Blog > Komentarze do wpisu

Wpis zintegrowany.

Pierwszy raz od wielu lat wziąłem udział w firmowej imprezie integracyjnej. Za dawnych dobrych czasów, a mam na myśli pierwszą (!) połowę lat dziewięćdziesiątych taki zlot przypominał kongres świadków Jehowy, już to nieprzebranym morzem głów, już to silnym poczuciem identyfikacji z firmą. Wszyscy zatrudnieni razem i każdy z osobna doceniał, że zasuwa dla Korporacji i ma pensję indeksowaną w dolarach, podczas gdy reszta rodaków żywi się zupą na sznurówkach i wprowadza reformy Balcerowicza.

Potem miało miejsce haniebne przesunięcie mnie z grona inżynierów etatowych do jednoosobowego, a podrzędnego zbioru inżynierów samozatrudnionych. Zawsze to lepiej niż wylądować w całkiem licznym zbiorze inzynierów zwolnionych, ale nie na tyle, żeby zaszczycać tych nielojalnych bubków klejnotem mojego towarzystwa.

W tym roku wszelako pogłowie firmowe sięgnęło takiego dna, że każdy pracownik więcej robi różnicę i czyni pozostałą przy firmie garstkę mniej żałosną. Uznałem, że czas zakończyć bojkot spotkań integracyjnych.

Nie żałuję. Manadżment, a raczej to co z niego pozostało postawił na szczerość, zaufanie i dobre nowiny. Zapowiedział, że nikogo już nie zwolni i zabrzmiało to wiarygodnie, bo w przeciwnym razie sam musiałby wziąć się za śrubokręt. Zaufanie posunął tak daleko, że integracyjnie poszedł z nami postrzelać, a jak powszechnie wiadomo, zajęcia na strzelnicy stanowią w każdym pododziale okazję do wyrównania rachunków. Miałem, jak każdy, chwilę pokusy, by przypadkiem wygarnąć manadżmentowi z mosberga, ale wstrzymała mnie perspektywa kolacji biesiadnej.

I znów było warto, bo pominąwszy ekscesy zwykle takim kolacjom towarzyszące, usłyszałem na niej całkiem świeżą opowieść kolegi-inżyniera.

Wracał sobie Łukasz stępa ze zlecenia. Radio gra, kolumna aut godnie przemieszcza się od świateł do świateł, gdy kolega nagle słyszy huk wyłamywanego lusterka. Wciska gaz i rusza w pościg za rozpędzonym busem, sprawcą szkody. Daje znaki - nic, wyprzedza i zostaje objechany. Historia powtarza się parę razy, aż bus zjeżdża na pobocze, Łukasz - rzecz jasna - zatrzymuje się przed nim. Następnym wspomnieniem Łukasza jest łapa draba, zaciskająca mu się na szyi, albowiem z busa wyskoczył jego kierowca i postanowił Łukasza udusić przez uchyloną szybę.

Zgodnie ze szkoleniem nt szeregowania priorytetów w działalności zawodowej Łukasz uznał, że na chwilę obecną zaczerpnięcie powietrza znalazło się na czubku kolejki zadań i ruszył autem przed siebie, w nadziei uwolnienia gardła. Działanie okazało się skuteczne, drab puścił szyję, złapał drzwi i rozpoczął negocjacje: "Panie zwolnij pan, proszę, błagam, aaaa!". Zanim Łukasz zastanowił się , czy zatrzymanie auta nie pogorszy jego pozycji negocjacyjnej, drab osłabł, odpadł i potoczył się po asfalcie.

Na korzyść spotkanego przez Łukasza patrolu drogówki trzeba zapisać, że niezwłocznie ruszył w pościg za drabem, pościg przerwany dopiero na wyraźne życzenie mojego kolegi. W pewnym momencie zrozumiał, że urwane lusterko i naruszona nietykalność własna nie są warte krwawej łaźni na ulicy, którą pruł ścigany przez nich drab.

Stanowczo, gdyby ludzie mogli wozić ze sobą broń ostrą, odnosiliby się do siebie z większym szacunkiem - i w pracy i na drodze. Może byłoby ich mniej, ale to już osobne zagadnienie.

__________________________________

R y G na ostro.

niedziela, 21 lutego 2010, leniuch102

Polecane wpisy

  • (Tele)pracując z pokoleniem "Ź". Cz. 1

    Po latach spędzonych jako "samotny biały żagiel" żeglujący od klienta do klienta postanowiłem osiąść w jakimś biurze. Akurat zwolniła się stosowna posada w gust

  • Początek końca

    Uważni czytelnicy zauważyli obniżenie częstotliwości notek, które spowodowane było m. in.  tektoniczną zmianą w życiu zawodowym autora. Po latach przestałe

  • Hydrauliczka

    Istnieją miejsca i zawody , gdzie kobieta jest zjawiskiem rzadszym niż pantera śnieżna. Przez 20+ lat pracy w serwisie widziałem w serwerowniach 2, słownie: dwi