Blog > Komentarze do wpisu

Wrocławska Masakra Gitarą Elektryczną


  W życiu intelektualnym i duchowym Polaka w ogóle, a Wrocławianina w szczególności, latami trwa posucha. Konsument Kultury w sobotni wieczór staje przed dylematem: van Damm na jedynce czy Chuck Norris na polsacie..
Nadchodzi jednak moment, że zęby w tynk, bo nie wiadomo, czy jak normalny zdorwy mężczyzna zostać w domu i kibicować Brazyli, czy olać mundial i pójść na łysego cudaka z gitarą - Joe Satrianiego.
Joe, jak to Amerykanie, słabo się orientuje, Gazety Wyborczej chyba nie czyta i wciąż Polaków z jakichś tam powodów lubi. Elektrownia dała prąd, Joe wielkodusznie zrezygnował z kasy i wyszło, że w ogóle będzie za darmo...
Czyli stać mnie. Pojechałem.
Drodzy moi - morze głów. Sami nienormalni, bo normalni w domu Brazylię itd.
Problem ze średnio mi znanymi artystami gitarowymi mam ten, że nie do końca jestem pewien, czy kibicuję właściwemu. Czy nie okaże się, że ten najwyżej podskakujący to tak naprawdę naspidowany wyrobnik płacony od godziny, a prawdziwa gwiazda stała sobie skromnie na lewo od czynela i stamtąd dyskretnie rzeźbiła swoje mistrzowskie solówki.
Niby powinno być widać, co kto gra, ale ze stu metrów można się naciąć.
Podejrzewam nawet, że szeroko stosowany przez gwiazdy gest wzniesionej prawicy z kostką ma na celu ich jednoznaczną identyfikację - o, patrzcie - to ja grałem, nie ten kudłacz-basista z prawej, teraz do was macham, czyli nie gram i słychać ciszę, nie?
Joe nie ma tego problemu, bo Joe robi show, co prawda nie moszuje (1), bo nie ma czym, ale tym czym ma, czyli odblaskową glacą pobłyskuje rytmicznie niczym latarnia w Rewalu, więc spox - to był on, na żywo.
  Co do meritum się nie wypowiem. Grał karkołomnie, co mi specjalnie nie robi, bo jestem inżynierem ze szkoły inżyniera Mamonia, czyli lubię co znam. Znam np. (kto nie zna) Voodoo Chile, które pojawiło się na parę taktów, ale reszta była zasadniczo nowa i autorska.
I co najmniej strawna, skoro na trzeźwo odpękałem dwie godziny w tłumie palącym to świństwo.

Satriani - Ronaldo, 1:0.

(1) moszowanie - figura choreograficzna typu żywa froterka.
niedziela, 02 lipca 2006, leniuch102

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: pit, *.dynamic.dsl.as9105.com
2006/07/02 21:47:13
Surfing with the alien - ja znam jeszcze ten motyw, calkiem dobry...pare lat temu ;) Za darmo - czego tu oczekiwac - odgrzewany kotlet nie smakuje juz tak dobrze.
-
2006/07/03 04:32:32
Satriani we Wrocku? No, panie!
Z pewnym zaskoczeniem zanotowalam nowa figure choreograficzna:-).
-
2006/07/04 16:28:21
pit: a odgrzewany bigos ? zaryzykuję, ze muzyka jest jak bigos - im częściej odgrzewasz tym chętniej słuchasz... jak się nie porzygasz of course.

cha: doprawdy ?! to nie moszujecie regularnie po tych tam rautach w konsulatach ? ani ani ?
quelle surprise.