem tym - uwaga - szansę w postaci masy wolnego czasu.
Czym ją zapełnić, w co się bawić?
Wciąż szukam odpowiedzi. Kupiłem np. pierwsze w życiu własne łyżwy i ruszyłem doskonalić dwie figury, jakich nauczyłem się piętnaście lat temu na ślizgawce w Newark, NJ. Pierwsza to skręt w lewo, taki o promieniu 5-7 metrów. W prawo jest trudniej i potrzebuję metrów ok. 10 ciu.
No i potrafię jeszcze do przodu, póki tlenu w płucach. Repertuar ubogi, ale mi wystarcza. Wychodzę na staw w pobliskim dworskim parku i heja. Woziłem się tak przez tydzień, póki nie przyszli wędkarze z koła "Wir" i nie przerąbali stu przerębli.
Pytanie: "w co się bawić" pozostaje otwarte. Ostatnio podpowiedziano mi, że nad przeręblą łatwo przemknąć na biegówkach.
No i są jeszcze psy...

14:21, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Dawno temu w radiu leciał sobie absurdalny serial pt "Kocham Pana Panie Sułku",  o zakazanej acz nieodparcie śmiesznej miłości kobiety w leciech posuniętej do przerośniętego, ale jednak ucznia podstawówki. Młodsi mogą wyguglać, a starsi przypomnieć sobie, że na koniec prawie każdego odcinka pojawia się tam milczący gajowy Marucha. Równiez i na tym blogu mam takiego Maruchę i oczywiście pojawi się on pod koniec notki, Ale, jak mawiał narrator innego serialu (jakiego?), nie uprzedzajmy wypadków.
Od świąt jestem z przerwami posiadaczem rasowej amstaficy. Przerwa wynikła z tego, że na mój apel na łamach odpowiedziało paru gości/parę gościów którzy/które:
- chętnie spróbują komuś jeszcze innemu opchnąć darmowego amstafa
- chętnie sami sprezentują pieska swoim dzieciom i nie wrzucili jeszcze do wyszukiwarki hasła: amstaff.
Tym drugim delikatnie sugerowałem zorientowanie się w temacie, po którym, co łatwe do przewidzenia, już się nie odezwali. Cóż, póki Gazeta nie usunie z interku artykułu pt. "Amstaff pogryzł 10-miesięczną dziewczynkę" rasa ma trochę przechlapane.
Ich dzieci są bezpieczne, co z moim? U nas amstaff nie ma czasu odgryzać nosa dziecku, bo sam musi spylać przed dwa razy większym owczarkopodobnym schroniskowym wyciruchem. Nieustanna i do tego nielegalna (czy psy mnie słyszą?!) walka psów umęczyła domowników, zwłaszcza tych telepracujących. Gdybym był Henrykiem 8-mym może jakiś wasal wysłuchał by moich na początku cichych, a z czasem całkiem głośnych westchnień: "czy ktoś wreszcie uwolni mnie od tej suki". Może dobrze, że nie jestem, bo jeszcze poleciałaby głowa jakiejś innej suki, albo nie-daj-bug, Leniuchowej.
W końcu przyszedł gajowy Marucha w postaci kol. Kwadrata i zabrał amstafa.
Byłby to piękny koniec historii, gdyby nie to, że po tygodniu Marucha wrócił i psa zwrócił.

Amstaff, anybody?
11:44, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (13) »
wtorek, 06 stycznia 2009
Czy ktoś, bez zaglądania do googla, jest w stanie zgadnąć, czym może być produkt sprzedawany jako:
FatMax® Xtreme™ AntiVibe® Rip Claw with Smooth Face???
niedziela, 04 stycznia 2009
Jeszcze nie obeschły łzy klienta na fakturze [1] za odzyskanie linuksa uprowadzonego przez Rumunów, kiedy znów zadzwonił telefon.
-Ja się, ale najpierw pana, zabiję - ryknął w słuchawkę Karpiniuk przerywając mi sesję Need For Speed.
Tu mała dygresja. Grywanie w pościgówki (ucieczkówki?) typu NFS wydawać się może bezmyślną stratą coraz cenniejszego czasu. Podzielałem ten pogląd aż do lektury noworocznego "Wprost", które pochyliło się nad "pokoleniem wolnej Polski". czyli młodzieżą urodzoną po 1989 roku. Poczuwam się do związku z tym pokoleniem o tyle, że jeśli obrócę końcówkę "89" o 180 stopni to uzyskam własną datę urodzenia. Co jednak istotniejsze, do wybitnych przedstawicieli pokolenia WP należy Iga Wyrwał (patrz fota). Jak wyrwać Igę Wyrwał, która mogłaby być naszą córką?
"Po pięć godzin dziennie grałam w Need For Speed" - zwierza się "Wprostowi". To zupełnie jak ja, więc chyba nie od tego urósł jej słynny biust. Iga czy nie Iga, pokażcie mi laskę, na której nie zrobi wrażenia znużona fraza: "Kupiłem Aston Martina, ale odstawiłem do garażu, bo nie mogłem się przyzwyczaić do brzmienia silnika".
-Cóż znowu happened? - rzuciłem stylowo w Karpiniuka
-Wasz debilny linuks trzecią godzinę rzeźbi jakieś pasy.
-Zgaduję, że sprawdza system plików, co skutkuje komunikatami typu "Pass 1,2,3,4". A co spowodowało gwałtowne przeładowanie maszyny, bo przecież sama z siebie na te "pasy" by nie wpadła?
- Nie mądruj się pijawko. Klima zdechła jeśli chcesz wiedzieć i twój linuks znów zawiódł. - Karpiniuk w chwilach kryzysu bywa bardzo bezpośredni.
- Hmm, nie bez wpływu był tu pewnie ten połamany wiatrak nie chłodzący drugiego procka.
- I co z tego, fajansie, zdjąłem mu obudowę to miał ekstra chłodzenie, nie?
- Pańska pomysłowość, Karpiniuk, nie przestaje mnie zadziwiać. Sięgnij więc Pan po płytkę z instalką, włóż do napędu i wystartuj w trybie awaryjnym.
- Napęd od dawna nie działa. Przyjeżdżaj pan na ten tychmiast.

Morał pierwszy: choć instalowanie darmowego systemu linuks na darmowym złomie z demobilu ma pozór sensu, to może być przyczyną wielu długich przestojów
Morał drugi: nie należy narzucać się klientom z morałem pierwszym, jeśli sami wiedzą lepiej. Skracanie przestojów linuksa stanie się wtedy źródłem niewielkich, lecz pewnych dochodów.
_______________
[1] 500 zł + VAT :-)
00:19, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (18) »
sobota, 03 stycznia 2009
Stare przysłowie pszczół mówi, że najłatwiej wychowuje się cudze dzieci i liczy cudze pieniądze. Najgłośniej np. o domniemanym bogactwie proboszcza drą ryja typy, które pięć złotych na tacę rzuciły dwadzieścia lat temu na własnym ślubie. Podobnie z telewizją państwową, na którą łożą głównie emeryci - w życiu nie słyszałem emeryta narzekającego na mizerię w tvp.
Ciekawe, że nikt specjalnie nie narzeka na telewizje prywatne. No, skoro nikt na nie nie łoży... no więc nie do końca. Ja łożę. Kupiłem przedpłaconą kartę na satelitarną te-fał-en, więc ponarzekam, bo mam prawo.
Jak powszechnie wiadomo, ostatnim dobrym filmem w historii kina był "Butch Cassidy i Sundance Kid". Po nich już tylko komercha dla przerośniętych nastolatków. W zalewie syfu trafiają się jednak.. nie, nie filmy, fragmenty filmów, na które można rzucić okiem. Z takim nastawieniem włączyłem sobie tvn7, by popatrzeć na pierwsze pięć minut "W imię ojca". Tyleż obejrzeć sekwencję ataku na katolicką dzielnicę w Belfaście, co posłuchać Voodoo Child w tle.
Włączam i własnym uszom nie wierzę. Oryginalną ścieżkę dźwiękową zduszono do pobrzękiwania zdychającego komara i przysłonięto sznaps-barytonem lektora.
Well, kiedyś sztuka filmowa obywała się całkiem bez dźwięku. Początkowych pięciu minut lądowania na plażach Normandii w "Szeregowcu Ryanie" i tak słuchamy uszami Toma Hanksa, który głuchnie od wybuchy szrapnela, więc dałem tvn jeszcze jedną szansę. Pięć minut filmu - tylko tyle chciałem za swoje pięć dych.
Cuszsz. Hanks rzeczywiście głuchy, ale nie bardzo go widać, bo w prawym górnym - logo stacji, lewym - trójkąt z wiekiem widza, cały dół zajęty gorącym apelem - głosujcie na telekamerę dla "Na Wspólnej", a na środku ekranu zapowiedź następnego filmu i pyzata buzia Rene Zellweger.
Gdyby nie decybele przerwy reklamowej mógłbym się nie zorientować, że przerwano i tak niedługi strawny fragment dorobku Spielberga.
BTW, czemu Spielberg z Lucasem pozapuszczali brody? Żeby się nikt nie kapnął, że są licealistami... Wiem, kawał z brodą. Święta - sezon powtórek.
00:31, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (6) »
Archiwum