poniedziałek, 25 stycznia 2016

Od dobrych dziesięciu lat nowy sprzęt muzyczny wyposażany jest w gniazdo usb, w które można wtykać coraz tańsze i pojemniejsze pendrajwy. Względnie tani pendrive 32 GB to odpowiednik - ja wiem ? - 300+ płyt cd zgranych w jakości 320 kbitów. Wystarczy? Aż nadto. A jeśli nie wystarczy, to za miesiąc pojawią się pendrive'y dwa razy większe i  - znowu wystarczy.
Ale - umówmy się - sprzęt ze sterczącym pendrivem, ba, sam fakt ganiania z pendrivem wte i wefte, z kompa do odtwarzacza i z powrotem, niesie pokusę zastąpienia tego, w pełni skutecznego rozwiązania, czymś "lepszym".
Czyli odtwarzaczem sieciowym.
Pokusę tę najlepiej zwalczyć prosząc domowników o wysmaganie kablem, a jeśli nie przechodzi - zdzielenie w głowę przełącznikiem sieciowym 19 cali. Porzucając bowiem sprawdzony świat nośników elektronicznych i wkraczając w krainę inter- i ether- netu gotujemy sobie i bliskim drogę przez mękę.
"Sieć' zamiast cd czy pendrajwa to na pozór to genialne rozwiązanie, czyste koncepcyjnie, eleganckie i co więcej - kiedy działa - to działa.
Ciekawie zaczyna być, kiedy działać przestaje. Zasiadasz w niedzielny wieczór, żeby posłuchać muzyki z serwisu internetowego... no dobra, tu dygresja. Nie jest to artykuł sponsorowany i nie zamierzam niczego promować, ale z drugiej strony zabijają mnie sformułowania jak "popularny serwis społecznościowy", kiedy wszyscy wiedzą, że chodzi o fejsa. No więc w moim przypadku ten "popularny serwis muzyczny" to spoti. Więc odpalasz spoti, żeby zrelaksować się przy - powiedzmy - Krzysztofie Krawczyku, a tu Krzysztof dostaje czkawki - gra- trzy sekundy nie gra - znowu gra. Kiedyś przetarłbyś CD szmatką, a w przypadku odtwarzacza sieciowego? Czy dzwonić do dostawcy internetu, czy udusić dziecko, które łupie w sieciowe gta oglądając youtube i słuchając własnego spoti, blokując w ten sposób sieć, a może po prostu zrestartować router? A może to serwery spoti się nie wyrabiają, albo ruch jest przycinany gdzieś dalej, na jakieś półce w szafce telekomunikacyjnej kolejnego węzła?
Nie wiesz i się nie dowiesz. Fakt faktem, u mnie spoti się przycina przez jakieś 10% doby, ale  umówmy się, mam jeszcze przynajmniej kilka źródeł muzyki.
Pierwszym i najważniejszym - moja właśna kolekcja zgranych lub spiratowanych cd, udostępnianych przez serwis DLNA na starym kompie.
Standard udostępniania mediów DLNA ogólnie rzecz biorąc działa bez pudła, ale w naprawdę, naprawdę prymitywny sposób. Po pierwsze, odtwarzacz nie potrafi zapauzować utworu. Po drugie, nie umie stworzyć listy ulubionych, nie zna pojęcia kolejki odtwarzania, do której możnaby wrzucać następne utwory wybierane w trakcie słuchania bieżącego, nie pozwala wyszukiwać w kolekcji, nie zapisuje historii.
Nie wykluczam, że na rynku istnieje komercyjny serwer DLNA z aplikacją na smartfona, która będzie miała w/w a brakujące funkcje, ale na razie korzystam ze standardowej aplikacji jamachy, która umie tylko wybrać album i tłuc z tego albumu.
Istnieje rozwiązanie w pół drogi: jeszcze darmowe, a już obsługujące playlisty i trochę więcej. Jest nim serwowanie muzyki z biblioteki itunes, applowskiego standardu. Jeśli odtwarzacz obsługuje przesyłanie airplay (my does), można grać z peceta, a zarządzać całym kramem, czyli nadającymi itunes i odbierającym odtwarzaczem za pomocą smartfona, tworząc sobie - a jakże, plejlisty.


Każde z w/w rozwiązań ma zady. ma walety i mnóstwo, mnóstwo zastrzeżeń drobnym druczkiem, o których wkrótce.

08:35, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 11 stycznia 2016

Strumień i stream brzmią dość podobnie i znaczą z grubsza to samo. W środku zimy chodzi mi o strumień muzycznych danych cyfrowych które trafiają z komputera do świeżozakupionego... no cóż odtwarzacza sieciowego, tak trzeba pudełko chyba nazwać.
Z przechowywaniem i odtwarzaniem muzyki jest tak, że opiera się na zdumiewająco starej technice. Wtyczka słuchawkowa np., czyli popularny jack to XIX wiek.  CD - wiek 20. CD się zestarzało szybciej niż wtyczka i w zasadzie od jakichś 10 lat powinno być martwe, zastąpione przez strumień danych cyfrowych właśnie.
Wróżyłem to dawno, bodajże od czasów.. nie nie napstera, a konkurencyjnego serwisu audiogalaxy. Audiogalaxy miało bardzo bogaty katalog nagrań, oczywiście pirackich, który po paru szybkich procesach zniknął wraz serwisem, dając wszakże przedsmak, czym mógłby by być internetowy serwis muzyczny z wszystkimi nagraniami świata dostępnymi dzięki paru kliknięciom.
Po wymordowaniu piratów rynek muzyczny zastygł w strupieszałej formie na parę lat, praktycznie zmonopolizowany przez tradycyjne cd z jednej strony, a chciwy ponad wszelkie pojęcie Apple Music  - z drugiej.
Ten smutny czas przetrwałem w podziemiu działajac wg schematu - ściągam muzykę z bittorrenta i wypalam. Stos pirackich płytek ma jednak to do siebie, że trzeba go jakoś ogarniać: składować, katalogować, utrzymywać w porządku czyli zamiast hobby uprawiać regularną magazynierkę. Do tego nagrania mniej popularne, np. polskie szybciutko z torrentów znikają, torrenty to skarbnica dla fanów Justyny Bieber raczej niż Justyny Steczkowskiej.
Kapitalizm w końcu zadziałał, dzięki Szwedom, którzy wymyślili spotyfaję. Kiedy cała klasa syna zaczęła używać tego serwisu, zrozumiałem, kto będzie rządził na rynku i zanabyłem zgodny ze spotyfają odtwarzacz. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym przed kupnem nietaniego odtwarzacza nie spróbował podłączyć starego laptopa ze spotyfają do starej mini-wieży, ale znalezienie laptopa, który jednoczeście dawałby przyzwoitą jakość na wyjściu słuchawkowym oraz nie hałasował wentylatorkami okazało się niemożliwe.
Czy było warto? Czy zestaw daje radę i czemu zużyłem cały przydział brzydkich słów na 2016 w trakcie instalacji odtwarzacza -  w następnym odcinku. Stay tuned.

niedziela, 03 stycznia 2016

Czasowa emigracja z bloga moja wiązała się z wyprawą w świat mediów społecznościowych. Wracam nieco przestraszony. Kulturalni w realu ludzie na fb i g+ mają skłonność do zachowań wręcz chuligańskich. Ja tutaj -  pod pseudonimem - pozwalam sobie na mniej niż oni tam pod nazwiskiem.
Pierwszy tydzień pobytu na fb spędziłem eliminując ze swojej tablicy toksyczne lub nawymiotne treści, dostarczane mi przez znajomych i rodzinę. Kiedy odfiltrowałem komunikaty obrońców demokracji, obrońców białej europy i całą prawdę o szczepionkach, to zostały mi tylko zdjęcia psów i filmiki z kotami.
Jako mieszkaniec wsi i współwłaściciel 2 psów wzbogaciłem fb o fotoreportaże ze spacerów, budząc życzliwe zainteresowanie koleżanek z podstawówki, które jednak - co tu ukrywać - w międzyczasie posunęły się masakrycznie.
W związku z czym zaprzestałem.
I jestem back. I mam parę uwag.
Postęp, postęp everywhere. Kraj pokryła sieć autostrad... no, prawie, wszechobecne szkoły wyższe produkują więcej magistrów niż w ogóle jest młodzieży w Polsce, biedronka za grosze karmi i ubiera szerokie masy...
Samorządom pozostało zaspokajanie potrzeb najbardziej wysublimowanych. We Wrocławiu np wożą studentów kolejką linową między budynkami czy fundują Centrum Wiedzy o Wodzie.
A jednak... podczas świątecznego spaceru wokół malowniczego stawu, utrzymywanego we wzorowym porządku przez Koło Wędkarzy "Wir" napotkaliśmy świeżo wywiezione do lasu stare okna, wywalone na wielką stertę opodal ścieżki. Goście, którzy wywozili syf do lasu za komuny już poszli byli na emeryturę, ani chybi to ich podrosłe dzieci, wyedukowane ekologicznie w szkole, być może wyższej, podtrzymują tradycję.
Do tego lasu jest dość łatwo wjechać, śmieci w takim miejscu to skandal, ale jakoś tam wytłumaczalny.
Nieopodal jednak znajduje się całkiem niedostępny kurhan z epoki brązu, zagubiony między strugami w zagajniku pośród ornych pól. I u stóp tego kurhanu, w fosie go okalającej, ktoś porzucił spory fotel obity brązowym skajem. No, chyba, że celtyccy woje sprezentowali swemu pochowanemu w kurhanie wodzowi fotel na pobyt w zaświatach.
Miałem chwilę zawahania, czy nie udokumentować powyższych okropności i nie wrzucić na fejsa z płomiennym komentarzem... ale jakos mi się odechciało. Płomiennych komentarzy jest na fb opór.
Tymczasem śnieg przysypał las i śmieci w lesie też.
Jest znowu pięknie.

środa, 02 grudnia 2015

Wbrew rozpowszechnionemu i uzasadnionemu przekonaniu mecz Ekstraklasy wcale nie musi być tępą, brutalną kopaniną. Odkryłem to przy okazji tytanicznego pojedynku Śląska Wrocław z Termaliką Nieciecza. Obejrzałem go zachwycony z trzech powodów - po pierwsze chłopaki uwijali się jak 22 Neymarów, po drugie, na widok tak niecodziennej dyspozycji piłkarzy zamilknął trywialny komentarz dziennikarzy nsportu. Trzecim powodem było to, że zdążyłem obejrzeć go przed pracą, w ciągu 45 minut.
Po prostu z braku czasu obejrzałem nagrany w nocy mecz na podglądzie przewijając w tempie dwukrotnie szybszym od oryginalnego.
Było jak w La Liga.

22:49, leniuch102 , polecam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 listopada 2015

22:27, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »

Miałem ostatnio okazję polecieć do Niemiec i z powrotem. W Polsce - tradycyjnie - w Niemczech - nowocześnie. We Wrocławiu na lotnisku zwykłe piszczące bramki, we Frankfurcie szklane kabiny, ani chybi skanujące wszystkie zakamarki skanowanego.
Podróżni - jak można się spodziewać - ciężkawi faceci w średnim wieku głównie, oblicza różowe, po części niemieccy menedżerowie średniego szczebla jadący do pracy w Polsce, po części polscy fachowcy wracający z pracy w Niemczech, plus grupka młodzieży korporacyjnej. Standard.
Wszyscy równie starannie przeszukiwani przez lotniskową ochronę - wiadomo, zamachy. Jak raz miałem w plecaczku śrubokręt - tak już mam, podróżuję ze śrubokrętem. Tym razem został on o dziwo wykryty na prześwietleniu i pan z obsługi zaczął przetrząsać bagaż, żeby mi skonfiskować narzędzie, które koniec końców udało mi się jednak uchronić przed konfiskatą, niestotne.
Sytuacja ta pobudziła mnie jednak do refleksji, takiej mianowicie, że wystajemy w tych idiotycznych kolejkach od piętnastu lat - Polacy i Niemcy po równo, mimo, że żaden z nas żadnego samolotu nie porwał, nie wysadził, a nawet nie próbował. Jaka to jednak w sumie gigantyczna strata czasu i do tego nieskuteczna - całkowicie. Żaden, ale to żaden z zamachowców nie przypominał nawet z daleka pasażerów naszego lotu. Gdyby z tych fanatyków z Paryża, Nowego Jorku i Bóg wie skąd jeszcze wylosować dowolnego i postawić wśród nas, nawet dziecko z przedszkola wskazałoby go bez problemu, tak zupełnie inaczej wyglądają.
Żaden skaner, laser, rentgen - wystarczy para oczu, żeby stwierdzić: w tej kolejce terrorystów raczej nie ma, wsiadajcie chłopaki.
O ironio, młodzieńcy, którzy nas prześwietlali i rewidowali, co do jednego byli szczupłymi smagłymi Niemcami pochodzenia bliskowschodniego, wyglądającymi zupełnie jak przeciętny zamachowiec. Ktoś nieuprzedzony, np. kosmita obarczony zadaniem zabezpieczenia lotów, po wrzuceniu do swojej sztucznej inteligencji danych o dokonanych do tej pory aktach terrorów w pierwszym kroku zapewne usunąłby z lotniska jego muzułmańską ochronę.
Jakie szczęście, że kosmici razem ze swoją rasistowską sztuczną inteligencją zostali na Alfa Centauri.

środa, 04 listopada 2015

Z niejaką posępną dumą stwierdzam, że miejsca takie jak to, do których włazi się wklepując adres typu niewydarzony.blog.pl to żywa skamielinia wczesnego internetu. Internet współczesny dawno przeniósł się na fejsbóki, tłytery i instagramy. I na jutubę.
Oprócz oczywistych minusów ta sytuacja ma także plusy. W naszym - paleointernautów - coraz węższym gronie pozwolę sobie od czasu do czasu na jakiś skandaliczny wybryk.
Nie żeby od razu na k.. i ch..., ale takie kontrolowane szaleństwo w granicach dobrego smaku. Dzisiaj będzie to refleksja nad in vitro, sprowokowana przez Leniuchową, która zwróciła uwagę, że na 22 tysiące par, które skorzystało z programu, urodziło się tylko 3 i pół tysiąca dzieci.
Otóż, Mili, gdyby 11 tysięcy Pań, zamiast męczyć się po klinikach strzeliło po lufie na odwagę i poszło w tango z przygodnie napotkanym nieznajomym, wtedy moim skromnym zdaniem skończyłoby się to sporo większą ilością ciąż.
Wiem, że to nie to samo, dzieci miałyby zakazane ryje przygodnych nieznajomych itp. ale jaka oszczędność dla budżetu.
Zbulwersowani?
Soraski.

środa, 21 października 2015

Yup, z okazji dnia Powrotu Do Przyszłości przyznam się, że 21 października 2015 roku mam dokładnie tyle lat, ile "staruszek" Marty McFly z zabawnych filmów Zemeckisa. Co oznacza ni mniej ni więcej, że mógłbym opowiedzieć wam parę rzeczy o roku 1985, w którym Marty wyruszył w swoje podróże do 1955 i 2015.
śmiem twierdzić, że współczesny nastolatek, np mój syn, dostałby dużo większego szoku przeniesiony do 1985, niż Marty w 2015.
W 1985, Mili, w moim domu nie było ani jednego przedmiotu, który nie byłby wyprodukowany w Polsce. Każdy kurna ręcznik, kapeć, żarówka, rower - powstał z trudu polskiego robotnika i został pracowicie wystany w kolejce przez polskiego konsumenta.
Nic dziwnego, że bezrobocie nie istniało, ba, była bodajże ustawa o niebieskich ptakach, która delegalizowała niepracujących. Niepracujący zresztą miał przekichane, bo niby skąd miał brać kartki na mięso, wódkę, kawę i fajki?
Duży, rodzinny samochód kosztował 100 PLN.
Ale trzeba było dopłacić za lusterka wsteczne, których nie było w standardzie.
I co, Zemeckis, wymyśliłbyś coś takiego?

23:35, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
piątek, 16 października 2015

Dach jest wspólny, uchodźcy w większości pozostają na zewnątrz. Mam na myśli azjatyckie  chrząszcze zwane biedronkami nindżja, które w niewyobrażalnych ilościach obsiadły seledynowe ściany naszej chaty. W przeciwieństwie do poczciwej bożej krówki zwanej także siedmiokropką przybysze przemieszczają sie stadami, czy raczej - chmurami. Zastanawiam się, czy to nie one pożarły komary, których w tym roku ani widu ani słychu.
Nawiązując do innej, dużo bardziej widowiskowej migracji, tzn. tej ludzkiej mam swoją teorię co do jej przyczyn. Wydaje mi się, że inwazja Syryjczyków/Afgańczyków/Somalijczyków sprowokowana została kazaniami w meczetach, jednak nie w sposób, jaki się powszechnie przyjmuje.
Młodzi ci ludzie bynajmniej nie przybyli, by objąć Europę w posiadanie dla islamu. Myślę, że od jakiegoś czasu wysłuchiwali co piątek mniej więcej takiego przesłania:
"Owszem, może i ma ta Europa jakieś plusy, typu szybkie niemieckie auta dla każdego czy ogromne hipermarkety, w których tambylcy próbują bezskutecznie zapełnić życiową pustkę.
Ale chodzi o to, żeby te wątpliwe plusy nie przesłoniły wam niewątpliwych minusów. Otóż, o zgrozo, po tamtejszych ulicach przechadzają się w cieplejsze dni roznegliżowane - nie da się tego nazwać inaczej - zdziry, od licealistek po matki dzieciom, a wszystkie chętne by wciągnąć do swego moralnego bagna pobożnych muzułmanów!"
I lawina ruszyła...

16:59, leniuch102 , z bagien
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 września 2015

Socjalizacja – (z łaciny socialis – społeczny), proces rozwoju społecznego człowieka, kształtowania jego osobowości, przekazywania systemu wartości, norm, wzorów zachowań, obowiązujących we współżyciu z innymi ludźmi. Socjalizacja dokonuje się poprzez oddziaływanie rodziny, osób i instytucji

- O, ojciec grasz w Fifę. Fifę 16!? Niemożliwe, dopiero za tydzień wyjdzie. Stachu kupił ale przedpłatę na złotą edycję,
- Nie wierzę w przedpłaty. Ani kupowanie.


                                                          * * *

- O, ojciec jesteś  niby w pracy, a znowu łupiesz w fifę.
- Zdaj do gimnazjum - wślizg - potem liceum -podanie  - potem pięć lat politechniki - główka - potem znajdź sobie robotę jak - podanie  - moja, potem siadaj obok, zagramy razem - gol!

                                                         * * *

- Stachu poszedł z przedpłatą do empiku ale fifę już wykupili, no to poszedł do saturna, ale popatrzyli na paragon z przedpłatą i powiedzieli że z empiku nie honorują.
- I nie gra?
- No nie.
- He he, niech wpadnie, dam mu pyknąć.

Tagi: fifa 16
11:36, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 września 2015

- Powiedzcie: k--wa
- Trzeci raz w jednym zdaniu, panie reżyserze?
- Nie rezonujcie, powiedzcie.
- K--wa.
- Głośno i wyraźnie, jeszcze raz.
- Ale ludzie tak nie mówią
- Zaaaaaamknij się. Ten upał mnie wykończy. Głośno i wyraźnie, jak was w szkole aktorskiej uczyli.
- K--WA!
- I niech się jeszcze raz uśmiechnie panie reżyserze, bardzo ładne zęby ma
- O to chodzi. A teraz się uśmiechnijcie.
- Dżizas, to mam bluzgać czy się uśmiechać?
-Bluzgać i się uśmiechać. No, błyśnijcie tymi zębiskami, niech wypadnie tak - wiecie - łobuzersko.

    * * *
- Zakościelny?
- Zwariowałaś? Za śliczny!
- Kot?
- Za wysoki! I za ładny.
- To kogo ty chcesz obsadzić? Jakiegoś gnoma?
- Otóż właśnie. To musi być jakiś taki brzydal taki, ale nie efektowny, tylko bardziej taki pokurcz jakiś, przykurcz, psiakostka, taki z dziobatym ryjem i tłustymi włosami, ale sam żeby chudy był...
- Czekaj czekaj, coś mi się kojarzy... Milicjanta - alkoholika grał... I dziecioroba, na końcu go zadźgali
- Tak wiem, idealny będzie, to w "Domu złym" było!
- Ten sam, takie burackie nazwisko ma jak sam wygląda, Stopa czy Wtopa...
* * *
- Gdzie te helikoptery?
- No na lotnisku.
- Nie przylecą?!
- No nie. Miały być i są. Ale żeby latać - to nie.
* * *
-Słuchajcie Wtopa, muszę zaklajstrować jakoś te pięć minut, co helikoptery miały brawurowo ostrzeliwać meczet robiąc cyrkowe uniki przed granatnikami dżihadystów.
 - Z braku helikopterów, granatników i meczetu do ostrzelania?
- Wiedziałem, że zrozumiecie. I teraz trzeba, żebyście zaimprowizowali z tym Bułgarem jakąś gadkę szmatkę - czy ja wiem - o rodzinie, pokażcie zdjęcia, powzdychajcie...
- Przez pięć minut???
- No nie wiem, zapalcie papierosa, popatrzcie w okno, zróbcie minę, znowu popatrzcie.. Jak to w polskim filmie, rozumiemy się?

12:57, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
wtorek, 25 sierpnia 2015

Świat należy do 35-latków.
Cytuję za Superexpressem:
"Co łączy męża Marty Kaczyńskiej (35 l.), mecenasa Marcina Dubienieckiego (35 l.), i byłą żonę bramkarza reprezentacji Polski Artura Boruca (35 l.) - Katarzynę Modrzewską (35 l.)? Okazuje się, że oboje mają zamiłowanie do robienia interesów."
He, brzmi jak streszczenie komedii romantycznej.
Z przykrością konstatuję, że nie mam już 35 lat, mam za to zamiłowanie do robienia interesów. Czytaj: kredyt we frankach i akcje KGHM.
Po stronie plusów: wciąż jestem na wolności, w odróżnieniu od Marcina D. i p. Borucowej. Ba, prosperuję i mam perspektywy. Właśnie dostałem pismo z ZUS-u, że planują dla mnie emeryturę. To świetna wiadomość w tych niełatwych czasach, zwłaszcza, że dla Leniuchowej ZUS zasadniczo emerytury nie przewiduje, tylko jakieś kieszonkowe, jak dla większości obecnych 35-latków.
I to jest ten moment, kiedy wkraczam do akcji i nakreślam Plan C, który zapewni Leniuchowej godną - ekhem  - starość. Znaczy - ja emeryturę mam mieć, ona - nie bardzo i jak temu zaradzić. Rozegramy to w trzech punktach:
- w oparciu o naszą inwestycję w nieruchomości, czyli zanabytą w lepszych czasach działkę, obecnie porośniętą pokrzywą,
- za pomocą syna, obecnie małoletniego ale kiedyś tam - w sile wieku oraz
- beczki ze spirytusem.
Kiedy nastąpi ów moment, że Pan powoła mnie do siebie i rodzina będzie zagrożona zniknięciem mojej emerytury z domowego budżetu, syn uda się na działkę, wkopie tamże beczkę ze spirytusem, a następnie umieści w niej moją doczesną powłokę. Nie inaczej postąpiono z admirałem Nelsonem, kiedy francuski pocisk pod Trafalgarem przerwał jego błyskotliwą karierę.  Z tym, że ja posiedzę w tej beczce ciut dłużej, tak, by nie przerywać dopływu kasy z ZUS. Kiedy i Leniuchowa zawinie się z tego świata wtedy i moje zejście zostanie - hmm - sformalizowane.
Chyba, że syn zdecyduje się na drugą beczkę.

09:43, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
piątek, 07 sierpnia 2015

Między nami, po ulicy, na ogół pojedynczo, chodzą sobie osobnicy z tzw. kopytem w ręku, albo tradycyjnie - w nodze. Jeśli talent ten zdiagnozować odpowiednio wcześnie, ludzie tacy mogą się zrealizować na ringu. W resorcie. Na bramce.
W dziedzinie tej, jak każdej innej, duży może więcej. Fajnie jest być małym, póki bije się małych, w klatce z Saletą dużemu już trochę łatwiej. Niebywale rzadkie przypadki, kiedy jednak mały daje sobie radę odbijają się szerokim echem, niemilknącym przez tysiące lat, jak w przypadku Dawida. Nawet wtedy zwycięstwo małego warunkowane jest wsparciem Opatrzności i przewagą techniczną.
Podzielam fascynację szerokiej publiczności historiami o małych, ale dzielnych rycerzach np., ale również o rycerkach, które może są i słabsze jako płeć, lecz w konkretnym przypadku księżniczki Xeny czy księżniczki Fiony rozstawiają zbirów po kątach.
Z rezygnacją ale i zrozumieniem przyjmuję fakt, że właśnie dorasta pokolenie panien wychowanych na tych filmach, które - zainspirowane - łażą po mieście bijąc inne panny oraz nietrzeźwych przechodniów. Ba, z pewnym uznaniem konotuję, ze nie atakują prawdziwych stukilowych zbirów, czy choćby trzeźwych.  Film bowiem filmem, a życie - życiem i nawet najudatniejszy kopniak zdolnej nastolatki nie przesunie dużego brutala - nie pozwoli mu na to prawo zachowania pędu konkretnie.
Co zatem wzbudza mój protest? Po co ta notka? Otóż... moda na zabójcze mistrzynie karate w Holywood zdaje się nie mieć końca. Paradoksalnie, o ile męscy bohaterowie uwiarygadniają się wyżyłowaną muskulaturą w stylu Bruce'a Lee, lub po prostu - muskulaturą, to w kolejce do ról kobiet-zabójczyń, siewczyń śmierci, pogromczyń całych armii ustawiają się panie maksymalnie wiotkie.
Postawna księżniczka Xena odeszła bezpotomnie. Supermenka ad 2015 nie ma śladu mięśni. W całości składa się ze dobrej figury, wielkich oczu i elastycznego kombinezonu ściśle figurę opinającego.
Inspiracją do tej notki jest tak naprawdę absurdalna kariera Scarlett Johanson. Wszyscy kojarzą nastoletnią Scarlett z filmu Między Słowami, szczuplutką blondynkę ze sporym biustem i całkowicie cielęcym spojrzeniem. Warunki predystynują pannę Johansonn do ról narzeczonych lub młodych mężatek, jej żywiołem w oczywisty sposób jest sypialnia, sportem - spacery z wózkiem.
A jednak Scarlett okupuje filmy akcji w których calkowicie zaprzecza swojemu naturalnemu zachowaniu i wyglądowi jako diaboliczna (w intencji reżysera) Czarna Wdowa. Patrząc na nią - cierpię, dysonans roli i warunków przyprawia mnie o ból zębów.
Lubię Scarlett za miły pyszczek i cycki, czemu uparła się rujnować niezłe filmy?
Proszę przekazać powyższe p. Johanson angielszczyzną lepszą niż moja.Black-Widow-Natasha-Romanoff-played-by-Scarlett-Johansson
http://itsjustmovies.com/wp-content/uploads/2013/10/Black-Widow-Natasha-Romanoff-played-by-Scarlett-Johansson.jpg

16:08, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 sierpnia 2015

Z firmą Pimpex łączy moją korporację niełatwa relacja miłościonienawiści. Pimpex (nazwa fikcyjna) przez lata był naszym dystrybutorem, co zasadniczo oznacza, że miał licencję na tłuczenie nieprzytomnej kasy za nic lub prawie za nic.
Tak jak lampart nie wyzbędzie się cętek a skorpion - żądła, tak w Polaku nie nigdy nie zgaśnie jego słynna w świecie zdolność to kombinacji. Polak - biznesmen potrafi więcej, podpisze kontrakt za milion, a dodatkowo świśnie pióro oraz papier toaletowy. Przepompuje mydło w płynie od własnego słoika, wyjmie bateryjkę z biurowego zegara i włoży własną - zużytą.
You name it.
W efekcie takich działań (lub ekwiwalentnych - na jedno wychodzi)  Pimpeksowi wypowiedziano współpracę. Właścicielom Pimpeksu zawalił się świat: jak to, czyżby ktoś inny poza nimi był zdolny do wystawiania faktur i rozsyłania pudeł? Jak to, ci debilni Amerykanie radzą sobie bez nich, geniuszy byznesu? Czy to w ogóle możliwe?
Pimpeks, by wrócić, musiał poddać się upokarzającemu oczyszczeniu, naprostowaniu ścieżek, przeklikaniu szkolenia z etyki biznesu etc.
Żałuję, że dowiedziałem się o tym dopiero PO wyjeździe integracyjnym sponsorowanym przez Pimpex.
Wyjazd był tematyczny. Tematem była ciężka praca w sztolniach niedoszłej kwatery Hitlera w Górach Sowich. Wydano nam opaski z napisem "robotnik przymusowy" w gotyku. Do łapy dostaliśmy po kennkarcie z własnym zdjęciem, ściągniętym z korporacyjnej kartoteki. Zza rogu wybiegła grupa rekonstrukcyjna wykrzykująca niemieckie przekleństwa znane z Czterech Pancernych i zagnała nas do samochodów.
W sztolniach normalni turyści poruszają sie płaskodennymi łodziami. My, jako uczestnicy eventu premium dostaliśmy wodery, czyli przerośnięte gumiaki. Dla podniesienia atrakcyjności zgaszono nam światło, wręczono za to dwie pochodnie płonące czymś śmierdzącym. Przy wyjściu naskoczyła na nas grupa rekonstrukcyjna. Na nieszczęście zostawiłem kennkartę w kurtce w aucie, co próbowałem wytłumaczyć p. oficerowi, ale albo miał coś nie tak ze słuchem albo z niemieckim. Znowu usłyszałem pełen zestaw od hende-hoch do schweine, wspominał też coś o brunnerze, a w oddechu wyczułem wyraźną nutę sznapsa.
I tak przez dwa dni, a w nocy po cichu spakowałem się i uciekłem do Breslau.
Pimpex najwyraźniej nie oglądał "Żądła" i nie wie, że "zemsta jest dla frajerów".

13:40, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 lipca 2015

Tysiące kilometrów: głównie oktawką, ale też kajakiem, 4x4, dmuchaną oponą etc. Służbowo, integracyjnie i wakacyjnie, a to wszystko od ostatniego wpisu.
Zacznę od końca czyli wizyty w Brobdingnag, krainie gigantów. Rozpościera się ona nad brzegami Adriatyku. Zaludniają ją głównie Holendrzy, głównie dwumetrowi. No w każdym razie mieli swój zjazd na naszym kempingu na Istrii. Nawet nieletnie Holenderki strzaskane na mahoń, kłusujące stadkami po trzy i odziane w żarówiaste pomarańczowe kostiumy nie schodziły poniżej metra osiemdziesiąt. W kolejce po bułki czułem się jak krasnal otoczony przez elfy. I tak przez z górą tydzień. A potem podróż do domu i kolejka do toalety na parkingu w Austrii. Tam zaś żadnego Holendra, sami Słowianie, zesłowianieni Austriacy i okazyjnie Albańczycy. Nie jestem rasistą, ale... No oczy bolą patrzeć. Po strzelistych, opalonych, na ogół niegrubych Holendrach wpadłem w towarzystwo... no przykro to mówić, ale jednak jakiś pokręconych liliputów. Krzywe krótkie nóżki, zarośnięte gęby jak z policyjnej kartoteki, zez zbieżny, pękaty bandzioch...
Spojrzałem na odbicie w lustrze i poczułem się przez chwilę honorowym Holendrem.
Już wkrótce obszerniejsza relacja: zostaję sponiewierany przez pijanego esesmana, wraz z rodziną  weryfikuję tezę o globalnym ociepleniu (zaskakujące wnioski!), na jednym baku dojeżdżam zdziwicie się dokąd... to wszystko jeśli nie zejdzie ze mnie zgromadzona podczas urlopu energia.
Czuwaj.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 86
Archiwum