poniedziałek, 29 stycznia 2007

 Serię niefortunnych zdarzeń rozpoczął podmuch odwracający antenę internetową w kierunku Plutona. Kiedy się uspokoiło, pan interneciarz wylazł na dach i poprawił, ale schodząc niedokładnie zamknął klapę. Chwilę potem moją zdolność przeciwstawiania się żywiołom obniżyło dziecko, skacząc obunóż na twarz, a konkretnie na okulary. Tymczasem uchylona klapa wyłazu dała się porwać tęsknocie i odleciała do ciepłych krajów. Nieświadomi tej dezercji zajęci byliśmy innym problemem - wizyta znajomych tuż, a w całej chałupie nagle jedzie szczynami. Kiedy po wielowątkowym śledztwie namierzyliśmy narcyza kwitnącego na biurku Leniuchowej jako źródło owej przeraźliwej woni, zaczął sypać śnieg, także do dziury po klapie. Podczas gdy zadowolony z opanowania sytuacji zakładałem okulary (co-kro-pel-ka-skle-i-skle-i) nad moją nieświadomą rozczochraną tworzył się pałac królowej śniegu. Krótki atak zimy postanowiłem spuentować rozpaleniem kominka . Godzinna walka z odwrotnym ciągiem poskutkowała wędzarnią w salonie i potopem w sypialni - pałac królowej śniegu zaczął spływać przez sufit, po kablu lampy, powodując zwarcie i pogrążając w ciemnościach naszą chatę.
Nie ma to jak weekend spędzony na odśnieżaniu strychu, improwizowaniu łże-klapy wyłazu dachowego w warunkach sztormowych i rozprowadzaniu alternatywnej instalacji elektrycznej.

Ewentualny przypływ współczucia przelejcie na konto fundacji "Na ratunek", hasło "Leniuch".
Przyda się, bo z tego wszystkiego wyszła mi cała brandy.
11:05, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 stycznia 2007

 Nad Korporacją jak nad Imperium Brytyjskim słońce nigdy nie zachodzi i jak u królowej Wiktorii perłą w korporacyjnej koronie są Indie. Głównie dlatego, że Hindusi to jedyna anglojęzyczna nacja, która za miseczkę ryżu będzie odbierać telefony 7/24. Nasi hinduscy koledzy rejestrują po godzinach wszystkie zgłoszenia i zamawiają części, więc w mojej komórce "BabciaMarysia" sąsiaduje z "Bangalore".

Kiedy jakiś problem przeciąga się poza osiem godzin i wymagałby płacenia nadgodzin inżynierom z europejskiego Centrum Wsparcia (w odróżnieniu od których Leniuch i Hindusi są gratis), problem zostaje przejęty przez Amerykanów, którzy właśnie przychodzą do roboty. Wtedy bywa ciekawie, bo goście są trochę na bakier z naszym lokalnym kolorytem.
- Leniuch, co się tak guzdrzesz, po prostu załóż zatyczkę G703/DB15-female zostawioną przez twoje telco (TP SA niby)  na wtyczkę G703/DB15-male na końcu łącza.
-Oh, yeah smartass? Się dowiedz, że moje telco pracuje w standardzie G703/cztery-gołe-druty i właśnie poparzyłem się lutownicą.

Ale to betka. Właśnie bohatersko zakończyłem zmagania z wyjątkowo perfidnym pudłem. W ramach naprawy, do spółki z jednym kanadyjskim Chińczykiem wymieniliśmy w pudle wszystko, co było do wymiany, tak że z oryginału została już tylko Usterka. Klient z braku snu i stresu dostał lekkiej nerwicy i, kiedy w środku nocy pojawił się u niego kolejny kurier z częścią, wylał na niego wszystkie pretensje. (Nie)stety do tego momentu udało nam się już wyczyścić z części wszystkie polskie magazyny i żale klienta zostały skwitowane:
"Sorry sir, can't speak polish, I'm from Hungary".
11:44, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
czwartek, 25 stycznia 2007

Od czasu do czasu na satelitach pojawia się na parę dni 120 kanałów filmowych w promocji. Zawieszam wtedy aktywność zawodową i próbuję nadrobić zaległości. Łykam, co dają, choć nie bezrefleksyjnie. Oskary za pasem, więc w oparciu o mainstreamowe produkcje (oskarowy reż/aktor, budżet +50melonów, sukces potwierdzony sequelem) skompilowałem unikatowy, autorski system klasyfikacji "najważniejszej ze sztuk".
Enjoy.

Kino

Współ-

czesne

Cięte

Strzelane

Gryzione

Lateksowe

Batman 1,2,3,4

Blade 1,2,3

Kill Bill 1,2

Matrix 1,2,3

Obcy 1,2,3,4

Park Jurajski 1,2,3

Szczęki 1,2,3

Tekstylne

Gwiezdne Wojny 1,2,3,4,5,6

Nieśmiertelny 1,2,3

Gladiator

Zabójcza broń 1,2,3,4

Bond 1-21

Rambo 1,2,3

Hannibal 1,2

Czerwony smok

Dracula 2000


01:18, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 stycznia 2007

 W poprzednim wpisie wyraziłem wątpliwość, czy ktokolwiek przebije krakowiaków w wysokości opłaty za przejazd. Traf chciał, że dokładnie następnego dnia zlecenie rzuciło mnie na drugi koniec Polski, do Kulczykowa (d. Poznań). Głodny nowych doznań postanowiłem udać się w okolice lotniska jak Europejczyk, bo przecież nim jestem (jestem nim, prawda?), tzn. Autostradą Wielkopolską. Sprytny koncesjonat Autostrady wtrynił między miasto a lotnisko jeszcze pkt poboru opłat - i patrz pan - przebił centusiów znad Wisły. Za jedenaście kilometrów do zjazdu na Poznań - Ławicę zapłaciłem równo jedenaście złotych. Miałem za to ten komfort, że w/w odcinek przejechałem prawie sam. Było jeszcze jedno volvo, jakaś ciężarówka  z naprzeciwka... wszystkiego razem na paluszkach jednej ręki.
W biały dzień na autostradzie pod dużym europejskim miastem.

Przyczynę tego fenomenu opisałem już kiedyś w komencie na blogu fanatyka drogownictwa, poniżej się autozacytuję. Dobre na podniesienie ciśnienia i adrenaliny, zupełnie bezkofeinowo.

"ok, słowo wyjaśnienia (szczegóły w dawnych wydaniach GW).
Przekręt polegał na tym, że firma budująca/eksploatująca dostaje zagwarantowaną kasę bez względu na natężenie ruchu. Ergo nie opłaca jej się nikogo wpuszczać na autostradę, bo firmie ją niepotrzebnie rozjeżdżą. Najlepiej remontować tak, by nie wyremontować i żeby się chamstwo na drogę nie pchało [ albo jw - ustalić zaporową cenę]. Dokładnie tak postępuje Stalexport na A4 - od paru lat nie było ani dnia bez kilku zwężeń i remontów na 50 km odcinku!
Dlatego też dr Kulczyk na swoim kawałku położył najcieńszy możliwy dywanik asfaltowy.
Jeszcze lepiej, jak państwo pobuduje obok 'prywatnej' autostrady (którą zresztą też buduje, jak A4) drogę ekspresową. Jak się jest Kulczykiem i przyjacielem przyjaciół można sobie coś takiego załatwić. Trwa długo, ale można."
21:37, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (31) »
czwartek, 18 stycznia 2007

Wyprawa w dorzecze Wisły to wciąż zetknięcie z egzotyką. Tony Halik wymięka, Kapuściński dopiero się wybiera.

* * *

Staram się nie ujawniać na blogu danych adresowych moich pracodawców, klientów, znajomych, żon, dzieci itp. Tym razem zrobię wyjątek.
Myślenice, Kazimierza Wielkiego 58.
Yeah, nawet łatwo trafić. Dojechałem jak po sznurku, ale klienta ni hu hu. Dzwonię i melduję się na miejscu, a ten coś snuje, że w lewo, prawo, koło myjni i wedle grobli.
-Panie, ale ja już na miejscu jestem !
Postałem chwilę, a potem cóż, koło myjni i wedle grobli, a wszystkie domki, baraki itp. po drodze miały adres jak wyżej. Parę - panie- ulic, z pięćdziesiąt firm, geszeftów i bloków mieszkalnych - wszystkie pod numerem 58.

* * *

Odkryłem też czemu autostrada od Krakowa na zachód ma już 400 kilosów, a na wschód 0,0.
Ona się nie rozrośnie w tym kierunku, bo żaden Kulczyk nie zaryzykuje starcia z gospodarnymi Małopolanami. Żeby skasować kierowcę na ćwierć złotówki gangster ów musi wydać (oczywiście nie swoich) 6 euromelonów za kilometr drogi. Podkrakowski centuś kasuje złotówkę inwestując pięć dych w drogowskaz.


01:10, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 stycznia 2007

Tak myly Państwo, na zimowy spleen nie ma jak kąpiel w przeręblu i dawka zdrowego śmiechu. Niektórych trudniej rozśmieszyć niż wyrąbać przerębel tej zimy, mnie to na szczęście nie dotyczy. Najbardziej to lubię jak gruba baba wielkim dupskiem w kałużę, uwielbiam też zgrywne wice o kaczorach.
Chętnie słucham, sam też opowiadam. Jako samozatrudniony udzielam się gospodarczo pod nazwą - powiedzmy - Interstellar. Oczywiście nie aż tak głupio, ale wystarczająco, żeby prowokować pytania. W odpowiedzi ze swadą snuję ucieszną anekdotę o wspólniku, który posługuje się eleganckim fHancuskim "eH". Po prostu wystarczało stanąć przy gościu i słuchać jak się przedstawia: BeHnaHd PazuHa z fiHmy InteHstellaH.
Polewka.
Ale ja nie o tym. Otóż mam sukę, którą poprzedni właściciel nazwał: Lira. Nie mógł lepiej trafić, bo Piotruś nie wymawia ani "r" ani "l". Staje teraz pod schodami i woła "Jija, jija !" jak jakiś drozd czy inny osiołek.
Taaa, dziecko, pies, telewizor i przepona nie przestaje pracować.
Na zdrowie.
00:59, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (10) »
sobota, 13 stycznia 2007

 Ostatnio przeczytałem, że CIA może podsłuchiwać _przez_ komórki ich właścicieli: w ogóle wszystko co robią, nawet jeśli nie rozmawiają. Potem to trafia do zarąbistej bazy danych, która, jeśli uzna twój - ekhem - odgłos za tożsamy z tym bin Ladena, odpala w twoim kierunku rakietę międzykontynentalną.

Mam nadzieję, że mój operator nie uczestniczy w tym programie. Dosyć często korzystam z komóry, żeby włączać się do firmowych telekonferencji, dostępnych pod ulgowym numerem 00800 xxx yyy. Jako samozatrudniony sam za te pogaduchy płacę, ciekaw byłem wg jakiej taryfy. Kiedyś, po trzygodzinnym seansie pustosłowia zadzwoniłem na  infolinię. "Niestety, z Pańskiego telefonu nie da się połączyć z numerami 00800". To samo twierdzili kolejni, coraz bardziej technicznie zorientowani asystenci operatora. Ciekawe. Organoleptycznie ustaliłem, że rzeczywiście, raz na pięć komórka informuje: "Wybrany numer jest niepoprawny", ale tylko na południowym brzegu Odry w trzeciej kwadrze, jeśli na śniadanie kupiłem rogale zamiast bułek.

Dziwny jest ten ś
.&
2

Segmentation Fault (core dumped)
12:31, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
środa, 10 stycznia 2007

W koszmarnych czasach komuny [tm] powstała instytucja 'wszechwiedzącego wujka (c)', który po paru kielichach objaśniał reszcie rodziny rzeczywistość w słowach dalece odbiegających od polszczyzny telewizyjnej.
Żywą skamieniałością tamtego okresu jest Rafi Ziemkiewicz, który swoje imieninowe tyrady nagrywa i zapisuje. Idzie mu nieźle, niektóre ciocie czują się na tyle dotknięte, że odpowiadają mu w GW.
Co do mnie, uważam, że w 2gi dzień świąt zwłaszcza potrafię perorować równie barwnie za to mniej rozwlekle.
Zaciekawiony spiratowałem z interku rant pt "Polactwo" i w miarę lektury przeklejałem co ciekawsze kawałki. Zebrało się na komentarz pod jedną półlitrówkę. Enjoy:

Miało być tak, że lepszy program będzie wygrywać z gorszym, a mąż godny za­ufania z mniej godnym, ale w praktyce wyszło tak, że dwa miliony do­larów wygrywają z milionem, a dziesięć z pięcioma.

rząd musi wydawać pieniądze w pierwszej kolejności na to, czego obywatele nie potrzebują. Na to, czego obywatele potrzebują, rząd wydawać pienię­dzy nie musi. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny. Za to, czego potrzebują, lu­dzie zapłacą i tak.

mat­ka boska eseldowska

niedoszły magister Kwaśniewski, wzrostu siedzącego psa, przez więcej niż połowę uważany był za lepiej wykształconego niż doktor Krzaklewski i wyższego, niż Olechowski.

główną naszą korzyścią z zaangażowania się w wojnę w Iraku jest fakt, że nasi generałowie nabierają tam wprawy w zarządzaniu społeczeństwem pogrążonym w bezhołowiu i rozpa­dzie

po co Kasie Rolniczych Ubezpieczeń Społecznych pięćdziesięcioosobowa rada nadzorcza,

czło­wieka w socjalizmie opisać można trzema parametrami: mądrość, uczciwość i partyjność, przy czym zasada rządząca opisem jest taka, że razem nie mogą występować więcej niż dwa z tych parametrów

kie­dy zaczynało brakować michy, polactwo szczerzyło zęby, a gdy już za­czynało szczerzyć zęby, to przypominało sobie skąd jego ród i skąd ród pasących się u władzy komuchów.

Po­pieram pomysł Macieja Rybińskiego, żeby dla oszczędności obie mi­łości polactwa połączyć w jednym pomniku, przedstawiającym Jaru­zelskiego internującego Gierka.

Wspomnę za to o czym innym. O tym, że „magister” Kwaśniewski, symbol tej umysłowej i pokoleniowej formacji, wychował się na pa­ryskiej „Kulturze”. Tak twierdzi. I na pewno w to wierzy, że stamtąd właśnie zaczerpnął swe duchowe inspiracje. I że całe życie był kry­tycznie nastawiony do peerelowskiego systemu. Po to tylko poszedł do partii, żeby go reformować. Wiemy to, bo sam tak mówił.

martwy jak solony śledź.

Pamiętam z dzieciństwa jakąś idiotyczną dobranockę, bodajże cze­ską, w której dwa rysunkowe misie siedziały na dachu i zagadywały przyjaźnie do księżyca, a księżyc się nagle odwrócił i, za przeprosze­niem, zrobił misiowi na głowę kupę

jeden wspólnik miał doświadcze­nie, drugi pieniądze, a po roku było odwrotnie

10:37, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (11) »
wtorek, 09 stycznia 2007

Status samozatrudnionego telepracownika jakkolwiek podły niesie ze sobą pewne minimalne satysfakcje. Np. możliwość powiedzenia szefowi: "wal się". Oczywiście chodzi o metaforyczne "wal się",  na "wal się" dosłowne nie pozwala mi kultura osobista i instynkt samozachowawczy.
 Wyszło tak, że Korporacja w swej nieskończonej mądrości podjęła się w naszym imieniu serwisowania... hmmm, urządzeń . Serwisowałem już różne rzeczy, ale żadne z nich nie było tak zbliżone do zmywarki (rygory konspiracji nie pozwalają mi napisać, co to naprawdę było) . W tym też kontekście padło wzmiankowane "wal się".
Wyszło na moje. Korporacja na kontrakcie popłynęła, a koledzy-zmywarkowcy ponieśli trwały uszczerbek na swym profesjonalnym imidżu. Nie tak dawno obsługiwali mainframe'y, a skończyli jak skończyli.
Względy polityczne nie pozwoliły Korporacji na zrzucenie producenta "zmywarek" ze schodów. Zamiast tego podniosła zaporowo cenę usługi, siakoś tak dwa razy.
I co?
Cenę zaakceptowali, kontrakt przedłużyli.
Nieszczęśliwy jest nasz serwis, bo nie dość, że był przez rok zmywarkowym popychlem, to jeszcze za pół ceny.
Wkurzony jestem ja, bo za tę nową, wyższą kasę Korpo już mi "zmywarek" nie odpuści.
Zgrzyta zębami producent, bo ma teraz najdroższy serwis na rynku.

Zadowolona z siebie jest tylko Korporacja. Ale u niej to normalne.

09:59, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 stycznia 2007
Wielu zastanawia chochola niemoc naszych rządów, jeśli chodzi o budowę dróg w ogóle, a autostrad w szczególności. Nie bez satysfakcji stwierdzam, że odkryłem przyczynę takiego stanu rzeczy. Mam wahania, czy się dzielić odkryciem, bo zostało okupione wysoką ceną. Nie pozna go nikt, kto nie zbudował i nie utrzymywał choćby kawałka drogi, więc jest to wiedza dostępna wąskiej grupie trzymającej walce i spychacze.

Zorientowani wiedzą, że mieszkam na końcu świata, tym odleglejszym, że do niedawna niedostępnym poza porą suchą: kawałkiem sierpnia i trzecim tygodniem lutego. Po zasiedleniu chałupy opcja cotygodniowego wypychania śmieciarki z bagna była nie do utrzymania. Z ciężkim sercem i coraz lżejszym portfelem wykorytowaliśmy bagno na metr w głąb, zasypaliśmy tak powstały wąwóz gruzem, a na wierzch poszło kilka wywrotek eleganckiego granitu. W ten sposób wzbogaciłem swoją gminę o 70 metrów dróg bitych.

Aliści nad chałupą moją zawracają nie tylko wrony. Ktokolwiek ma coś do załatwienia w naszej wiosce, przejeżdżając koło nas wie już, że się zagalopował, a dalej tylko czaple i Papuasi. Zanim powstała droga klnąc zawracał parę kilometrów dalej - teraz wpierdziela mi się na byłe bagno i masakruje moją A-1.

Okazało się, że budowa drogi to dobry uczynek karany surowo i nieuchronnie: wybudujesz - zaczną chamy jeździć, pojeżdżą - rozjeżdżą, zaczną narzekać - musisz naprawiać.

Nieprzekonanych zapraszam do siebie - żwir, taczki i szufla czekają



12:15, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 stycznia 2007

Jak na dworze, wiadomo, a w interku pogoda wciąż taka sama. Co się dziwić, że ludzie migrują do cyberprzestrzeni. Zwłaszcza, że życie trójwymiarowe nawiedzane jest nie tylko przez fronty niżowe, ale i wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwa. Nalepki ostrzegawcze na sprzętach AGD mogą co najwyżej odrobinę podnieść nasze szanse przeżycia.
W tym roku Wielką Nagrodę Porąbanej Nalepki Ostrzegawczej otrzymały:

  •   Uprasza się o niewkładanie osób - na pralce
  • Sprawdzając poziom paliwa nie oświetlaj zapalniczką - na skuterze wodnym
  • Nie prasować - na bilecie loteryjnym
  • Nie używaj jadąc samochodem - na książce telefonicznej  
  • Nie susz w mikrowelce - na komórce

Kiedyś komando islamistów usunie te cenne ostrzeżenia i ludność USA zginie w ciągu 48 godzin.

PS.
swoje chore komentarze polytyczne zabrałem na http://leniuch102.salon24.pl/.
Enjoy. ;-) 
piątek, 05 stycznia 2007

Kiedyś reguły były prostsze. A za cara Mikołaja to już w ogóle - człowiek za rubla zjadł, wypił, zapalił i jeszcze mu resztę wydali. Dzisiaj jadę przez Polskę z pięciozłotówką w kieszeni, a co za nią dostanę - niespodzianka. Czuję się jak Forest Gump przed kobiałką z kinderjajkami.
 Pół biedy w przewidywalnej Polsce A, na stacji renomowanej marki, gdzie piątal jest równowartością syntetycznej bułki z plasterkiem homogenizowanego poliestru. W zacofanej Polsce Be zaś...
Proszę o "bułkę z gyrosem", kładę piątkę i czekam na przekąskę.
Panna bufetowa wrzuca placek do tostownicy, oskrobuje opiekane mięsiwo, napycha nim rzeczony placek, wlewa pół litra keczapu, zasypuje wiadrem kukurydzy, mazia czymś białym, znowu wpierdziela pół warzywniaka i kiedy zastanawiam się, kiedy weźmie się za moje zamówienie - wręcza mi toto ze złotówką reszty.
Czym najlepiej czyścić szarą tapicerkę?
17:57, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
czwartek, 04 stycznia 2007

Film "Gry uliczne", napoczęty w poprzednim wpisie kończy się równie głupio jak rozwija i na stos trupów trafia również wścibski dziennikarzyna. I dobrze, w wolnym kraju polityczne zabójstwa z przeszłości są wyjaśniane przez niezawisłe sądy, a szukanie taniej sensacji to hobby frustratów i nieudaczników. Proponuję wyznawcom trzeźwego osądu zakończyć w tym momencie lekturę i kliknąć na spieprzajdziadu.pl.

Jakiś Pyjas jednakowoż istniał i dla świętego spokoju należałoby wydostać akta mitycznego "Ketmana", ot choćby żeby zatkać gęby malkontentom. I tu zaczyna być ciekawie, bo minister Kozłowski, filar Unii Demokratycznej, odmawia akt wysokiemu sądowi. Odmawia, bo może, nie daje, bo nie musi. Czyżby "Ketman": a.) istniał b.) wciąż był nietykalny?

Zaniepokojonych uspokajam, że gdyby Ketman istniał, to dowolny kolega Pyjasa z opozycji, jakiś np. Bronek mógłby sięgnąć do swojej teczki i łatwo zidentyfikować donosiciela, więc teorie spiskowe biorą tu w łeb, right?
No nie do końca, bo w dziesięciolecie III RP żadnemu 'pokrzywdzonemu' nie pokażą jeszcze akt, widział je tylko wspomniany Kozłowski z kolegą.

Mijają kolejne lata i "chorzy z nienawiści" mogą z łaski IPN w końcu sobie luknąć. Patrzy i Bronek, łapie się za głowę, potem za telefon i dzwoni do "Ketmana":

-To ty?!
-To ja.

Minister Kozłowski do końca zaprzecza i dementuje pomówienie, jakoby członek kierownictwa Wyborczej, redaktor M. był agentem SB - Ketmanem. Wieloletnim, całkowicie oddanym sprawie, z własnej inicjatywy wynajdującym haki na kolegów. Minister milknie dopiero, kiedy sam agent Ketman-Maleszka przyznaje się do współpracy.

That's it, oto happy end, veritatis splendor, czas do domu.

Nie? Dobra, ostrzegałem.

Bronek, tak jak Ketman, istnieje naprawdę i jak Ketman robi w mediach. Bo Ketman jest, gdzie był - włos z głowy mu nie spadł, nadal pracuje w Wyborczej. Wywalono, ale Bronka z "Rzeczpospolitej", a Inspektor Ochrony Danych Osobowych wdrożyła postępowanie. Agent nie agent, danych nie wolno ujawniać, panie Wildstein. Także biegły sądowy, który orzekał przyczynę zgonu Pyjasa ("samoistne zadławienie") wytacza Wildsteinowi proces o zniesławienie. Bronek jak zwykle przegrywa.
Nieudacznik.

Gwizdy, kurtyna.




Disclaimer
Chybionym celem notek pt "Klechda domowa" było wywołanie u czytelnika niedowierzania i poczucia dyskomfortu. Autor posłużył się w tym celu starannie wypreparowanymi "faktami" i elementami scenariusza filmowego. "Ujawnione" zdarzenia jako od dawna powszechnie znane nie są jednak w stanie rzucić cienia na architektów polskiej transformacji, ani wzbudzić sympatii do osób i działań wielokroć potępionych przez opinię publiczną.

środa, 03 stycznia 2007

Udzielam się ostatnio jako etatowy prawicowy oszołom w komentarzach pod blogiem jednego młodego zdolnego. Zainspirowany rozsądkiem współkomentującej młodzieży postanowiłem dla odmiany opisać absolutnie nieprawdopodobną historię, której największym mankamentem jest jej (nie)stety prawdziwość.

 Rzecz się zaczyna w moich czasach wczesnoszkolnych: siedzę sobie na dywanie przed nowym, czarno-białym rzecz jasna telewizorem, marki Vistula, produkcji rodzimej. W dzienniku Loska, a może nie Loska, między relacjami z wytopu surówki a wynikami wydobycia węgla serwuje taką mniej więcej wiadomość:

-Wbrew pojawiającym się plotkom przyczyną śmierci takiego-to-a-takiego nie było pobicie. Biegli orzekli ponad wszelką wątpliwość iż rzekoma ofiara zakrztusiła się własną krwią.

W czasach dzisiejszych taki news to żaden news. Wtedy jednak, w dekadzie sukcesu, info o pobiciu kogoś w szczęśliwym PRL było jak granat wrzucony ludziom do talerza z zupą. To się nie mieściło w głowie. To raz.
Po drugie, ważniejsze, biła w uszy jakaś manipulacyjna pokrętność tego tekstu. Pierwszy raz w życiu miałem pewność, że mój własny telewizor próbuje mnie zrobić w bambuko. Pamiętam, że odwróciłem się w kierunku Mamy, która z wyżyn absolutnego autorytetu potwierdziła moje wątpliwości:

-Tak jest, pewno mu ktoś ryło wcześniej obił.

Minęły lata, w zupełnie nowym telewizorze, w zupełnie nowej, III RP, obejrzałem sobie absolutnie pokręcony film o młodzieńcu, któremu sprawa 'obitego ryja' nie dawała spokoju bardziej niż mnie. Dziennikarz ów już współcześnie próbuje wyjaśnić kto i za co zatłukł krakowskiego studenta Staszka Pyjasa, z którego śmierci tak nieporadnie tłumaczyła się przede mną Loska w 1977.

Film jest odjechaną polityczną fikcją z gatunku chorych fantazji Maciarewicza. Student - rzecz jasna opozycjonista - wcale nie wywraca się przypadkiem o wycieraczkę (lubieją studenty wypić), tylko jest zlikwidowany przez SB, bo zdemaskował ważną wtykę, niejakiego Ketmana. Wykonawca wyroku i oficer oczywiście giną, a tropy prowadzą... Tu właściwie mógłbym urwać tę bzdurę, ale całość reżyseruje Krzysztof Krauze i tzw. życie, więc stay tuned i przed częścią 2-gą nie wrzucajcie tematu do googla.
wtorek, 02 stycznia 2007

Tytułowy Angeło to wymyślony 20 lat temu przez Wojtka Manna korespondent z bratniej Sofii. Angeło właśnie dołączył do eurokołchozu, co jest fantastyczną zupełnie sprawą. Teraz on przejmie od nas unijny rekord w konkurencji "najwięcej popsutych zębów per szczęka" tudzież "jak często okładasz żonę gorącym łańcuchem".
Overnight staliśmy się o-kurde-jak-dużo-bardziej-europejscy, zwłaszcza że do statystyk oprócz Angeło dołoży się jeszcze hrabia Dracula. Mnie to cieszy z jeszcze jednego powodu: dopiero co dowiedziałem się, że moja wyrąbista autotorpeda ma pod maską europejską średnią (czyli 115 koników) a już dziesięć milionów użytkowników dacii pociągnęło to średnią w dół, czyniąc mnie tym samym zupełnie ponadprzeciętnym europejskim rajdowcem.
Tak wiem, passaty/bentleye/ursusy wielu z czytelników i bez tych machlojek wylatywały nad europejskie poziomy, więc na zgodę zamieszczam poniżej naprawdę silny silnik, który każdą seryjną brykę zapędza do Krainy Kompleksów.
Madames et Monsieurs, Wartsila-Sulzer RTA96-C, 108 kiloKoni Mechanicznych.
KILO koni, powtarzam.

09:08, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2
Archiwum