Blog > Komentarze do wpisu

Kompletne chybiony rechot z autostrad.

Symbolem niekompetencji rządów PO stał się legendarny odcinek C autostrady A2 między Łodzią a Warszawą. "C" - jak chiński, bo na nim wyłożyło się najpierw chińskie konsorcjum, a następnie zbankrutowała spółka DSS.
Przyczyny tych nieszczęść powszechnie upatruje się w zbyt niskich stawkach, jakie wylicytowali sobie w dół wykonawcy. Tak też tłumaczy się rząd: niekompetentne głąby przetaniły - i masz. Rzecz w tym, że niekompetentne głąby, a także manipulanci wszelkiej maści zawsze będą przystępować do przetargów. Pytaniem, którego jakoś nikt nie zadaje, jest czemu zamawiający nie może automatycznie odrzucać cen najniższych? Reguła ta podobno pozwala eliminować księżycowe oferty z przetargów w innych krajach, np. w Niemczech.
Mniejsza zresztą z tym. Istotne, że rozbabrany odcinek C bynajmniej nie skompromituje polskiego Euro w oczach zmotoryzowanych kibiców z Europy. Wydaje się tak tylko garstce dziennikarzy operujących z Warszawy i pracujących w Warszawie polityków. Warszawa jednak nie jest pępkiem Euro, a tylko jednym z ośmiu miast, do tego leżącym w bok od głównej osi Euro, która prowadzi od Doniecka, przez Charków, Kijów i Lwów do Wrocławia. Miasta te łączy droga E40, która na polskim odcinku prowadzi autostradą A4.
Bałagan na odcinku C nie przerazi więc zbyt wielu gości.
Horror przeżyją dużo wcześniej.
Aby z berlińskich lotnisk wjechać na A4 trzeba przejechać drogą krajową numer 18. Jest to dwujezdniowa betonowa autostrada tylko w jednym punkcie różniąca się od swojej niemieckiej koleżanki. Jej południowy pas, którym wjadą kibice, nie był remontowany od czasów Hitlera. Przekroczenie polskiej granicy sygnalizowane jest huknięciem w spojenie między wiekowymi płytami. Auto potrafi stracić kontakt z nawierzchnią, a gdy wyląduje, zalicza następny wybój. Osobiście rozpędzam się tam do 140, wbrew pozorom to strategia lepsza niż podskakiwanie w tempie 60 km/h na prawym kompletnie wyjeżdżonym pasie. Taki błąd, zamieniający auto w grzechotkę popełniają zszokowani obcokrajowcy pierwszy raz jadący tą trasą.
Obrazu dopełniają historyczne, wykonane z kostki brukowej (!) zjazdy z drogi oraz obskurna stacja BP przy samej granicy, oczywiście z płatnym WC w restauracji odległej o 300 m.

Całkiem możliwe, że tuż przed Euro jakimś cudem uda się puścić ruch podwarszawską A2, jednak to droga krajowa nr 18 będzie faktyczną wizytówką Polski.
A raczej jej bezmyślnych administratorów.

sobota, 19 maja 2012, leniuch102
Tagi: euro 2012

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Grzesiek, *.10-2.cable.virginmedia.com
2012/05/23 00:35:00
Ten kawałek już 15 lat temu przezywało się najdłuższe schody nowoczesnej europy :). Tylko wtedy dużo bliżej Wrocławia się te schody kończyły.
-
2012/05/23 08:23:03
tak, one prowadziły do wrocławia i trochę za. i z powrotem.
właściwie ten kawałek, który został, powinni biletować jako skansen.
słaba pociecha, że na ukrainie to dopiero drogi są makabryczne.
-
2012/05/25 18:16:06
Mnie też czasem strasznie wkurza warszawocentryzm mediów. I mówię to jako półwarszawiak.