Blog > Komentarze do wpisu

... i mówi się po polsku

Kiedy po obcych, dalekich drogach
polskim cię gwarem wita gospoda
polskim  "co podać?" sklepowa w sklepie,
takiż taksówkarz, od razu lepiej,
całkiem jak w domu się czujesz i
wiesz, że naprawdę jesteś w Irland-ii.

niedziela, 23 czerwca 2013, leniuch102

Polecane wpisy

  • "Vyste se peknie leteli"

    Słowa "Vyste se peknie leteli" wypowiedziane w znanym z mamuciej skoczni narciarskiej Harrachovie są najwyższą pochwałą, o ile nie wypowiada ich zaniepokojony C

  • Bruce z Krety

    Na każdym wyjeździe przychodzi taki moment, że worek z czystymi koszulkami pokazuje nam dno. Za granicą można wtedy połączyć przyjemne z pożytecznym i kupić faj

  • Mobilnie, bo z podróży

    Niniejszy wpis wklepuję na miniaturowej niby- klawiaturce smartfona. Heroiczny ów wysiłek może być miarą nudy jaka niezawodnie dopada większość wczasowiczów pod

Komentarze
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2013/06/23 21:56:12
Czy mógłbyś poradzić ? Syn mój się właśnie na studia wybiera. Studia informatyczne. I pytanie do fachowca, gdzie lepiej go wykształcą kierunkowo - na uniwersytecie imienia Bieruta, czy alma mater Dutkiewicza ? Jest jakaś istotna różnica poziomów ? Może znasz inne, lepsze opcje ?
Przy okazji to to nie Twoje mieszkanie wynajmują www.ii.yebood.com/viewtopic.php?t=9338 ?
-
2013/06/23 22:40:19
@ studia
ja kończyłem elektronikę na politechnice i była to w zasadzie strata czasu. nie polecam.
nie mam kompetencji, żeby porównywać informatyki na uw i pw.
milionerzy od nk uczyli się u koleżanki z uw, jeśli to może byc jakąkolwiek wskazówką :-).
właściciel insertu skończył polibudę, itd, itp.

@mieszkanie
nie, to nie moje.
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2013/06/23 22:58:03
Wiesz, ja też kiedyś dawno coś tam kończyłem. Nawet na tym samym wydziale co Dutkiewicz. Ale kto dziś pamięta o dziurkowaniu kart podczas nauki Fortrana ? Raczej pytam o to czy spotykasz się obecnie w pracy z absolwentami tych uczelni i którzy wyglądają na bardziej kumatych ?
-
2013/06/24 12:10:37
@zmeczon
Na pocieszenie dodam, że Fortran nie umarł. Jest dalej namiętnie wykorzystywany przez geografów, klimatologów, kartografów itp. Podobno najszybciej mieli duże ilości danych liczbowych.
-
2013/06/24 13:20:57
@zmęczon: w mojej starej firmie uniksowym guru był polonista, czołowy specjalista w naszej jest mechanikiem od silników spalinowych :-).
z moich znajomych sporą karierę zrobił koleś po "systemach informacji naukowo technicznej" najbardziej dziadowskim kierunku na polibudzie.
nie ma reguł.

@joahim: "fortran nie umarł"
:-) jego kuzyn cobol tez ma się nieźle.
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2013/06/24 17:10:03
Nie mam ambicji planowania w perspektywie lat kilkunastu. Nie wiem czy on chce zostać kierownikiem albo milionerem, nie wiem który język będzie modny/użyteczny za lat 15. Interesuje mnie perspektywa lat kilku. Studia potrafią zgasić entuzjazm do przedmiotu lub go wzbudzić. A jak się ma entuzjazm i trochę inteligencji, to sukcesy są i w zawodzie i w całym życiu. Widzę, że liceum, klasa mat-inf nauczyła syna bardzo wiele, ale entuzjazm jakby zgasiła. Już od roku nie widziałem by zarwał nockę aby sobie coś poprogramować. Czyli coś co było normalne przez dwa poprzednie lata. Jego koledzy zresztą podobnie, a nawet bywa że gorzej. Jak chłopak wpakuje się teraz w podobne miejsce, to za parę lat będzie biegle programował, ale przyjemności w tym już nie znajdzie. A żyć trzeba jeszcze ze 60 lat.
Stąd moje zastanawianie się nad jakością absolwentów poszczególnych uczelni. Czytam też fora, i np ten watek mnie solidnie zmroził : www.ii.yebood.com/viewtopic.php?t=6181 Ja wiem, że dziennikarki to nie jest ekstraklasa intelektualna, ich zachowania mogą być odbierane jako debilne, ale reakcja informatyków wygląda mi na mocno socjopatyczną. Na polibudzie chyba nikomu by nie wpadło do głowy zrywanie plakatów. Traktują budynek instytutu jak świątynię, czy to tylko wyjątek ?
-
Gość: samosedno, *.wlan.tudelft.nl
2013/06/24 18:06:07
Studiowałem komunikację społeczną właśnie w tym budynku, o którym piszesz, że jest traktowany jak świątynia. Ci kolesie (w 90%) z II są wg mnie archetypem geeka, nie oceniam, mówie jak jest (sorry Max). Wydają się być świetni w tym co robią ale jeśli chodzi o zachowania społeczne, to leżą i kwiczą. Podobnie jak kadra II. W 2008 roku wystosowałem oficjalne podanie (sic!) do szefa II z prośbą o udostępnienie Wifi, efektów pewnie się domyślasz.

Jako student UW, obecnie po drugiej stronie barykady (politechnika za granicą), przyjrzałbym się rodzajowi i jakości współpracy PWr i UW z innymi uczelniami na świecie a przede wszystkim firmami. I tutaj chyba niestety PWr bije na głowe UW (Ale mogę się mylić). Pozatym, dlaczego nie wyślesz syna za granicę? Wg mnie koszty utrzymania są porównywalne, a opcje rozwoju wręcz przeciwnie.
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2013/06/24 18:51:04
Po pierwsze, to te lepsze uczelnie zagraniczne rekrutują już w październiku. Trochę za późno się o tym dowiedziałem. A na przeciętną to nie widzę wielkiego sensu się pchać. Dzieci różnych znajomych trafiły do takowych i cóż, bawią się dobrze, ale coś więcej niż nauczyły się w liceum, to dopiero się uczą na roku drugim. Albo i później.
Po drugie syn najwyraźniej nie chce być od razu rzucony na głęboką wodę. Kiedy mu zapowiedziałem, że jakby został laureatem olimpiady wtedy może się uda ominąć problem terminu rekrutacji, to demonstracyjnie rzucił naukę algorytmiki, zaczął pilnie studiować "Instytucje Starego Testamentu" i olimpiadę spalił.
Jak kiedyś zmieni zdanie, to wolna droga.
-
2013/06/24 21:58:07
W pedagogice używa się porównania, że w wieku +- szesnastu lat dziecko jest już strzałą wystrzeloną z łuku: utraciliśmy cały wpływ, jaki wydawało nam się na nie mieliśmy.
A co do nowego budynku informatyki i socjopatii osób go zaludniających to poproszę o wypowiedzenie się czytającą ten blog pracownicę tegoż wydziału.
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2013/06/25 18:12:00
Pedagodzy to na ogół inteligentni ludzie, więc ich wyjaśnienia dlaczego nic nie robią brzmią wręcz znakomicie. Z moich doświadczeń wynika, że wychowywanie nastolatka raczej przypomina curling niż łucznictwo. Można dzieciaka w zasadzie wykierować gdzie się chce pod warunkiem, że się przed nim ostro zasuwa z miotełką, a jego samego broń Boże się nie dotyka.
-
2013/06/25 21:52:25
@"curling": dobre :-)
-
Gość: samosedno, *.static.ziggozakelijk.nl
2013/06/26 17:24:36
To zależy które "dobre" uczelnie. W mojej rekruatacja odbywa się 2 razy w roku.
Co więcej nie przeceniałbym wpływu uczelni na postawę studenta. Przeszedłem na własnej skórze (chronologicznie): szkołe społeczną, państwową, liceum państwowe, prywatny licencjat, państwową mgr (PL) i państwową mgr 2 (NL). WSZEDZIE, byli ludzie którym się chciało, i tacy, którym zwisa.

Studia za granicą (gdybym miał robić je jeszcze raz, uciekłbym zaraz po liceum) mają zajebiście dużą wartość dodaną, której nie znajedziesz na PWr/UW. Zaczynając od szlifowania jezyka, przez otwarcie na inne punkty widzenia i ogólne "obycie się" po nieporównywalną dostępność do firm i biznesu w trakcie i po studiach.
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2013/06/26 18:34:02
Ja po studiach w Polsce spędziłem semestr ucząc się dodatkowo za granicą. I niewątpliwie fajnie było. Ale ja teraz patrzę na życie z perspektywy człowieka trochę starszego, doświadczonego. A z tego punktu widzenia tamte fajne doświadczenia jawią mi się jako kompletnie nieistotne. Ot kolejny kolorowy slajd w pamięci. Tym bardziej w erze internetu, gdy w parę sekund możesz się przenieść gdziekolwiek na świecie i napawać się dowolnym punktem widzenia szlifując przy tym dowolny język.
Argument o dostępności firm i biznesu jest dużo lepszy. Tyle, że ... młody, inteligentny człowiek, bez zobowiązań i nadmiernych oczekiwań, w pełni dyspozycyjny etc. to dla każdego pracodawcy skarb, wiec znajdzie dość pracy i we Wrocławiu i w Internecie. Ma niestety to niewielki wpływ na jego atrakcyjność dla pracodawców gdy skończy 30 lat, obciąży się rodziną, zacznie od pracodawcy wymagać zarobków i traktowania zgodnie z nabytym doświadczeniem zawodowym i życiowym.
Do ominięcia tej rafy przydatne są inne wartości dodane. Zresztą tez zajebiste. Czyli znajomości nawiązane na studiach. Nie przeczę, że znajomości nawiązane na studiach zagranicznych przydadzą się w biznesie bardziej. Ale jak kogoś nie ciągnie do biznesu, to czy nie lepiej zaznajamiać się z innymi przyszłymi topowymi fachowcami w branży ?
-
Gość: samosedno, 145.94.31.*
2013/06/27 14:53:34
Nie porównywałbym studiowania 6 miesięcy do dwóch lat. Co innego jest oglądać inny punkt widzenia w internecie a co innego mieć w jednej grupie 4 różne narodowości i codziennie ścierać się z wyzwaniami, o których, siedząc przed komputerem w życiu byś nie pomyślał. Tak samo z językiem, dopiero po 3-4 miesiącach przestajesz czuć zmęczenie przy ciągłym przeskakiwaniu z pl na ang (myślenie vs mówienie) po roku zaczynasz myśleć po ang. (to opinia większości moich znajomych tutaj). Nie wiem jak chcesz to porównywać do zwiedzania świata za pomocą internetu.

Jeśli chodzi o młodych inteligentnych, bez zobowiązań ludziach, to wydaje mi się, że właśnie dokładni Ci sami mają teraz problem ze znalezieniem pracy.

Czy Ci, najlepsi specjaliści, o których piszesz, wszyscy założą swoje biznesy, czy raczej pójdą pracować do korpo? Bo wg mnie Gatesów ani Jobsów nie sieją milionami. 90% studentów pójdzie do pracy w jakiejś firmie lub firemce, to też biznes i znajomości tutaj są nawet ważniejsze niż przy rozkręcaniu startapów.

Powiedz mi, ile firm z wrocławskiego parku biznesu (czy jak to sie tam nazywa) jest w 100% oparte na rodzimym kapitale. Później zastanów się, jaki rodzaj pracy jest u nas zlecany i nad czym pracują specjaliści z naszych uniwersytetów. To oczywiście nie ich wina, ale rzeczywistość jest taka, że przez zachód jesteśmy cały czas traktowani jak centrum taniej siły roboczej a nie źródło inspiracji.

Z mojej strony EOT. Chciałem tylko zasugerować trzecią drogę (pomiedzy UW a PWr).
-
2013/06/27 17:33:12
samosedno brzmi rozsądnie.
yeah, wypchnij go gdzieś w świat, wróci ze skośnooką żoną i takimż wnukiem :-).

za moich czasów jechało się na kurs językowy do drezna.
oto najdalej gdzie byłem na studiach.

chociaż nie... jeździło się sprzedawać fajki do niemiec/austrii, a za zarobione pieniądze itd.
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2013/06/28 00:16:43
@samosedno dziękuję za opinię i ja naprawdę nie wykluczam tej trzeciej drogi, wręcz byłem jej entuzjastą, dopóki nie pojawiły się pewne obiektywne trudności. Nie mniej nie widzę by pchanie się nią było strategią jednoznacznie wygrywającą. Na przykład córka koleżanki, która od lat entuzjazmowała się chińską kulturą, poszła na sinologię na jednym z lepszych brytyjskich uniwersytetów i obecnie ma powyżej dziurek w nosie ścierania się z wyzwaniami jakie niesie chiński punkt widzenia. A to moim zdaniem niedobra rzecz znienawidzić coś czemu się poświeciło wiele lat ciężkiego trudu.
@leniuch102: Wolę skośną synową, od syna starego kawalera.
-
Gość: mały, *.cdma.centertel.pl
2013/06/28 12:16:52
Wchodzi w grę jeszcze skośnooki synowy...
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2013/06/28 14:56:18
Się śmiej, ale homoseksualizm to może być całkiem racjonalny wybór, jedyny który chroni przed gwałtem i złapaniem na dziecko ze strony co bardziej "zaradnych" koleżanek. Przykład Hawkinga pokazuje, że w skrajnych przypadkach ani żona, ani nawet wózek inwalidzki przed taką zaradnością nie jest w stanie uchronić. Sam pamiętam (a ja nigdy specjalnie piękny, ani mądry nie byłem) gdy na czwartym roku na imprezie pewna tłustawa blondyna wlała we mnie pół litra wódy, cyckami mnie mało nie zadusiła i zupełnie nie reagowała na delikatne sugestie, że mam inny gust, dziewczynę w innym mieście itp. Dopiero wybulgotanie, że tak naprawdę to jestem pedałem, mnie uratowało.