Blog > Komentarze do wpisu

Trudne sprawy

Bawimy się z synem w wymyślanie scenariuszy dla _dokudram_ czyli tanich, a popularnych seriali w których celują telewizje prywatne. Punktem wyjścia naszej zabawy są banalne zdarzenia dnia codziennego, które lekuchno podkręcone mogłyby stać się kanwą "Ukrytej prawdy" albo "Pocztówek z wakacji".
Ostatnio wszelako, gdy zreferowałem dziecku pomysł na odcinek "Dlaczego ja", Piotrek stwierdził, że zbyt mroczne i się nie nadaje.
Okay, może nada się do bloga.
Pewien dżogger w średnim wieku po powrocie z popołudniowego truchtu odkrył, że przez dziurkę w kieszeni szortów wypadł mu podczas biegu klucz do domu. Wziął prysznic a następnie  -tym razem z psem na smyczy - uważnie zbadał trasę biegu, ale klucza nigdzie nie znalazł. Trudno, dorobił nowy, z niebagatelną sumę 26 złotych, bo zamek był z tych lepszych, bo okolica z tych gorszych. Hej, wróć - okolica była spoko, ale dom ostatni we wsi, a na domiar na drugim jej końcu był dom brata Alberta, a w takim domu - wiadomo, czasami bezdomni po wyrokach.
No nic, następnego popołudnia wybiera się znowu, ale tym razem nie biegnie z kluczem, tylko przemyślnie ukrywa go w stojącym przed domem gumiaku - co ma się klucz z znowu zgubić. Wraca, ciemnawo już i trochę nieswojo sięga do buta i zonk - klucza nie ma.
Dreszcz przeszedł mu po plerach bo jak to - był i nie ma, kto niby mógł wiedzieć, a skoro wiedział, to...
Naciska klamkę, ta ustępuje, "Piotrek! Piotrek!" woła syna ale cisza naprawdę głucha, wbiega do salonu i uff, siedzi dziecko, siedzi pies, amstaff zresztą, odetchnął.   
Zapala światło, "Dlaczego..." próbuje spytać , ale nie kończy tylko osuwa się omdlały na podłogę. Na  nieprzytomnego patrzy szklanym wzrokiem łeb amstafa, nadziany za pomocą widelca na korpus syna u którego stóp spoczywa zewłok psa z doczepioną - a jakże - głową dziecka.
Dalej referuje inspektor Dziamdziała: denat po dojściu do siebie skreślił notę pożegnalną po czym z poczucia winy powiesił się na klamce drzwi wejściowych. Jak się okazało, feralny klucz był jednak w gumiaku, tkwił pod wyściółką tegoż. Dalsze śledztwo dowiodlo, iż Sebastian M., lat 22 na zwolnieniu warunkowym odnalazł pierwszy z kluczy na ścieżce w parku, a następnie zobaczył przyszłego samobójcę  poszukującego zgubę. Dyskretnie śledził go  do miejsca zamieszkania, by następnego dnia wejść i popełnić zbrodnię, którą określił jako performans artystyczny pn "Nieoczekiwana zmiana miejsc".
Tak, że tak... Na prawdziwych faktach, w każdym razie do momentu "Zapalił światło" .

środa, 19 września 2018, leniuch102

Polecane wpisy

  • Chwytaj dzień

    To uczucie, kiedy wstajesz chłodnym niedzielnym rankiem, żeby wyprowadzić psa i wychodząc łapiesz za aparat. Brniesz przez mgłę i mżawkę i nagle widzisz, że Op

  • Dola domkersa.

    Domkersi w odróżnieniu od blokersów żyją w całkowitej izolacji od otoczenia. Dowożeni przez rodziców do szkoły i na tenisa nie mają okazji, czasu, ani umiejętno

  • Ociec, rżnąć.

    Byłem przeciw wycinaniu drzew zanim stało to się modne, nawet napisałem o tym wierszyk zaczynający się od słów: "Słyszysz jak wali serce mordercy? Nawet morderc

Komentarze
2018/09/25 18:27:13
to znaczy ze znalazca zrobil sobie kawke w twoje kuchni i czekal na ciebie po ciemku az wrocisz do domu?!!! a pies co na to? taki "friendly" amstaff? ;-0
-
2018/09/27 09:19:30
najlepszy dowód, że amstaffy są demonizowane. moja łasi się do każdego.