wtorek, 29 stycznia 2008

... stwierdził dziś rano Piotrek (4). Siostra na religii mówiła. Nie ma na ziemi, jest w niebie. Na ziemi jest tylko ksiądz.

Aha.

Nie ma Boga, nie ma też miłosierdzia: "Siostry grożą odejściem od łóżek" czytam nagłówek w gazecie.
Pomóżmy sobie sami, albo będzie po nas:

"Witam SzanPaństwa,

Zwracam się do Was z prośbą o przekazanie 1% podatku dochodowego na rzecz Caritas Diecezji Tarnowskiej. Ma ona umowę współpracy z fundacją KLENIE, która jest związana z moją rodziną i wspiera m.in. uczące się dzieci i młodzież z rodzin wielodzietnych. Zebrane pieniądze są przeznaczane na pomoc w zdobywaniu wykształcenia (stypendia dla dzieci, które uczą się poza miejscem zamieszkania, zakup podręczników, komputerów...). Fundację KLENIE powołał mój wujek ksiądz Stanisław Wójcik. Nazwa fundacji wywodzi się z nazwy przysiółka Klenie w parafii Chomranice koło Nowego Sącza gdzie mieszkali moi przodkowie. Sądzę, że przekazane pieniądze zostaną dobrze wykorzystane.


Dla tych, których nie znudził mój wywód i będą chcieli przekazać 1% podatku podaję szczegóły:
Caritas Diecezji Tarnowskiej
ul. Legionów 30
33-100 Tarnów
konto: 71 1020 4955 0000 7302 0097 4683
KRS: 0000211791


Oczywiście jeżeli kogoś wzruszył do łez mój list i zapłakał nad losem małych wielodzietnych ;-) to może dowolna kwotę przekazać na konto fundacji, ale nie ma ona statusu organizacji pożytku publicznego i nie można jej wskazywać jako odbiorcy 1% podatku, ale inne datki są dozwolone:
Fundacja Klenie
ul. Pienińska 11
33-300 Nowy Sącz
konto: 05 1020 3453 0000 8302 0086 8588
tytuł: wpłata na cele statutowe


Datki w formie materialnej: stary komputer również są mile widziane.

Chętnie odpowiem na dodatkowe pytania.

Sławek
"

Powyższe z porannej poczty. Pomóżmy, a może i siostry wrócą do łóżek.

09:31, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Poniższa sonda to plagiat ze slashdota, ale nie mogłem sie powstrzymać :-)
Odpowiedz proszę,
Ile osób wybierze tę samą opcję co Ty?

0%
1% - 25%
26%-50%
51%-75%
76%-99%
100%
09:47, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 stycznia 2008
"Piekło to inni". Zwłaszcza, kiedy przychodzą zajumać ci książki z półki. "Istnieje społeczne przyzwolenie" na zabieranie bliźnim drukowanego, mające swe korzenie chyba w koszmarnych czasach rozbiorów, kiedy taki bosonogi Janko mógł zachwycić się pożyczoną na wieczne nieoddanie "Historią Rokendrola" i zostać Jankiem Muzykantem. Strata dla właściciela książki byłaby żadna - zysk dla społeczeństwa - kolosalny.
Dzisiaj naiwni podpisują książki przed wypożyczeniem lub opatrują je zawijastymi ekslibrisami. Sądzą, że pożyczalski kiedyś dzięki temu przypomni sobie właściciela i odniesie fant z wiązką goździków na przeprosiny. W rzeczywistości taki ekslibirs co najwyżej pomoże zidentyfikować książkę w jakimś antykwariacie.

Niedawno opracowałem własny system, który chyba zasługuje na upowszechnienie. Podoba Ci się mój nowy Coben? Chcesz - pożyczaj, tylko stań na chwilę pod tą lampa z książką w ręku... Komórka w dłoń, funkcja aparatu - cyk, zrobione. Tylko od Ciebie - pożyczalski - zależy, czy zdjątko stanie się dowodem w sprawie.
12:31, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (7) »
wtorek, 22 stycznia 2008
Pierwsza i zarazem ostatnia darmowa polska (uff, ile tych przymiotników) autostrada łączy Śląsk Górny z Dolnym. Wbrew pozorom jedzie się nie z góry na dół, a po płaskim. Zgodnie z nazwą "A4" posiada cztery pasy - dwa na zachód, dwa na wschód. Lewym pasem tną dżygici, prawym - tiry. Powyższa wyliczanka jest nudna, ale wciąż nie tak nudna jak jazda A4. Nudę jazdy A4 można rozproszyć na dwa sposoby - łatwiejszy i trudniejszy. Łatwiejszy to próba przejechania trasy wyłącznie pasem lewym. Robiłem to nieraz, stąd wiem, że w dzień powszedni wystarczy konsekwentnie jechać 170, by nie zostać wyprzedzonym ergo - utrzymać się na lewym pasie.
Taka przyjemność kosztuje +2,5l benzyny na 100, płatne przy dystrybutorze.
Zadaniem ambitniejszym jest przejechanie z Wrocka do Katowic, lub z powrotem, wyłącznie prawym pasem. Oznacza to, że przez 200 km nikogo nie wyprzedzimy. Nikogo. Najbardziej szmatławego stara z burakami na pace, żadnej dychawicznej syrenki, nic.
Zadanie ponad siły zwykłego śmiertelnika w autku nieco mocniejszym niż ta syrenka.
Aliści azaliż zdarzają się sytuacje o których nawet filozofom... jak ten debil w żuku tankujący niemal w poprzek dystrybutora, który zmusił mnie od ominięcia go łukiem zbyt szerokim i zahaczenia o złośliwie wyprofilowany krawężnik, co poskutkowało wymianą opony na dojazdową, eksplodującą przy szybkościach powyżej 80 na godzinę.
Jechałem jak ten koleś z Zagubionych ze wszczepionym paralizatorem serca, który miał się uruchomić kiedy tętno podskoczy mu ponad jakąś niewysoką wartość. Co się zamyślę i stopa opadnie mi na gaz, to przypominam sobie o oponie cienkiej jak premierostwo Tuska i muszę zwolnić. Spać mi się nie chciało nic a nic. W końcu doczłapałem i do blachy Wrocław-Bielany i zgłosiłem się po nagrodę na stację benzynową.
Panie, a zwłaszcza Panowie - czy ktoś jeszcze zszedł focusem 1,6/115KM benzyna poniżej 5,7 na sto?! No, który?! Nie widzę.
5,69 litra.
Janie, powieś palto i przynieś cygaro.
01:22, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (11) »
niedziela, 20 stycznia 2008
Wyjeżdżać nigdzie nie warto. Nie warto przynajmniej od 11 kwietnia 2002 roku, kiedy cena benzyny w pobliskim cepeenie przekroczyła cenę harnasia w osiedlowej Biedronce. Od tego momentu nie warto coraz bardziej.
Tym niemniej, mając w perspektywie: Leniuchowa - weekendowe sprzątanie, ja - sobotnie przykręcanie listew na pięterku, jedną z 1000 czynności dzielących nas od ostatecznego zakończenia budowy chaty (choć i tak wiemy, że nim zamontuję np. światło w pralni, to chata zostanie sprzedana przez nasze prawnuki), no więc z jednej strony zgrzewka harnasia i Gołota w NY, a z drugiej drogo, chlapa i do domu daleko - jednak wybraliśmy to drugie.

Przyjechaliśmy do zupełnie pustej miejscowości z jednym nieczynnym wyciągiem, z perspektywą na odwilż, stepowienie, pustynnienie a w konsekwencji upodobnienie się masywu Śnieżnika do półwyspu Synaj i poszliśmy z saneczkami załapać się na ostatni w tej epoce geologicznej skrawek śniegu. Znaleźliśmy go na stoku pod zardzewiałym wyciągiem, między wpółpogrążonym w błocie ratrakiem, a celującą w Wielką Niedźwiedzicę armatką śnieżną, stalowymi świadkami tytanicznych a ze szczętem przegranych zmagań.

Zjechałem raz, drugi i piąty, gdy u podnóża stoku z merca wyskoczył właściciel. Lub plenipotent, a w każdym razie posiadacz klucza do kłódeczki przy baraczku. Na nasz widok wziośł pięści ku niebu i kazał się wynosić.
- Nie wolno - wykrzykiwał - na sankach koło wyciągu jeździć, to tylko dla narciarzy stok! (narciarzy nie było w promieniu 30 km - ani jednego). Przecież jak mi tu zaczną na sankach jeździć (byliśmy jedynymi saneczakrzami w okolicy), jak mi rozryją... sam pan wie. Nie wiedziałem, więc wyjaśnił. Jeśli stok jest gładki, a temperatura ujemna (było plus 10) to ja zaraz armatkę uruchamiam i następnego dnia zapraszam narciarzy! A jak brudzy zostaną, wypełnią się wodą, zamarzną i nieszczęście gotowe.
Po chwili na dole zameldowała się Leniuchowa, która ruszyła w stronę tego w końcu nieszkodliwego wariata z nieukrywaną intencją obicia mu ryja, więc musiał powtórzyć swoją tyradę, a w końcu wykrzyczał ją jeszcze do naszych pleców.
Nazajutrz widzieliśmy go kręcącego się na tle całkiem już bezśnieżnego stoku, dłubał coś przy armatce ignorując ciepłe, wiosenne powiewy.
Jestem czemuś spokojny, że będzie dyżurował do maja, pełen nadziei na autokary pełne narciarzy, ale wobec zmiany klimatu prędzej doczeka się rzeczoznawcy z banku.

Kto wie, może przystąpimy do licytacji. Miałbym nawet kuchnia pomysł, co by tam zainstalować.
piątek, 18 stycznia 2008

Za naszego życia procesory tysiąckrotnie zwiększyły moc, upadł komunizm, a rolnicy przerzucili się z pszenżyta na winorośl.
Wczoraj w porze lanczu na Dolnym Śląsku zakołysały się żyrandole, a u Urszuli G. przekrzywił portret papieża. W centrum planowania kryzysowego wariografy, well, zwariowały. Z lotniska w Krzesinach na wszelki wypadek poderwano parę F-16.
Gdybym wiedział, co się porobi, nie otwierałbym sezonu rowerowego 2008 z takim hukiem.

11:11, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
środa, 16 stycznia 2008
Nie wiem czy za sprawą faktycznej jakości kupionego pod choinkę stereo, czy też z powodu jego ceny, która skłoniła mnie do słuchania w większym skupieniu zupełnie zmieniłem pogląd na kilka albumów i paru wykonawców.

W chacie na bagnach swój renesans przeżywa np. Michael Jackson. Przestał być popową papką jazgoczącą z samochodowego radia. Przez nowe kolumny zrobił się taki... [bezradny uśmiech] no kurde fajny [/bezradny uśmiech].

Nie wiem czy bardzo by się z tego ucieszył, bo za swoją fajność nie zarobi ani grosza. Co tu ukrywać - bywam piratem. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że jestem dobry w wyszukiwaniu usprawiedliwień.

Nie jestem np. pewien, czy Michaelowi rzeczywiście na dobre wyszedłby duży zastrzyk gotówki. Mam wrażenie, że artyści w ogóle słabo sobie radzą z wydawaniem pieniędzy. Taki Tom Cruise (żeby nie pastwić się już nad Jacko Michaelem) całe honoraria przepieprza na chorą sektę i inseminacje co ładniejszych aktorek zamrożonym nasieniem zmarłego Mistrza. Geez, tych gości trzeba chronić przed ich własną kasą.

Głodny artysta to dobry artysta, żeby przypomnieć... ok nikt mi jak raz nie przychodzi do głowy, zatem www.google.pl/ search? q=artysta+umarł+w+nędzy

Ale, sam głodny być nie lubię (kto lubi?). Głodny nie chadzał też Sienkiewicz, choć za Kmicica wydawanego za granicą nie zobaczył ani grosza. Cesarstwo Rosji, którego był poddanym, nie podpisało bowiem stosownych umów o prawie autorskim. Wydawał więc toto kto chciał, w nakładach limitowanych li tylko popytem. Henio stał się sławny, sławny bo czytany, czytany bo (też) niedrogi ... Pierwszą większą kasę zza granicy ujrzał dopiero odbierając nagrodę Nobla.
Tak tak, tantiemy albo Nobel, wybór należy - artysto - do ciebie.
Zgadzam się/nie zgadzam z powyższą pokrętną tezą ,
a paliwo do odtwarzacza tankuję głównie:

W sklepie za pieniądze
W interku za pieniądze
Via emule
Via bittorrent
Kopiuję od znajomych
inne, jakie?!
10:31, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
niedziela, 13 stycznia 2008
Samotność sprawia, że stajemy się bardziej surowi dla siebie samych a łagodniejsi dla innych: i jedno, i drugie czyni nasz charakter lepszym.
To nie ja, to Nietzsche.
Iżby azaliż poćwiczyć się w trudnej sztuce samotności rozbudowałem sobie multimedialnie notebooka. Teraz rodzina przed telewizorem może do woli kibicować "Domowi Dla Zmyślonych przyjaciół Pani Foster", a ja, sam jeden, niczym mnich w pieczarze oglądam Teleekspres albo "Pielęgniarki Z Nocnej Zmiany".
Ku mojemu zdumieniu internetowy serwerek telewizji działa całkiem przyzwoicie. Kiedy opatrzyły mi się już "Pielęgniarki", przełączyłem się na "Boso przez świat " w poszukiwaniu atrakcyjnych indianek.
Nie trwało długo, kiedy do gabinetu przeniosło się dziecko, a w chwilę później Leniuchowa.
Przez resztę wieczoru obejrzeliśmy Wojtka Cejrowskiego wśród Indian, Berberów, Aborygenów i mrówek - gigantów.
Samotności, jakaś ty przeludniona.
22:16, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (8) »
czwartek, 10 stycznia 2008

Piotruś (4) zainicjował sezon łyżwiarski śmiałym wejściem na zamarznięty staw . W drugim kroku stracił równowagę, walnął zębami o lód jak królik z dowcipu i tym samym sezon łyżwiarski zamknął. Krew się leje jak z prosiaka, dziecko się drze, a Leniuchowa już pisze pozew rozwodowy, z powodu że niby moja wina.
"Do wesela się zagoi" pociesza ciocia. "Do wesela się zagoi, ale teraz boooli" trzeźwo konstatuje Gabrysia (4).

* * *

Na linii Teściowa i Jej złota myśl na dziś: "Jestem tylko tak szczęśliwa, jak najsmutniejsze z moich dzieci".
-Well, moje dziecko jak raz jest wkurzone i obrażone... - odpowiadam
-A to czemu?!
-Nie dałem mu się wepchnąć do płonącego kominka.
12:14, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
środa, 09 stycznia 2008
Mitologia kapitalizmu zna dziesiątki historii o ludziach, którzy zaczynali od prostego robotnika/kierowcy/posłańca i pnąc się po wszystkich szczeblach kariery dochodzili do fotela prezesa. W korporacjach z tradycjami takie postaci straszą oprawione w ramki lub odlane w brązie. W Polsce nie spotkałem nikogo takiego, natomiast zdarzyło mi się popracować z osobą realizującą wręcz przeciwny model kariery.
"Wręcz przeciwny" oznacza tu nie: "coraz wyższe stołki w różnych firmach", tylko: "ten sam stołek w różnych firmach".
Ten sam stołek nalezy rozumieć dosłownie: facet wciąż siedzi na tym samym krzesełku za tym samym biurkiem i robi dokładnie to samo, tylko wizytówki mu się zmieniają.
Najpierw pykał sobie w klawiaturę jako pracownik firmy - powiedzmy - Autoszyby, potem został wyautsorsowany z działem informatyki do małej firmy kosultingowej, później został przejęty wraz z kontraktem przez IBM, po wygaśnięciu znów przyjęli go do Autoszyb, a teraz jest pracownikiem dużej telekompani wydelegowanym ... tak, do obsługi Autoszyb.
A nie ma jeszcze 25 lat!
Jakby poszedł w politykę, to pewno za parę lat ujrzelibyśmy go w tv, składającego rodakom życzenia noworoczne wciąż zza tego samego biurka w Autoszybach.
11:36, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 stycznia 2008
Miałem taki sprytny plan, żeby przepękać przy Korporacji do emerytury. Firma jak firma, ale z tradycjami sięgającymi ery mainframów, a miłą cechą dawnych dobrych czasów były przyzwoite płace. To nieważne, że firmie idzie kiepsko i coraz kiepściej, że od czasu mojego zatrudnienia skurczyła się o połowę i stabilnie podtrzymuje ten trend. Jak dobrze wycyrkluję to dzień przed emeryturą zgaszą światło i jeszcze wyniosę do domu służbowy ekspres do kawy.

Niestety, menedżment postanowił na wzór barona Muenhausena wyciągnąć się z bagna za swą własną perukę. Tymczasem zasadą nr 1 dla pogrążających się powinno być unikanie wszelkich gwałtownych ruchów.
Zaczęło się - jak co roku - od zwolnień. Mnie pogonili  już dawno temu i jako jednoosobowy Leniuch Stellar Technologies - podwykonawca Korporacji obserwuję kolejnych zwalnianych z obojętnością skorupiaka patrzącego na wyrzucanych marynarzy.

Tymczasem sternik korporacyjnej nawy uznał, że tradycyjny cykl "zwolnić - poprawić kwartalny wynik- przejeść oszczędności - znów zwolnić" to za mało i postanowił podnieśc dochodowość.
Z tabelki w excelu wyszło mu, że jak zwiększymy margines zysku 100% to dostanie grubszą premię. Na dzieńdobry podniósł więc staremu klientowi cenę dwa razy. Klient jęknął, ale przełknął. Chyba okazał sie mięczakiem, a że z mięczakami nie pracujemy, to po chwili sami wypowiedzieliśmy ten podwojony kontrakt.
Zrobiło się nieciekawie, ale "there's a sucker born every minute"i jeszcze paru frajerów u nas kupuje. Już niedługo. Właśnie pierdolnięty menedżer z USA wtrynił się w zasadniczo klepniętą umowę, która żywi równiez piszącego te słowa. Straciliśmy jednego z ostatnich naiwnych. To już nie korporacyjny uwiąd, to jakaś koszmarna implozja. Z dorocznej fali zwolnień musiały się zrobić dwie, a ja właśnie odbieram od listonosza elegancki korporacyjny list...
tętno skacze na 220... "Zdrowych, Wesołych I Szczęśliwego Nowego życzy Leniuchowi Zarząd".
Ufff.
Walcie się.
I ty, spóźnialska Poczto Polska, też.
11:33, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
czwartek, 03 stycznia 2008

Jak to po świętach, na porządku dziennym staje zagadnienie, żeśmy znowu zgrubli.
Gdybyśmy zgrubli wszyscy o tyle samo, to jeszcze, ale jedni bardziej, i im zostanie, a drudzy mniej i do Wielkanocy przejdzie.
Istnieje wiele fałszywych wyjaśnień tego fenomenu, na pierwsze prawdziwe i mające 100% pokrycie w obserwacjach terenowych wpadłem ja.
Otóż więcej i trwale tyją posiadacze telewizorów panoramicznych.
Bierze się to stąd, że programy o tradycyjnych proporcjach zwykle są na takich ekranach rozciągane na całą szerokość panoramy, ergo postaci rosną wszerz.
Po obejrzeniu tak zafałszowanych gwiazd tv telewidz staje przed lustrem i jego/jej własna sylwetka wydaje mu się smukła jak wiosenna topola. Kręci głową z podziwem nad samym sobą i skręca do lodówy.
Reszta jest mlaskaniem.

(potwierdzone na próbce dziesięciorga względnie cienkich i jednego panoramicznego)

chude tv:

 

grube tv: 

22:13, leniuch102 , polecam
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 stycznia 2008
Parę dni wolnego to dobra okazja by zrobić porządek z płytami cd. Mając do wyboru z jednej strony oryginalną jakość sterty płyt cd, a z drugiej wygodę zastąpienia ich empetrójkami na dwóch płytkach dvd , oczywiście wybrałem wygodę.
Górę oryginałów podzieliłem jak wycieczkę grzybiarzy po skrzynce piwa - panie na lewo, panowie na prawo. Na pierwszym dvd zatytułowanym - a jakże - "Panie" planowałem zmieścić, jeśli się uda, wszystkie wokalistki. Jednak nawet stosując rozrzutną kompresję na poziomie 320 kbps w żaden sposób nie mogłem zapełnić płytki. Jak łatwo oszacować, zakładając że jedna empetrójka ma niechby i 10 MB, to na dvd luźno wchodzi 470 utworów.
Tyle, to nie nagrała nawet niezawodna Anna Maria Jopek.
Do nagrywarki wsiadły już Nina Simone z Hanną Banaszak, Snorah Jones i panna Melua, a na płycie wciąż pustki jak na porannej projekcji polskiego filmu w multipleksie. Oczyściłem z cd-ków odtwarzacze i schowki w obu autach, przetrząsnąłem piwniczne pudła ale pozyskane w ten sposób Górniak i Kayah jakoś nie zrobiły tłoku. Przemogłem się i wpuściłem średnio lubiane panie Kaas, Rodowicz, Sade i Umer.  Heck, zaprosiłbym nawet Głusię Andrzejewicz, gdyby producent dolepił jej cd do zgrzewki podpasek. Na szczęście nie dolepił. Dorzuciłem za to Osiecką i jej "Pięć Oceanów", co było już zagraniem niesportowym, bo udzielalli się na tych płytach zupełnie niekobiecy Fetting z Pietrzakiem. Przez chwilę wahałem się, czy nie dopchnąć pań panami z "żeńską końcówką" jak Soyka & Yanina, Kofta i Grechuta ale... bez przesady.
Do połowy płytki dobiłem dopiero 6 płytowym setem "Piwnicy Pod Baranami". Nie da się ukryć, że "Piwnica" to rodzaj żeński.

Strach się bać, co będzie, gdy pod przyszłoroczną choinką znajdę nagrywarkę blue-ray . 5000 utworów na jednym dysku... ambitny projekt, ale jeśli się uda będę mógł słuchać takiej płytki do emerytury.
Bez wyjmowania z odtwarzacza.
09:09, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (4) »
Archiwum