Blog > Komentarze do wpisu

Szczęśliwy biegacz, który ma poetę.

Tytuł powyższy jest trawestacją cytatu z jakiegoś miłosza, który zdobił ścianę klasy w moim liceum i w całości brzmiał: "Szczęśliwy naród, który ma poetę i w trudach swoich nie kroczy w milczeniu".
Ament.
Cytaty z miłoszów i herbertów pstrzą ściany ogólniaków, ale niespecjanie się kojarzą z imprezami typu mecz Legia -Real, a jednak. Uważni widzowie tego psychodelicznego meczu, a przypomnę, że Legia strzeliła w nim trzy bramki Realowi przy pustych trybunach, mogli wyłapać następujący klejnot: "nie dialoguj z pokusą, bo przegrasz" (c) Herbert, który sfrunął z ust komentatora tvp. Komentatorzy są różni i różniści, ten konkretny w duecie z Żewłakowem na pewno jest chlubą swojej polonistki, choć niekoniecznie ulubieńcem kibiców.
Jestem podatny na niebanalne frazy, i ta jakoś utkwiła mi w mózgownicy z zupełnie zdumiewającymi konsekwencjami. Zdarza mi się, że biegam, i jak każdego truchtacza nawiedza  mnie pokusa przejścia do marszu, a najlepiej walnięcia się gdzieś w trawę. Maratończycy doznają jej podobno na 30-stym kilometrze, mi   przytrafia się co pińcset metrów i zdecydowanie za często daję jej posłuch. A raczej dawałem, bo od pamiętnego meczu w takich chwilach mawiam sobie: "nie dialoguj z pokusą, bo przegrasz", i kopytkuję dalej.
Brawa, kurtyna.
***************
Poniżej zainspirowany w/w doświadczeniem pomysł na etiudę studencką, filmową, czy jakąś, wymyślony oczywiście w biegu:
Baba w wieku histerycznym nie radzi sobie z dopinaniem własnych postanowień, nie potrafi nawet przetruchtać trzech kilometrów dziennie i udaje się o pomoc do psychologa, jak to baba (my wiemy, ze najlepszy psycholog nazywa się Jack Daniels).
Psycholog, (stechnicyzowany typ a la Damięcki) wydusza z niej, czego baba się naprawdę boi. Po wahaniach wyznaje mu, że pająków.
"W takim razie, kiedy pani poczuje, że może nie dotrzymać jakiegoś ważnego zobowiązania, na przykład wysłania raportu na czas, albo chce pani zrezygnować przed trzecim kilometrem, wtedy niech sobie pani wyobrazi, że za karę w nocy przyjdzie po pania ogromny włochaty pająk i pożre żywcem"
I git, baba podatna na sugestię, jak to baba, wróciła do chałupy i chodzi jak w zegareczku, bo co jej się odechciewa chcieć, to wyobraża sobie tego pająka, spina się ze strachu i nadanża.
Ale pewnego dnia biegnąc potyka się i skręca nogę przed zaplanowanym trzecim kilometrem. I wtedy w nocy przychodzi do niej ogromny włochaty pająk i pożera ją żywcem.
I żeby nie było, to żadne tam nocne zwidy, psychologizowane, tylko normalny wjazd trzystukilogramowego pająka przez ścianę, szkliste spojrzenie urwanej głowy, mąż, dzieci w szoku, trzy jednostki straży pożarnej i wóz transmisyjny tefałenu bladym świtem.
Dobre, nie?

sobota, 19 listopada 2016, leniuch102

Polecane wpisy

  • Dola domkersa.

    Domkersi w odróżnieniu od blokersów żyją w całkowitej izolacji od otoczenia. Dowożeni przez rodziców do szkoły i na tenisa nie mają okazji, czasu, ani umiejętno

  • Ociec, rżnąć.

    Byłem przeciw wycinaniu drzew zanim stało to się modne, nawet napisałem o tym wierszyk zaczynający się od słów: "Słyszysz jak wali serce mordercy? Nawet morderc

  • Reintrodukcja owcy

    Niby każdy marzy, żeby rzucić tę robotę i przejść na emeryturę, ale pomysł na codalej rzadko który ma. Popularny mem wspomina coś o Bieszczadach. Pomysł łażenia

Komentarze
Gość: fieloryb, *.tktelekom.pl
2016/11/22 09:40:16
no... słabe jakoś tak...
-
2016/11/27 18:51:15
nie zawsze wyjdzie :D