Blog > Komentarze do wpisu

Weekend nad basenem

Ostatni weekend lata nad basenem Polak może spędzić np w Egipcie. W Polsce też, jeśli np. jest stróżem - pardon - konsjerżem w jakimś akwaparku i każą mu wywieźć z basenu lód, za karę, że zapomniał spuścić wodę przed nadejściem września.
Trochę przed ostatnim weekendem lata jest ostatni weekend wakacji, w który planowaliśmy - i plan ten zrealizowaliśmy - wybrać się z dzieckiem rowerami na piknik lotniczy - sobota - i dożynki gminne - niedziela. W obu wypadkach wycieczki zakończyły się ulewą i totalnym przemoknięciem. Tu wypadało wtrącić: "sorry taki mamy klimat", ale staram się unikać wywiechtanych komunałów, więc się powstrzymam i nie wtrącę.
Wracając do basenu... został rozłozony w te pamiętne, upalne oba dni czerwca. Poprzednim razem dwa upalne dni pod rząd zdarzyły się 2005 i wtedy właśnie kupiłem wzmiankowaną nieckę. Od czerwca do teraz wytworzył się w niej zadziwiający ekosystem o konsystencji świątecznego barszczu. Nie czekając, aż wyewoluuje z niego byt inteligentniejszy od ludzkości przerwałem ryzykowny eksperyment wyrwaniem korka.
Następnie wygłosiłem płomienny apel do rodziny wzywając ją solidarnej pomocy w demontażu basenu. Odwołałem się do więzów krwi, wspólnoty losów, umiłowania ojcowizny okupowanej przez basen, wspomniałem o poczuciu obowiązku i takich tam. Zawsze działa, podziałało i tym razem, konkretnie na dziecko, zwłaszcza jak sięgnąłem po pasek.
Szarpiąc się z orurowaniem basenu małodusznie wypomniałem dziecku, że zasadniczo rozłożyłem to gówno tylko z powodu jego jęków, a przez całe trzy miesiące wlazło do wody dwa razy po trzy minuty.
-Jak możesz... taplałem się przynajmniej kwadrans - odparł urażony i zmył się przy pierwszej okazji. Nieważne, robota była prawie skończona... Wystarczyło doczyścić i popakować rury, zawlec polietylenowe ścierwo na podjazd, zmyć myjką w środku i na zewnątrz i jeszcze raz w środku, wrócić do ogródka wyrównać niedostępny dotychczas kawałek ogródka zamieniony przez krety w makietę Kapadocji, wyrwać chwasty, skosić trawę i chwilę przed zapadnięciem zmroku obetrzeć pot z czoła.
Na kondycję  - nie ma jak basen. 

wtorek, 23 września 2014, leniuch102
Tagi: klimat

Polecane wpisy

  • (Tele)pracując z pokoleniem "Ź". Cz. 1

    Po latach spędzonych jako "samotny biały żagiel" żeglujący od klienta do klienta postanowiłem osiąść w jakimś biurze. Akurat zwolniła się stosowna posada w gust

  • Początek końca

    Uważni czytelnicy zauważyli obniżenie częstotliwości notek, które spowodowane było m. in.  tektoniczną zmianą w życiu zawodowym autora. Po latach przestałe

  • Hydrauliczka

    Istnieją miejsca i zawody , gdzie kobieta jest zjawiskiem rzadszym niż pantera śnieżna. Przez 20+ lat pracy w serwisie widziałem w serwerowniach 2, słownie: dwi

  • 24/2019

    . Wobec wiadomości o niszczycielskich dla dzikiej przyrody ekstremalnych temperaturach na kontynencie australijskim (do +49 st.) wracają, jak mantra, słowa Prez

  • Czasu pozostało niewiele

      Blog "Dzień przed katastrofą klimatyczną" to kolejny głos ostrzeżenia przed konsekwencjami naszych działań. Od lat obserwujemy pozorowane działania państ

Komentarze
2014/09/24 11:31:54
Bo Polski biznesmen myśli, że gdzie nie pojedzie to zrobi interes - taki jest obrony. W Egpcie zaraz zgada się z kimś na hurtowe kupowanie miedzianych słoników z trąbą do góry, biopaliwo kupować będzie na Ukrainie i sery z Francji - a wszyscy wiemy jak jest naprawdę :)
-
2014/09/25 06:35:06
Słabe z tym paskiem.
-
Gość: -EW, *.dynamic.gprs.plus.pl
2014/12/19 11:49:48
Przyszłam tu jak po sznurku z inwentaryzacji krotochwil i zostaję!