Blog > Komentarze do wpisu

Bardzośmy przejęci

Jak już zapewne zauważyliście żyjemy w czasach zmagań Korporacji z Narodami. Naród jaki mamy każdy z grubsza widzi, ale w Korporacjach niewiele lepiej, jeśli w ogóle lepiej. Ta, w której pracowałem poprzednio, płaciła mi za nic lub prawie za nic przez kilkanaście lat, niby jakiś włoskie ministerstwo. Zatrudniała coraz to lepszych menedżerów, którzy mieli wyprowadzić ją na prostą, a ci wysilali swoje genialne zwoje, ale głównie w kierunku, żeby samemu się obłowić i dać nogę. Serwis w takich przypadkach gasi światło i nawet nierozgarnięte serwisyny w końcu łapią ococho i pryskają z tonącego okrętu, co było i moim udziałem lat temu kilka.
Czytelnicy bloga łatwo mogli się zorientować, kiedy to zaszło, bo częstotliwość notek dramatycznie spadła, a ich ton zrobił się - jak mniemam - przygaszony.

Każdy byłby przygaszony, gdyby kazali mu pracować, nie jestem tu wyjątkiem.

Spodziewałem się, że w mojej drugiej Korporacji zobaczę prawdziwy kapitalizm w akcji: innowacje, organizację jak w zegareczku itp.

No jednak znowu nie. Wprawdzie trafiłem do branżowego rekina i bezdyskusyjnego dominatora, ale bardak mają jak w bułgarskim kołchozie. Innowacje? Może dwie na krzyż przez parędziesiąt lat. Działają mniej więcej tak: jak w jakimś segmencie sprzedaż siada, to patrzą, co zamiast nas wybrali klienci i następnie kupują ten produkt wraz z firmą, która go wymyśliła.

Proste? Proste. Działa? Działało.
Póki ktoś nie wpadł na ten sam pomysł i w końcu nie kupił nas.

Całkiem wbrew swoim planom zyskałem możność zajrzenia pod spódnicę trzeciej już Korporacji.

Wrażenia? Well, na spotkanie zorganizowane z okazji pożarcia Nas przez Nich, dostaliśmy zaproszenia na odwrocie których były słowa piosenki, którą mieliśmy, my i oni, odśpiewać jednocześnie na całej planecie. Pobudzić nasz entuzjazm miały darmowe drinki, serwowane w jakiejś okropnej gangsterskiej knajpie koło torów, która onegdaj zmieniła nazwę, ponieważ znaleziono tam ciało, dla niepoznaki upchnięte w przewodzie wentylacyjnym. W takich okolicznościach trudno o optymizm, ale zrobiło się całkiem wesoło. Oto w trakcie maratonu przemówień menedżerów obu Wysokich, Łączących się Stron doszły mnie wybuchy radosnego śmiechu. W przerwie podszedłem do koleżeństwa, żeby wywiedzieć się, co biorą, ale nic z tych rzeczy. Otóż przez cały czas grali w "bullshit bingo", polegające z grubsza na tym, że każdy obstawia słowo i następnie zlicza jego wystąpienia.

Wygrała ekipa od "opportunity", której po piętach deptał "excitement".
So, excited with new opportunities żegnam się jesiennie.

Wkrótce cała prawda o sensie życia i jak się z niego, tego sensu, wymiksować.
Stay tuned.

piątek, 28 października 2016, leniuch102

Polecane wpisy

Komentarze
2016/11/08 12:52:06
Stawiam, że zaszczytne miejsce trzecie przypadło dla słowa"challenge" odmienianego przez wszelkie możliwe przypadki i tryby. Zgadłem?
-
2016/11/11 14:50:37
"challenge" było, ale mniej, no bo jednak konotacje ma już negatywne, w sumie to codeword for "problem" jest.
Nastrój zaś miał być optymistyczny.
"Challenge" był na porządku dziennym w poprzedniej firmie, "challenge" i "transformation" do samego końca :D