|
Blog > Komentarze do wpisu
Tryblogia...część I
część II część 3 część czwarta część piąta część szósta: Bywają gorsze rzeczy niż BMW utopione w bagnie. Zwłaszcza, kiedy jesteś właścicielem bagna, a nie tkwiącej w nim bryki za pół miliona. Oczywiście było mi trochę głupio, że koledzy "ze świata" przyjechali do mnie w pięćset koni, a wrócą pekaesem, ale nie na tyle, by nie zoczyć doskonałej okazji. Szansy na upłynnienie pamiątki z Czarnej Białostockiej. Na półkach mojej spiżarki od wakacyjnego spływu Narwią kurzyły się plastiki (prawidłowo, choć nieelegancko zwane petami) pełne podlaskiego bimbru [1] . Kiedy Blogo z Chakierem opróżnili ostatnie piwko napełniłem im szklaneczki "miętówką", przez profanów identyfikowaną jako bimber zaprawiony płynem Ludwik. -Pijcie, pijcie, wszyscy Anglicy to piją - zachęciłem. Jakże myliłem się, podejrzewając ich o wydelikatnione metroseksualne upodobania. Grzali tę berbeluchę, jakby wychowali się na jednym podwórku z premierem Tuskiem. Wiadomo, stolyca. Za to rano... Szziemeejedziemy.... tam - Chakier gestem szerokim zakreślił łuk od Salamanki po Tbilisi. Blogo czknął, wrzucił jedynkę i ruszył na Oslo. Auto, cudownie wydobyte z topieli przez wsiowego głupka [2] wyrzuciło spod kół fontannę żyznej gleby. Dobrze, że to święto i Biedroniowa pognała krowy na Zalesie - pomyślałem, gdy leniwymi esami pokonywaliśmy pastwisko sąsiadki. Musiałem przysnąć, bo obudził mnie huk. Otworzyłem lewe oko... nad maską leciał właśnie stary Kłonica. Odemknąłem prawe - Kłonica podchodził do lądowania za tylną szybą. Miękkie plask oznajmiło szczęśliwy finał. Stanęliśmy. Blogo chyba się przejął, jakby miał czym. -Kurrr-czaki, chyba nie powinienem prowadzić w tym stanie. -Kaman, patrz, już się podnosi. Rzeczywiście, Kłonica wybełkotał przeprosiny i pustą deklarację pokrycia strat. -Widzisz? Zero problemów. W końcu jedziemy czarnym beemwu, men! -No nie wiem, patrz jak mi się ręce trzesą. -Fakt. Kierowca skwaszony, z brakiem koordynacji i drżączką to potencjalne zagrożenie w kołowym ruchu lądowym. Przy najbliższym sklepie stajemy na browara. Blogo rzeczywiście był w kiepskiej formie, myliły mu się biegi i hamulec z popielniczką, co małodusznie próbował zwalić na niedostatki Windows Vista, zarządzający teraz iDrive. Żenada. Może tam vista początkowo miała jakieś issues [3], ale po zastosowaniu serwis paka jużeśmy się ich pozbyli. Oczywiście ci z nas, którym udało się zbootować. Sklepowa powitała nas szerokim uśmiechem. - Z samego rana mąż do hurtowni po te cukierki pojechał - zwróciła się do Blogo - Cukierki? - Pan się nie wygłupia, te osiemdziesiąt kilo, co Pan wczoraj zamówił. - Pani wybaczy, ale ja tylko wyraziłem impulsową chęć zakupu, zaś w chwili obecnej... - w osłupieniu przysłuchiwaliśmy się temu nadrealistycznemu dialogowi. Blogo - sklepowa - cukierki?! Osiemdziesiąt kilo? - Czyli-że-jak - głos sklepowej piął się w niebezpiecznie rozedrgane, wysokie rejestry - że Pan teraz tych cukierków nie weźmie, tak? - buzia wygięła jej się w podkówkę, a bródka zaczęła się trząść. To co ja teraz z nimi zrobię!? - wybuchnęła szlochem. Zamarliśmy. Świąteczny, skacowany poranek, dwie kupki nieszczęścia i my z Chakierem pomiędzy. -Haaa! -dobiegł z zaplecza chrypliwy dźwięk, tak jakby ktoś przeciągał szafę gdańską po szczerbatym betonie. Drugie "Haaaa!" - zostało przerwane studziennym kaszlem. Tąpnęło i zadudniło, jakby z zaplecza pędził do nas hipoptam. -Haaalinka!? - zza firanki wynurzyła się czerowna morda, wielka jak ceber, balansująca nad charakterystyczną dla wymarłych hominidów beczułkowatą klatką piersiową (szyi nie stwierdzono). Stwór ze zgrozą patrzył przez chwilę na zapłakaną Halinkę. -Któóóry? - zaryczał omiatając nas wzrokiem. Halinka wyciągnęła ramię delikatne jak łodyga nenufaru. -Ten pan - w tym momencie Blogo znalazł się metr nad ziemią schwycony za gardło przez przybysza - zamawiał cukiereczkiiiii - załkała. -Panie Człaptak - starałem się przybrać urzędowy ton - odbywając karę w warunkach powrotu do przestępstwa będzie panu dużo trudniej o przepustki, z których teraz pan tak często korzysta. -Aaaa, to ty Leniuch - nie mogłem zaprzeczyć bo nagle znalałem się na wysokości Blogo, z gardłem zaciśniętym z przyczyn niezależnych. - to ty rżnąłeś głupa jak w piątek kazałem ci zmiatać z mojej działki? -Krkchcmmkwr , pańska działka nie sięga rzeczki, Człaptak, to obszar chroniony, sprawdzałem w gminie -Nieważne, złapię jeszcze raz to wyrwę łeb razem z płucami. Co mi tam, siedzę tak czy tak. -To ja już wezmę te cukierki - nadzwyczaj trzeźwo ocenił sytuację Blogo. Człaptak wyrwał z jego drżącej dłoni kartę kredytową -I zapłacisz TYM, wypłoszu? Czy na tym sklepie widzisz nalepkę: akceptujemy plastik z Agrobanku Piaseczno? Czy jakikolwiek inny? Gdzie go wsadzę, ślepowronie? Tobie w dupę? Blogo, o ile to możliwe stężał jeszcze bardziej, jakby defensywnie napinając mięśnie pośladków. -Szorować mi do bankomantu, frajerzy, a brykę - wyrwał kluczyk Chakierowi - biorę w zastaw. Kac, dwukrotna utrata beemki, perspektywa żywienia się do końca życia cukierkami - nawet nie pytaliśmy Blogo, co i kiedy zaszło między nim i sklepową. Ruszyliśmy z buta w stronę hipermarketu. -Wanna lift, mate? - z focusa, takusieńkiego jak mój, tylko z kierownicą po prawej, wychylał się Jeremy Clarkson.
czwartek, 15 maja 2008, leniuch102
Komentarze
2008/05/16 00:14:05
O do diaska. Nie zmiesciłem się na pudle... No ja zwariuję, jak nic!
2008/05/16 08:43:48
no nieee, urwać na Clarksonie przed weekendem ?! Barrdzo długim?! Tak się nie robi panie Leniuch...
2008/05/16 14:26:57
@batumi: "urwać na Clarksonie przed weekendem ?"
he, Klaksona będzie już musiał rozegrać Blogo :-). Ja go tam wetkłem tylko po to, by przypomnieć, że Klakson ma kupionego za własne pieniądze fokusa. Ktorym nawet czasem jeździ, kiedy lambordżini jest w werksztacie. @Blogo: zawsze mówiłem - czytelnicy się nie znają :-). |
|
1. Chakier 2
2. Chakier 1
3. Leniuch 2
4. i dalej, reszta tałatajstwa
Gratulacje prześlemy pocztą! ;-)