Blog > Komentarze do wpisu

Z nowym Rokiem nowym krokiem.

Upowszechniła się opinia, że rodak rodakowi wilkiem i z powodu różnic poglądów jeden drugiemu mówi same przykre rzeczy, a w internecie to już całkiem.
Prawda jest taka, że nawet pominąwszy różnice poglądów, społeczeństwo w ogóle jest niemiłe, a jedyne co je spaja, to splot wzajemnych pretensji.
Krakówek np. nie znosi warszawki, ale też nie może wytrzymać sam ze sobą i sam ze sobą dyskutuje na maczety, przynajmniej kibice. Tymczasem nie trzeba być kibicem Cracovii, wystarczy wyjść na ulicę w dowolnym mieście by jako pieszy stać się obiektem zimnej nienawiści ze strony rowerzystów i kierowców pospołu.
Konflikt pieszych z rowerzystami przenosi się do parków, zwłaszcza tych z wydzielonymi ścieżkami, bo zawsze ktoś komuś na dwa palce wjedzie, jak  Kargul Pawlakowi i chryja gotowa. Spór ucicha dopiero z pojawieniem się rolkarza, parszywego mutanta o kołach za małych na ścieżkę dla rowerów, ale jednak kołach, co wyklucza go z grona pieszych. Itd itp.
"Przedsiębiorczy" nie znoszą "roszczeniowych", górnicy węgla - górników miedzi, wodniacy wędkarzy i na odwrót.
W jaki temat się człowiek nie wgryzie, to pod powierzchnią aż kipi od konfliktów i to bezzasadnych całkiem. W zeszłym roku kupiłem kajak i z aparatem fotografuję ptaki. Na pozór najbardziej pokojowe hobby pod słońcem, zwłaszcza, że kajak jedynka, więc nie ma nawet kogo zahaczyć wiosłem.
Azaliż aliści. Oprócz ewidentnego zagrożenia ze strony wędkarzy (nigdy, przenigdy nie konfrontuj się z wędkarzem na lądzie - zwykle miewają noże) i motorowodniaków, istnieje podobno zadawniona niechęć między - uwaga - kajakarzami i wioślarzami. Serio serio.
Ostatnio Aleksander Doba - kajakarz, wystawił na sprzedaż swój transatlantycki ultrakajak. Przegląd Sportowy spytał znanego wioślarza, czy on tez sprzedałby swoją łódkę. Przepraszam, ale ja jestem wioślarzem, a pan Doba - kajakarzem - zaznaczył ten palant na wstępie, robiąc zapewne miny.
Jeśli unieśliście brwi ze zdumienia, (wiosło jest niby wiosło, kajak czy łódka, jeden pies), to zaraz wyjadą wam - te brwi - za potylicę.
Pod choinkę dostałem znakomitą książkę pana Łubieńskiego "Dwanaście srok za ogon", której autor, oprócz błyskotliwych opowieści o ptakach zamieścił parustronicową tyradę przeciwko ... fotografom ptaków. On sam ptaków nie fotografuje, on je - uwaga - obserwuje, i choć ma kolegę fotografa (ha ha ha, syndrom "sam mam kolegę geja/żyda/murzyna, ale...") to porzuciwszy erudycyjny ton książki zgoła internetowo masakruje fotografów, obnażając ich ignorancję i złą wolę.
Enough.
Ta droga wiedzie donikąd, na jej końcu czeka wielka naparzanka z użyciem maczet, rolek i wioseł. Tymczasem wszyscy Polacy to jedna rodzina, więc u progu Nowego Roku ujmę się za współczesnymi pariasami, których kochamy nienawidzić - myśliwymi.
Jeśli na wakacjach u Babci wyraziłem chęć zjedzenia na obiad pierogów z borówkami, to oczywistością było, że się po te borówki udam do lasu z "litrockiem" i borówek nazbieram. Jeśli postanowiono, że na w niedzielę będzie rosół, to nie prędzej nim dziadek utnie kurze łeb, a babka ją oskubie. Z tej perspektywy myśliwy, który wybiera się ustrzelić kaczkę jawi się jako osoba skrajnie niepraktyczna, która dla łykowatego obiadu poświęca mnóstwo czasu i zachodu, zapewnie dlatego, że kaczka w buraczkach jest dlań tylko pretekstem, żeby spędzić czas na łonie przyrody. W gruncie rzeczy myśliwy i jego pies to romantyk-marzyciel-ekolog, gdyby to ostatnie słowo znano w czasach Turgieniewa i jego "Zapisków myśliwego".
Wybaczmy więc na początek myśliwym, a potem już jakoś pójdzie.

niedziela, 07 stycznia 2018, leniuch102

Polecane wpisy

  • Eksperyment uczestniczący

    Bardzo łatwo byś blogerką feministyczną, bardzo. Najbardziej nośny gatunek internetowy, czyli rant, po polsku  - tyrada, przychodzi feministce z łatwością.

  • W dyby ich!

    Jako uważny czytelnik prasy wiem, że obecnie w kraju panuje dyktatura, która poniewiera obywatelem, ale w szczegóności przedsiębiorcą. Korzystając z okazji chci

  • Smagli i różowi

    Miałem ostatnio okazję polecieć do Niemiec i z powrotem. W Polsce - tradycyjnie - w Niemczech - nowocześnie. We Wrocławiu na lotnisku zwykłe piszczące bramki, w

Komentarze
Gość: Perun, *.opera-mini.net
2018/01/31 15:41:04
Dawno do Ciebie nie zaglądałem Leniuchu. Widzę, żeś w nieustającej formie. Gratuluję.
Złapałem się na tym, że nie mogę "lajka" kliknąć. Ot znak czasów :-(
-
Gość: PiotrJ, *.opera-mini.net
2018/03/13 13:12:55
Drogi Leniuchu,
Czy to mi się internet zaciął, czy faktycznie już od dawna niczego nie napisałeś?
Pozdrawiam, PJ
-
Gość: fieloryb, *.tktelekom.pl
2018/03/14 09:10:24
"...bo taka czynność - nie ma jej..."
www.youtube.com/watch?v=JDE_GRVP7xs