Blog > Komentarze do wpisu

"Czelendżer mandatoryjny".

Jako bloger widzę siebie Salierim polszczyzny - względnie poprawnym, ale nieporywającym. I jak Salieri potrafię docenić Mozartów tejże. Dalece częściej niż Mozartów spotykam jednak katów żywego słowa i cierpię bardziej niż miliony, bo dotkliwej niż miliony odczuwam tych katów okrucieństwo.
Najsroższymi od lat są komentatorzy walk bokserskich, zwłaszcza na kanałach komercyjnych, bo one głównie pokazują boks. Dwanaście rund znęcania się nad językiem to zadanie zbyt trudne dla jednej osoby, dlatego niszczą go we dwóch, mistrz Sith zwany "redaktorem" i jego padawan  - "współkomentator", zwykle bokser, który nigdy nie był złotousty, a milion mikrourazów uczynił go krzywoustym dosłownie i w przenośni.
Smutny przykład ich współpracy mogliśmy słyszeć ostatnio podczas starcia Detonay Wildera z "King Kongiem" Ruizem. Język polski wyszedł z niego zmasakrowany bardziej niż "King Kong", który walczył jako - uwaga - "czelendżer mandatoryjny". "Niech to tłumaczy, kto rozum ma", najlepiej na polski.
Na tym niewesołym tle warto podkreślić każdy choć pozytyw, zwłaszcza w Święta.
I w Święta właśnie zdarzył się cud, walka Antoniego Joshua'y i jakiegoś Aborygena, o dziwo pokazana w telewizji państwowej, zwanej obecnie narodową. Cud miał postać poprawnie wysławiającego się boksera zaproszonego do studia tv, który w pewnym momencie brawurowo użył zwrotu "ostatnimi czasy", krasząc zapewne lica swej polonistki, jeśli oglądała narodową.
 Gwoździem programu był kolor elokwentnego pięściarza - Izuagbego Ugonoha, czarny jak czarna Afryka. Swoim udanym występem Izu zrobił więcej dla tolerancji niż ktokolwiek kiedykolwiek w naszym kraju. Będąc udanym prototypem polskiego oprogramowania na murzyńskim sprzęcie na pewno dał do myślenia milionom entuzjastów boksu, nawet jeśli nie w pełni docenili jego perfekcyjną polszczyznę.
Jest zatem nadzieja, choć w zupełnie niespodziewanym kolorze.

wtorek, 03 kwietnia 2018, leniuch102

Polecane wpisy

  • Syrenka

    Biegam źle, pływam jeszcze gorzej, ale realia są takie, że biegających dobrze jest u nas masa, a pływających choćby jako tako - garść. Czyli nawet pływając swoi

  • Korona z tektury.

    Nie spodziewałem się wiele, a jednak zdołali mnie zawieść. Właściwie przełączyłem po pierwszych 15 sekundach w ciągu których pokazano teatralnie utykającego ob

  • Epitafium na zakończenie drugiego sezonu Belfra.

    Duży może więcej, zatem i Belfer 2, grany przez "młodego" Stuhra powinien być lepszy od Belfra 1, w którym Stuhr ma 2x mniejszy brzuch.  Ale na tym kończą