Blog > Komentarze do wpisu

W dechę.

Jeśli za życie w trudzie bozia wynagrodzi was hacjendą i będzie to hacjenda piętrowa zapewne dacie się namówić na lakierowanie schodów szwedzkim wodorozpuszczalnym lakierem ekologicznym. To błąd, ale nie bądźcie wobec siebie zbyt surowi. Pod koniec budowy, a lakierowanie schodów to przeważnie jedna z ostatnich czynności przed przeprowadzką, nie jest się już ostrym jak brzytwa i głuchy upór stolarza ma prawo przemóc rozsądek inwestora.  Stolarz ma swoje powody przemawiające za ekologicznym wodorozpuszczalnym, głównie takie że szybciej się nim maluje, a bierze sporo drożej, w końcu szwedzki. Tymczasem prawda jest taka, że w wodzie dobrze rozpuszcza się co najwyżej sok malinowy, a lakier odporny na buty i psy nazywa się domaluks, rozpuszcza się w bazie poliuretanowej i jest bardziej nieekologiczny od zawartości sarkofagu w Czernobylu.

Dokładnie taki lakier był wam potrzebny, ale dowiecie się o tym dopiero pięć lat po przeprowadzce, kiedy schody będą zjechane jak za przeproszeniem wiecie co wiecie u kogo [1]. To krytyczny moment, może bowiem wam przyjść do głowy, żeby samemu sobie te schody wycyklinować i polakierować. Czy to możliwe? Owszem. Może się udać za pomocą specjalnej nakładki na szlifierkę kątową. Zanim jednak kupicie nakładkę, weźcie samą szlifierkę, ruchem wahadłowym w płaszczyźnie pionowej huśtnijcie ją sobie parę razy między nogami i zwiększając amplitudę walnijcie się nią z rozmachem w czoło.
Nie chcecie sami cyklinować!
Cykliniarz bierze co najmniej 5 dych za stopień, ale zaprawdę powiadam wam - a powiadam z własnego doświadczenia - lepiej bulnąć niż nabawić się pylicy i zdewastować sobie schody.
Ditto

* * *

W czasie, kiedy cykliniarz cyklinuje, murarz muruje, etc. człowiek rozumny odpala laptopa.
Sieć obrodziła [2] we wrześniu w hity filmowe, o których poniżej:

Robin Hood 2010

Jeśli, podobnie jak ja, przeczytaliście, że cienizna, to zostaliście zrobieni w trąbę. Świetny film, wszelako o niewielkiej zawartosci Robina w Robinie. Technicznie film jest prequelem historii RH. Russel Crowe i Cate Blanchett (Marion) żwawo pchają wózek z powikłaną, ale ciekawą akcją, by dotrzeć do niestrawnego, jak to u Ridleya Scotta, (un)happy endu.
Dodatkowo reżyser każe Blanchett wywijać mieczem i robić za księżniczkę Xenę, hołdując trendowi, który irytuje mnie swoją głupotą, a do którego jeszcze w tej notce wrócę.

BTW "Czy Cate Blanchett jest ładna?", jak naiwnie sformułowała pytanie Leniuchowa?

The Expendables

Rzetelny film akcji z intrygującym Sly'iem. Co może być intrygującego w Stallone? No właśnie muskulatura. W Rambo IV dziadek Stallone jest górą naszprycowanego hormonami mięcha, w Exp wygląda i-de-al-nie ((c) Leniuchowa).
Czy to był jeszcze emeryt Stallone, czy dubler, czy grafika komputerowa?
To mnie właśnie intryguje.
Najjaśniejszym pktem filmu jest i tak Mickey Rourke, który na starość obstawia wszystkie hity w tym:

Iron Man 2

Lekuchno przeszarżowany, z Rourkiem jako czarnym charakterem, ale dzisiaj nie o nim. W każdej klasie jest taka dziunia z miseczką D i maślanymi oczętami, która pierwsza zachodzi w ciążę. W Hollywood tę kategorię reprezentuje niejaka Scarlett Johanson i właśnie jej powierzono rolę Czarnej Wdowy wykańczającej siedmiu zbirów na sekundę.
Ph-lueeezee...
Film kończy się i zaczyna kawałkiem AC/DC. Na napisach jest to "highway to hell", bliska aranżacji oryginalnej, ale jednak inna i lepsza. Jakoś tak już jest, że znane kawałki są na potrzeby filmu jeszcze bardziej podrasowywane i brzmią powalająco, a moim osobistym faworytem jest "Mary had a little lamb" SRV z "Od Zmierzchu Do Świtu"

* * *

Serwisant i twórca internetowy o intrygującym nicku gyubal_wahazar podesłał mi przeciekawą historię w stylu inspirowanym - wg jego własnych słów - moimi własnymi notkami.
Najlepsze na koniec i oto przed Panstwem: Gyubal Wahazar!

Dawno, dawno temu, (teraz rytualne strugnięcie kowboja), kiedy faceci byli facetami, a Panie Paniami, zdarzyło mi się reanimować na odległość sieci hotelowe w usiech. Sporo adrenaliny, trochę główkowania, do tego 2 monitory, ale najlepszy był tzw czynnik ludzki.

Tamtej nocy wyflaczył się srategiczny klejent w cierpiącym na bezsenność LV, powiat Nevada. Dzeciakowi który na mnie przełączał, zdążyło się już oberwać za niewinność, bo drżącym głosem referował mi kejsa.

Kłaniam się grzecznie i by zyskać na czasie rostfierając rozpiskę sieci hotelu, pytam o klucz do serwerowni, gdy od obdarzonej niskim timbrem Pani kiero dowiaduję się, że nie ma zasranego pojęcia kto ma zasrany klucz do zasranej serwerowni, po czym chce by ją przełączyć na naszego kiero w Stanach, bo dla nas w Indiach to będzie za trudne.

Ooo – myślę sobie. Zaplusowałaś tym entree, dziewczyno, coś mi mówi, że też zaliczysz ten wieczór do udanych.

Grzecznie mówię, że dzwonię łapać kiera, a ją wrzucę na holda. Eeetam, mowy nie ma, bo ona nie ma czasu czekać tydzień na holdzie. Ok, mówię, zostawię Cię więc, a wodza poszukam mailem i mesendżerem.

Eeeeetam, mowy nie ma, bo ona nie ma kolejnego tygodnia na czekanie na nasze maile, bo tam milion baksów leży na stołach a drugie tyle się garnie  do jednorękich, których - w sensie baksów (i tym mnie dotknęła najmocniej, deprecjonując haniebnie moją siłę nabywczą) ja jej - jakoby - nie oddam.

‘Ok, to w czym mogę pomóc’ - ciesząc się w duchu z zatoczenia pełnych 360-ciu w raptem 3 okrągłych zdaniach. Pani robi sceniczną pauzę, po której następuje oratorium z librettem opartym o teksańską masakrę piłą mechaniczną, którego Krzysiek P by się nie powstydził.

‘Go baby, go. Gimme more, but leave your hat on’ ślę jej podprogowo.

Nie daje się prosić.

Nie mijają jednak 3 minuty urzekającego swym niewieścim wdziękiem rapu, gdy Pani najwyraźniej kończą się środki wyrazu, a i zapał jakby nie ten co wcześniej. Po ostatniej kwestii, wsłuchuję się dobre 10 sekund w kłującą w uszy ciszę, czekając na jakiś sequel czy chociaż skromny remix, ale spotykam się z rozczarowaniem.

- Jesteś tam jeszcze, czy cały ten czas darłam się na holdzie ?!

- Cały czas. W sensie, cały czas byłem i nie uroniłem ani wyrazu

- I zamierzasz coś z tym zrobić ?

- Nieee, nic. Chętnie za to zająłbym się siecią, bo ciut lepiej się na tym znam

Tu o dziwo Pani się roześmiała i spytała jak mi na imię. Wymieniliśmy czułości, przy czym oświeciłem Panią, że siedzę w słonecznej Bolandzie, dobry kawał na lewo od Gangesu.

- Czekaj, Endżi z recepcji chyba też jest z Bolandy. Czekaj

Po chwili w słuchawce w rodzimym narzeczu zabrzmiała Endżi. Też zdrowo zestresowana, ale za to bardzo miła, a dodatkowo wiedząca gdzie jest klucz od serwerowni. Dalej akcja potoczyła się dość wartko i po chwili, znaleźliśmy guzik od wciśnięcia którego Endżi miała zacząć operację ‘Wake up, zombie’.

Bała się bidula, bo nic takiego w życiu nie robiła i nie chciała niczego popsuć, co zapewne równałoby się bliższemu kontaktowi ze szponami i barytonem Ms Kiero.

Starałem się ją rozluźnić, uświadamiając, że popsute jest już i bardziej Jej się nie uda, ale Endżi wykazywała nadal dość duże przywiązanie do życia.

W końcu, po ponadminutowej sesji hipnotyzowania guzika wzrokiem w nadziei, że sam się wciśnie (prawie widziałem jak z całej siły zaciska powieki i bierze głęboki oddech), wyjechała ślicznym, drżącym i nieco zmysłowym głosikiem z pytaniem które do dziś dźwięczy mi w uszach :

- Jest Pan gotów ?

Nie umiałem się powstrzymać przed odruchowym i atawistycznie chrapliwym, w które włożyłem całą jurność moich męskich przodków

- A Paahhhniiiiiiiiiiiiiiiiiiii ?!?!?!?

Oboje gruchnęliśmy śmiechem i rechotaliśmy jak szczeniaki. W końcu zbierając się do kupy, chociaż jeszcze poparskując, wrzuciłem przechodząc na Ty, po takim akcie zbratania duchowego :

- Dobra Anka, gnieć kapsla, bo nas oboje z roboty wylejo

Anka nagniotła, chyba usłyszałem jakieś ‘achh’, potem relację z dokładnością do pojedyńczego mrugnięcia każdego ze światełek, aż w końcu ujrzałem wracające pingi. Kejs okazał się zaskakująco banalny.

Wstyd się przyznać, postraszyłem ją jeszcze chwilę, ale w końcu sam rozlałem zupę parskając z Jej kolejnego ‘ojej’ i przyznałem, że od dobrych paru minut wszystko już chodzi jak złoto.

Usłyszałem słodkie ‘Ty draniu !’ i rozstaliśmy się w pocałunkach.

Od chwili dialogu z Panią Kiero, kiedy jeden z kumpli nagniótł mi bez zbędnych wstępów spikerfona, rozwój sytuacji śledzili siedzący w pobliżu kumple, zagrzewając mnie do kolejnych smeczy.

Finał przyniósł mi komplet klepnięć w plery i sporo ciepłych, męskich komplementów, ale najlepsze było to, że od tamtej pory Pani kiero dzwoniąc do nas z awarią zawsze prosiła o mnie, mając od razu ze sobą Endżi, której status korporacyjny wzrósł od tamtego wieczora skajhaj, o czym mnie z radością zawiadomiła.

Kumple za to robili sobie jaja gdy dzwonił jakikolwiek hotel z LV, stwierdzając, że wprawdzie najlepszy spec od LV jest właśnie zajęty, ale może oni mogliby zaryzykować jego zastąpienie

_______________
[1] nie wiem o co mi chodzi, ale zapewne o coś świńskiego.
[2] he he.

poniedziałek, 06 września 2010, leniuch102

Polecane wpisy

  • (Tele)pracując z pokoleniem "Ź". Cz. 1

    Po latach spędzonych jako "samotny biały żagiel" żeglujący od klienta do klienta postanowiłem osiąść w jakimś biurze. Akurat zwolniła się stosowna posada w gust

  • Początek końca

    Uważni czytelnicy zauważyli obniżenie częstotliwości notek, które spowodowane było m. in.  tektoniczną zmianą w życiu zawodowym autora. Po latach przestałe

  • Hydrauliczka

    Istnieją miejsca i zawody , gdzie kobieta jest zjawiskiem rzadszym niż pantera śnieżna. Przez 20+ lat pracy w serwisie widziałem w serwerowniach 2, słownie: dwi

Komentarze
2010/09/06 13:41:36
I tak dobrze, że Leniuchowa się za Stallone ogląda. Moja Ryba jest na etapie Pattisona. Już nie wiem, gdzie się chować ze wstydu.
-
2010/09/07 09:18:20
Miedzy Pattisonem a Sly'em to jakies 150 lat roznicy, nie? Ja obejrzalem wczoraj Repo Men i jakos nie moge dojsc, czy film swietny, czy zenadny.
-
2010/09/07 22:53:56
@Blogo: "Patison" pl.wikipedia.org/wiki/Patison ?!
@lonegun: "czy film swietny, czy zenadny"
nie pomogę, bo nie widziałem. no ale teraz ściągnę :-).
-
2010/09/07 23:29:41
@repo man

Ani świetny, ani żenady. Tak na 6 jak i podaje imdb.
-
Gość: dancop, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/09/08 17:45:44
Leniuch, musisz się chyba podszkolić z rozmiarów biustów, jeśli uważasz, że D to duża miseczka :) Tak na oko, bo nie macałem :) ale do D bliżej Cate Blanchett niż Scarlett Johanson. Albo wyślij Leniuchową na lobby (biuściastych, albo małobiuściastych, w zależności jak się czuje) to cię podszkoli...
-
2010/09/08 21:26:07
@ "D": jak większość kombinuję mniej więcej tak: stanikomania.blox.pl/resource/Abecadlo_krecha.jpg
-
Gość: dancop, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/09/09 23:06:36
Oj Leniuch, Leniuch. Nie bez powodu ten rysuneczek jest przekreślony :) Wyłuskałeś go swoją drogą z bardzo dobrego artykułu, który wszystko wyjaśnia: stanikomania.blox.pl/2010/01/Ta-slynna-miseczka-D.html.

Może to jeszcze będzie pomocne: bra-fitting.eu/wp-content/uploads/2010/02/NaGIE_biusty_male.jpg
i to: stanikomania.blox.pl/2008/01/Biust-szesnasty-czyli-70A-zrewidowane.html
-
Gość: dancop, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/09/09 23:09:26
-
2010/09/10 09:23:04
Zachęcony Twoją recenzją obejrzałem Robina i przeżyłem niemałe rozczarowanie. Tym bardziej przykre, że rozczarowanie było wynikiem tylko końcowej części filmu poprzedzonej świetnym początkiem i całkiem dobrym środkiem. Już nawet chciałem Ci napisać kilka gorzkich słów za pozytywną recenzję ale przed chwila doczytałem, ze uprzedzałeś przed zakończeniem, więc napisze tylko bez spojlerów że niestety miałeś rację. Jedna durnota goni drugą a wszystkie pozostawiają niesmak tym bardziej dokuczliwy że wstęp był taki smakowity.
-
2010/09/10 09:29:59
PS.

Blanchett nie jest ładna ale ma w sobie jakiś ujmujący urok, który czyni ją atrakcyjną.
-
Gość: adanna, *.schulz-infoprod.pl
2010/09/14 14:20:08
Tekstu na temat cyklinowania - ze szczególnym uwzględnieniem ruchu wahadłowego szlifierki - zamierzam się nauczyć na pamięć i dwa razy dziennie będę go wygłaszała mężowi, serdecznie pozdrawiam

Anna D.