Blog > Komentarze do wpisu

(Tele)pracując z pokoleniem "Ź". Cz. 1

Po latach spędzonych jako "samotny biały żagiel" żeglujący od klienta do klienta postanowiłem osiąść w jakimś biurze.
Akurat zwolniła się stosowna posada w gustownym biurowcu. Fakt, że obok znajduje się przystanek jedynej linii, jaka kursuje do mojej miejscowości, uznałem za znak z nieba.
Powrót między ludzi to duża decyzja obarczona szeregiem ryzyk, ale kto nie zaryzykuje... wiadomo, szampana się nie napije.
Okazało się, że mój dział składa się z dwóch jeszcze kolegów. Początkowo pojawialiśmy się w biurze w komplecie, ale wkrótce koledzy coraz później, potem co drugi dzień, a w końcu tylko w środy.
Było dokładnie jak w tym dowcipie o automatyzacji - zastępują nas roboty, do pracy przychodzimy tylko w środy na 11:00. A nie dałoby się na 12:00? - pyta głos z sali.
Otóż dałoby się, dałoby się nawet opuścić środę w ogóle, albowiem pracuję razem z pokoleniem Ziet, jeszcze bardziej wyluzowanym niż generacje X, Y i Z je poprzedzające.
Tak oto powróciłem do telepracy, być może w najpełniejszym jej sensie, bo pozbawionej nie tylko biura ale i wyjazdów.
Azaliż aliści, nawet pokoleniu Ziet przydarzają się interakcje z pokoleniami przedinternetowymi, a właśnie te pokolenia zgodnie z zasadą starszeństwa okupują obecnie szczyty korporacyjnej hierarchii.
Dlatego pewnego dnia w skrzynce znalazłem dramatyczny email w języku lengłidż, wystosowany przez miejscowego nadzorcę, Dżejsona. Sens był mniej więcej taki: przyjeżdża dyrektor z Londynu, będzie w środę i w czwartek, koniecznie:
- przyjdźcie do biura
- ubierzcie się jak ludzie
- w biurze nie klikajcie po fejsie... najlepiej do internetu w ogóle nie wchodźcie.
No i git, zrobiliśmy jak kazał, radosnym powitaniom nie było końca, ekspres kawowy, muszę przyznać lepszy od domowego pracował na 200%, aż się zapchał, przetrwaliśmy środę, ścierpieliśmy czwartek, ale po południu pokolenie Ziet zdecydowało, że takie poświęcenie wymaga nagrody i poszło na kręgle.
Tymczasem  w czwartek o 17:00 nadszedł kolejny mejl: kochani, nie zdążyliśmy dzisiaj zrobić lustracji biura, dlatego błagam, przyjdźcie jutro, ubierzcie się ładnie... etc.
No cóż, po całonocnych kręglach, w piątek, do biura? Seriously?
Chciałbym tę historię zakończyć jakąś zabawną puentą, ale naprawdę nie wiem jak się skończyła. Jak kiedyś pojadę do biura to spytam.

piątek, 04 stycznia 2019, leniuch102

Polecane wpisy

  • Początek końca

    Uważni czytelnicy zauważyli obniżenie częstotliwości notek, które spowodowane było m. in.  tektoniczną zmianą w życiu zawodowym autora. Po latach przestałe

  • Hydrauliczka

    Istnieją miejsca i zawody , gdzie kobieta jest zjawiskiem rzadszym niż pantera śnieżna. Przez 20+ lat pracy w serwisie widziałem w serwerowniach 2, słownie: dwi

  • Dymiarze

    Środek zimy, Stalingrad. Marszałek Paulus chwilę przed kapitulacją rozdaje - niewiele już warte - awanse i ordery. Temu ze Sturmbahnfuehreara na Obersturmbahnfu

Komentarze
Gość: Magda, *.volvo.com
2019/01/18 19:47:22
sie nie moge doczekac na kolejne odcinki:)