Blog > Komentarze do wpisu

Jadę bezpiecznie.

Warknięcie: "wiem, co robię" jakże często dobiegające z siedzenia kierowcy świadczy o braku świadomości wagi automatyzmów w prowadzeniu samochodu. Ręczny, sprzęgło, zapłon, jedynka, sprzęgło... ruszamy prawie nie zdając sobie z tego sprawy i bogudzięki, inaczej byśmy powariowali. Ale nie dość, że nie wiemy co robimy, to próba jakiejkolwiek modyfikacji raz ustalonej rutyny jest trudniejsza niż wypchnięcie poloneza z rowu.

Swego czasu nasz prezes przerażony falą uprowadzeń aut kolegów-prezesów zarządził w całej firmie przymusowe korzystanie z "antynapadu". Ta pokracznie nazwana opcja alarmu miała zapobiec wyrzuceniu inżyniera przez gangsterów z jego służbowego jeździdła. Scenariusz przewidywał, że inżynier wstanie z chodnika, poprosi przechodnia o nastawienie szczęki i z komórki zawiadomi policję. W tym czasie antynapad najpierw zacznie cicho mrugać awaryjnymi, potem wyć, a na końcu, ale tak po półminucie, kiedy gangsterzy odjadą na bezpieczną odległość, odetnie dopływ paliwa. Złoczyńcy bowiem nieświadomi będą potrzeby wyłączenia antynapadu tajemniczym pstrykiem, ukrytym w czeluściach schowka. Każde włączenie silnika, a nawet otwarcie drzwi, po cichu antynapad uruchamiało.

Przez kilka lat obowiązywania antynapadów w kilkudziesięciu autach w firmie powyższy scenariusz nie zrealizował się ani razu. Jakoś żaden gangster nie połaszczył się na nasze 60-konne kompakciki. Kilka razy dziennie spełniały się za to scenariusze alternatywne: zaspany pracownik rusza do biura a po półkilometrze wyjący antynapad go dobudza. Inną typową sytuacją było: "Halina, kieckę se drzwiami przytrzasłaś", poprawka zamknięcia drzwi przegapiona przez ruszającego kierowcę i antynapad w akcji.
Auto raz unieruchomione wymagało skomplikowanej procedury, by przekonać alarm, że jesteśmy prawowitymi właścicielami i możemy jednak dalej nim jechać. Błąd w interpretacji tajemnych kodów, przesyłanych światłami awaryjnymi i niewczesna próba ponownego uruchomienia skutkowała koniecznością wezwania serwisu. Serwisyny od alarmu do dzisiaj wspomniają naszą firmę z łezką w oku.

Miał antynapad też pewną szczególną cechę, którą przypadło mi odkryć jako pierwszemu w firmie, w dość dramatycznych okolicznościach. Wracając z Wawy zajrzałem w trakcie jazdy do atlasu włączając przy tym oświetlenie kabiny. Po chwili zgasiłem i zabrałem się do wyprzedzania. Gdzieś tak w połowie wyprzedzanego TIR-a auto zaczęło gwałtownie słabnąć. Dyskoteka z awaryjnych i wycie nie pozostawiało wątpliwości: antynapad. Dałem po hamolach w ostatniej chwili przed spłaszczeniem się o kamaza jadącego z naprzeciwka. Wtoczyłem się na grząskie pobocze i na zewnątrz (antynapad nie tolerował nikogo w środku) miałem dłuuugą chwilę na dojście do banalnej prawdy. Jako że każde otwarcie drzwi powodowało włączenie się oświetlenia wnętrza, zgadłem, że monterzy podczas instalacji alarmu musielli podpiąć się pod obwód lampki i w ten sposób rozpoznawali otwieranie drzwi. Dzięki temu również każde inne włączenie światełka skutkowało cichym i zupełnie bezsensownym uruchomieniem antynapadu. Z rozważań wyrwało mnie: "Może popchnąć trzeba ?". Trzech zarośniętych osiłków na pewno dałoby radę. "Nie, dziękuję panom, za chwilę antynapad się uspokoi i pojadę dalej" "Aha. No to może chociaż na piwo dasz".
Cóż wymagać, antynapad chronił tylko samochód.
poniedziałek, 19 listopada 2007, leniuch102

Polecane wpisy

  • (Tele)pracując z pokoleniem "Ź". Cz. 1

    Po latach spędzonych jako "samotny biały żagiel" żeglujący od klienta do klienta postanowiłem osiąść w jakimś biurze. Akurat zwolniła się stosowna posada w gust

  • Początek końca

    Uważni czytelnicy zauważyli obniżenie częstotliwości notek, które spowodowane było m. in.  tektoniczną zmianą w życiu zawodowym autora. Po latach przestałe

  • Hydrauliczka

    Istnieją miejsca i zawody , gdzie kobieta jest zjawiskiem rzadszym niż pantera śnieżna. Przez 20+ lat pracy w serwisie widziałem w serwerowniach 2, słownie: dwi

Komentarze
2007/11/20 10:38:17
he,he...usmialem sie, ale tym razem nie z wpisu (tez troche), ale z reklamy w bocznym boksie: Adam Michnik-literatura dla wymagajacych. Sadzilem, ze przynajmnie Ty nie jestes w ukladzie.
-
2007/11/20 12:48:54
prawda jest jeszcze straszniejsza. do układu dołączyło google!
-
Gość: Kwadrat, 213.199.197.*
2007/11/20 23:13:52
A oczekiwanie środku lasu na zmiłowanie auta w zimie w czterech chłopa stojących na mrozie pamiętasz?
-
2007/11/20 23:46:40
to podpada pod kategorię: "Halina, kieckę se przytrzasłaś".
jasne że pamiętam.
-
2007/11/24 11:40:09
Przykład na to jak bardzo szefowie mogą być oderwani od rzeczywistości swoich podwładnych.